Prolog.
Jesien. Padajacy deszcz, zimny wiatr i pomaranczowe liscie. Tak jak co roku. Damon szedl rozmyslajac noca po miescie. To byla jedyna pora dnia w ktorej mogl bez problemu poruszac sie samotnie po miescie. Bez obaw, ze jakas fanka podbiegnie do niego proszac o autograf. Pol roku temu wygral popularny w telewizji program muzyczny. Od tamtego czasu mogl kupic matce nowe mieszkanie, zamieszkac w apartamencie i udac sie do najbardziej elitarnej uczelni w miescie. Wczesniej nie byl przyzwyczajony do takiego zycia. Wszystko gwaltownie sie zmienilo. Mnostwo fanow, koncerty, pisanie piosenek...To bylo czasem uciazliwe ale dawalo mu niezmierna przyjemnosc. Nie dlatego ze zyskiwal z tego duzo pieniedzy. To dlatego ze pisanie piosenek i muzyka to byly jego dwie najwieksze pasje. Zawsze chcial to robic. I w koncu udalo mu sie spelnic marzenie. Mial teraz nowych znajomych, nowe zycie. Byl innym czlowiekiem ale nie dawal sie pograzyc we slawie. Chcial zostac taki jaki byl. Z rozmyslen wyrwal go dzwoniacy telefon. Wyjal dotykowa komorke z kieszeni kurtki i odebral polaczenie.
-Halo?
-Jestem w ciazy. - Uslyszal radosny glos matki w sluchawce. - Przynajmniej tak wykazal test ciazowy ale prawdapodobnie bedziesz mial kolejne rodzenstwo.
-Slucham? - Powiedzial zmieszanym tonem myslac ze to jakies zarty. "Jakie znowu dziecko? O co chodzi?" - Myslal nie wiedzac jak powinien sie zachowac.
-Ile razy mozna ci powtarzac...- Westchnela ciezko. - Jestem w ciazy. Spodziewam sie dziecka. Teraz dotarlo?
-Ale z kim?! - Wykrzyknal do sluchawki zwracajac na siebie niepotrzebna uwage przechodniow ktorzy od razu zaczeli szeptac "To ten slawny Damon!" albo "Patrzcie, to on wygral ten program..." Teraz jednak nie przejmowal sie tym. Usmiechnal sie lekko na wypadek gdyby jakis paparazzi robil mu wlasnie zdjecie.
-Nie wiem...- Odparla myslac co powinna powiedziec najstarszemu synowi. Dobrze wiedziala kim byl ojciec dziecka. Ale nie mogla mu teraz o tym powiedziec, przynajmniej nie w tym czasie gdy tak bardzo cieszy sie ze swojej kariery.
-Nie odzywaj sie do mnie. - Jeknal przerazony slowami matki. Nie rozumial jak mozna nie wiedziec z kim jest sie w ciazy. Nigdy nie rozumial swojej wlasnej rodzicielki. Ciagle sie z kims umawiala, prowazila rozrywkowe zycie i nie zwracala nawet najmniejszej uwagi na swoje dzieci. Dopoki Damon nie zyskal duzej kwoty pieniedzy - Wtedy sytuacja calkowicie sie zmienila i matka nagle pokochala z calego serca swojego slawnego synka. Chlopak mial mlodsza o trzy lata siostre. Od razu gdy ukonczyla osiemnascie lat uciekla z domu i sluch o niej zaginal. Rozumial ja bardzo dobrze. Sam chcial sie wyniesc z tej malej, oblesnej kawalerki od razu gdy stal sie dorosly ale nie mogl zostawic matki. Zawsze ja kochal, nie zwazajac na wszystko. Nacisnal czerwona sluchawke znajdujaca sie na dole urzadzenia i zdenerwowany zaistniala sytuacja usiadl powoli na pobliskiej lawce. Schowal twarz w dloniach zastanawiajac sie co powinien zrobic. Po kilku minutach uslyszal cienki glos. Spojrzal przed siebie. Przed nim stala widocznie wychudzona czerwono wlosa dziewczyna. Byla ubrana w bardzo zniszczony bordowy sweter i potargane jeansy. Schylila sie aby popatrzec chlopakowi w oczy.
-Wszystko dobrze? - Zapytala cieplym tonem. - Prosze uwazac, jest troche zimno...Moze sie pan przeziebic.
-Powiedzmy. - Jeknal spogladajac na nia. - Nie mow mi na pan, raczej nie jestem duzo starszy. Jestem Damon.
Podal dziewczynie serdecznie reke. Odwzajemnila uscisk i nie slyszac zadnego przeciwu z jego strony usiadla obok.
-Erica.
-Ladne imie. - Usmiechnal sie zyczliwie do nowo poznanej osoby. Wydawalo mu sie ze wcale go nie kojarzy. Kto wie. Nie wygladala na osobe ktora oglada telewizje i zna sie na celebrytach wiec moze nawet go nigdy nie widziala, dlatego tak naturalnie sie zachowuje. Przyjrzal jej sie jeszcze bardziej niz przed chwila. Duze brazowe oczy, chude rece. Na pewno nie byla przecietna. Byla o wiele ladniejsza od tutejszych dziewczyn. Inna. Wyrozniala sie na tle sztucznych blondynek. Jej wyglad wskazywal na to ze miala nie wiecej niz osiemnascie lat. "Mlodsza o trzy lata." - Pomyslal wpatrujac sie w jej twarz Damon.
-Jestem brudna? - Spytala rumieniac sie jednoczesnie.
-Nie...- Rozesmial sie widzac zaklopotanie Ericy. - Po prostu jestes bardzo ladna. Nie widzialem jeszcze dziewczyny podobnej do ciebie.
-Dziekuje...- Zarumienila sie jeszcze bardziej. - Moze nie chcesz o tym rozmawiac ale...Wygladasz na bardzo smutnego.
-Problemy rodzinne. - Westchnal ciezko zmieszany sytuacja. Nie wiedzial czy rzekoma Erica nie jest dziennikarka i po prostu chce dowiedziec sie czegos nowego aby napisac nowy artykul do swojego magazynu ale nie. To niemozliwe, nie sprawiala takiego wrazenia. Byla raczej zaklopotana dziewczyna ktora nie wiedziala co robic.
-Dobrze cie rozumiem. - Powiedziala probujac nie patrzec na chlopaka. Nie lubila o tym opowiadac. Nienawidzila swojej rodziny. - Nawet nie mam gdzie wrocic.
-Wywalili cie z domu? - Zapytal ze wspolczuciem w oczach. Nie mogl tak jej tutaj zostawic. W koncu byla noc. Ktos mogl ja napasc. W zadnym razie nie mogl na to pozwolic. Widzial ze bardzo cierpi.
-Tak. - Mruknela jak najciszej mogla. - Ciesze sie...Nie chce tam mieszkac a teraz problem sam sie rozwiazal.
-Ile masz lat? - Zapytal wiedzac dobrze ze kobiet o wiek sie nie pyta ale musial. Znal to uczucie. Bardzo chcial jej pomoc. Kiedys on byl w takiej samej sytuacji. Musial nocowac na dworcu bo matka wywalila go z domu na dwa dni. Bez pieniedzy. Tak po prostu.
-Osiemnascie. - Odpowiedziala niesmialo. Nie miala pojecia co planuje zrobic Damon. W tej chwili myslala tylko co powinna zrobic dzis w nocy. On jednak juz wiedzial. Jezeli dziewczyna byla pelnoletnia mogl ja przez kilka dni przenocowac i nawet policja nie bedzie mogla jej odebrac.
-W takim razie nocujesz u mnie. - Usmiechnal sie nie zwazajac na obserwujacych ich ludzi oraz paparazzi. - Nie masz nic przeciwko?
-Ale dopiero sie poznalismy!
-Nie jestem zadnym pedofilem, spokojnie. - Rozesmial sie aby zachecic jakos do siebie Erice. Nie mogl jej tu zostawic, zamarzlaby. - Zadzwonie po taksowke.
Nie czekajac na dalsze sprzeciwy nowej kolezanki wyjal komorke z kieszeni i zobaczyl na ekranie komunikat swiadczacy o dziesieciu nieodebranych polaczeniach od matki. Westchnal. Tak naprawde wcale nie chcial dzwonic po taksowke. Mial swojego prywatnego kierowce. Gdyby jezdzil taksowkami moglby zbytnio rzucac sie w oczy. Wykrecil numer do "David." Po chwili uslyszal gruby glos mezczyzny.
-Slucham, Damonie?
-Przyjedz po mnie. - Odparl szybko. - Jestem w parku, bede na ciebie czekac obok tego mostu. Wiesz gdzie to, prawda?
-Wiem. - Odpowiedzial na pytanie zaspanym glosem. - W takim razie bede za dziesiec minut. Do zobaczenia.
Rozlaczyl sie i spojrzal na czerwonowlosa. Dalej siedziala w tej samej pozycji na lawce. Wpatrywala sie w piekny krajobraz jeziora noca. Bylo podswietlone, idealne do ogladania w nocy. Nawet nie zauwazyla ze chlopak wcale nie rozmawial z taksowkarzem. Dopiero po kilku sekundach zauwazyla ze ten juz nie jest zajety rozmowa i wpatruje sie ponownie w jej twarz.
-O co chodzi?
-Za chwile przyjedzie moj kierowca. - Usmiechnal odwracajac wzrok. - Bedziesz mogla spac w pokoju goscinnym, dobrze?
-Jaki znow kierowca? - Popatrzyla na niego ze zdziwieniem. - Przeciez miala byc taxi...Kim jestes ze masz swojego kierowce?
-Celebryta. - Odpowiedzial bez najmniejszych emocji. Czyli naprawde wcale go nie kojarzyla. Ciekawe. - Popatrz, juz przyjechal.
Wskazal na mercedesa stojacego nieopodal ich lawki. Wstal z miejsca. Dziewczyna zrobila to samo i podazyla za Damonem do drogiego samochodu. Po chwili znajdowali sie na tylnich siedzeniach w samochodzie.
-To moj kierowca, Christian. - Wskazal na faceta siedzacego za kierownica. - Jedz do apartamentu.
-Dobrze. - Westchnal zmeczony. - Milo mi cie poznac, panienko.
-Mi rowniez. - Odpowiedziala z usmiechem. Dalej byla zdziwiona tym ze ktos taki jak chlopak ktory wlasnie siedzi obok niej w aucie moze byc celebryta. Myslala ze to normalny chlopak. Przynajmniej tak sie zachowywal. A jednak.
Po okolo pietnastu minutach znajdowali sie pod wielkim apartamentowcem. Damon pozegnal sie z kierowca i wyszedl wraz z Erica z pojazdu.
-Tu mieszkam. - Powiedzial patrzac na wielki blok. - Chodzmy.
Otworzyl jej drzwi a sam wszedl zaraz po niej. Pokierowali sie do windy. Pojechali na pietro szesnaste. Na sama gore gdzie mieszkali sami bogaci ludzie albo aktorzy. Mieszkanie numer 5. To wlasnie byl apartament piosenkarza. Wyciagnal klucz z kieszeni i ostroznie wlozyl go do zamka. Gestem zaprosil dziewczyne do srodka. Ta weszla powoli do srodka. Zdjela buty i polozyla je na malej szafce gdzie stala cala masa roznego typu obuwia. "Dziwne. Facet ma wiecej butow ode mnie." - Pomyslala spogladajac na niego. Rowniez zdjal swoje trampki. Widzac zdziwienie na twarzy dziewczyny rozesmial sie glosno.
-Potrzebuje tyle na koncerty i rozne wyjscia. - Wytlumaczyl opanowywujac z trudem smiech. - Pokaze ci twoj pokoj. Wiesz...Bylem w identycznej sytuacji co ty. To bylo jakies trzy lata temu.
Opowiadal idac schodami na gore.
-Bylem wtedy bardzo przygnebiony. - Jeknal otwierajac drzwi do pokoju goscinnego. - Tutaj bedziesz mieszkac.
Pokoj byl dosc duzy. W srodku znajdowalo sie lozko, szafa i drzwi do lazienki. Byl inny od pomieszczenia w ktorym dotychczas zamieszkiwala Erica. Elegancki i gustowny. Usiadla powoli na lozku. Spojrzala na Damona czekajac az ten powie cos jeszcze. Byla ciekawa przeszloscia chlopaka. Najwyrazniej nie mial tak lekko.
-Matka wywalila mnie rano z domu. - Odparl smutno. - Przez caly dzien bylem zmuszony wloczyc sie po miescie. W nocy nocowalem na dworcu. I tak przez jakies dwa dni. Mialem przy sobie dwa dolary wiec bylo mnie stac na jedna bulke. Pozniej chodzilem glodny. Duzo sie przez ten czas nauczylem.
-Co zrobiles pozniej?
-Wrocilem do domu. - Odpowiedzial na pytanie Ericy. - Matki nie bylo. Spakowalem wszystkie ubrania i wyprowadzilem sie do kumpla. Dalej mam wyrzuty sumienia ze zostawilem wtedy siostre z ta kobieta...Mieszkalem u niego przez jakies trzy lata. Dopiero niedawno, jak wygralem program muzyczny moglem sie wyprowadzic, zdobylem slawe, zaczalem zyc lepszym zyciem...Ale jak matka dowiedziala sie ze mam pieniadze to od razu zmienila do mnie zdanie. Zapomniala o wszystkim co mi zrobila, zaczela brac ode mnie pozyczki...I tak nigdy mi ich jeszcze nie splacila. Jest dla mnie inna. Bardzo zyczliwa. Widzisz, jak pieniadze moga zmienic kontakty miedzyludzkie?
Erica rozesmiala sie sztucznie. Byla rozdarta ta historia. Nie miala pojecia jak powinna sie teraz zachowac. Bylo jej zal Damona. Byl dobrym czlowiekiem mimo tego ze przeszedl tyle okropnych rzeczy.
-Nie chce ci sie spac? - Zapytal po chwili milczenia.
-Chce...- Ziewnela na ta mysl.
-Przyniose ci jakas moja koszule. - Westchnal ciezko patrzac na dziewczyne. - Tak poza tym, masz urocze wlosy. Pasuja ci, wiesz?
-Dziekuje. - Odpowiedziala na komplement rumieniac sie jednoczesnie.
-A jutro pojde do mojej przyjaciolki zeby dala ci jakies swoje ubrania. - Odparl wesolo wychodzac z pokoju. Poszedl do swojego pokoju w poszukiwaniach jakiejs duzej koszuli. Po chwili znalazl t-shirt w paski. Juz dawno w nim nie chodzil. Wrocil do pomieszczenia w ktorym znajdowala sie kolezanka i dal jej ubranie mowiac krotkie "dobranoc." Sam udal sie na balkon. Tam udawalo mu sie napisac najlepsze piosenki. Zawsze w nocy uwielbial pisac. To jedyne zajecie ktore go uszczesliwialo. Po godzinie poczul zmeczenie. Odlozyl kartke oraz dlugopis na maly stolik postawiony na srodku balkonu i udal sie do swojego pokoju. Zdjal sweter po czym rzucil nim o lozko.
-Polubilem ta Erice. - Mruknal do siebie cicho zdejmujac jednoczesnie spodnie. Polozyl sie powoli na lozku po czym zapadl w gleboki sen.
___________________________________________________________________________________
Witajcie ponownie. Jak juz zauwazyliscie napisalam nowy prolog, zawieszam ostatecznie (?) i inne opowiadania. Chce skupic sie na tym. Z nazwy mozecie wywnioskowac (przynajmniej moim zdaniem), ze ktos w opowiadaniu umrze. Niekoniecznie glowni bohaterzy, chociaz byc moze. Biedny Damon, nie powiedzial o tym ze jego matka jest w ciazy c: + szykuje sie duze zamieszanie zwiazane z plotkami w gazetach :) Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz