Prolog.
-Co sie z toba ostatnio dzieje? - Zapytala siostra widzac jak Damon ze zmeczeniem opada na kanape. - Wracasz pozno do domu i nawet ze mna nie rozmawiasz.
-Nic sie nie dzieje. - Odparl wlaczajac telewizor. Nie mial ochoty na zwierzenia. Nie mial ochoty na zadne rozmowy.Byl padniety. Dziewczyna jednak nie zamierzala ustapic. Bardzo chciala dowiedziec sie co trapi jej starszego brata. Martwila sie. Gwaltownie sie zmienil, tak po prostu. Z dnia na dzien stal sie innym czlowiekiem. Kiedys zabawny i wyluzowany - Teraz chamski i zbuntowany.
-Przestan. - Westchnela siadajac obok niego. Popatrzyla mu w oczy. Nawet wyglad mu sie zmienil. "Czy to dlatego ze obwinial sie o smierc matki? Nie. To raczej nie to. To bylo pol roku temu...Dlaczego mialby sie teraz tym przejmowac?" - Myslala.
-Daj mi spokoj. - Jeknal wpatrujac sie w obraz telewizora. Akurat lecialy wiadomosci. Kolejne zabojstwa, wypadki, pozary...To samo co codziennie. Nic specjalnego. - Nie moge nawet poogladac w spokoju telewizora?
-Martwie sie, nie rozumiesz? - Powiedziala chwytajac go za lodowata reke. Zawsze mial cieple rece. Nawet zima. Teraz cos sie zmienilo. - Bardzo sie zmieniles. Dlaczego? Mozesz mi powiedziec...
Chlopak gwaltownie wyrwal swoja dlon z uscisku siostry. Byl zmeczony bezsensowna rozmowa. Byl zmeczony zyciem. Monotonia.
-A tobie to nieprzeszkadza? - Spojrzal na Katherine z pytajacym wyrazem twarzy. Dziewczyna poczatkowo nie zrozumiala o co mu chodzi. - Twoje zycie jest monotonne. Caly czas sie ciagnie. Ciagle dzieje sie to samo, ciagle robisz to samo. Wszystko jest beznadziejne. Szare.
-Jezus maria, czlowieku...- Pokrecila glowa z niesmakiem. - To jest jedyny powod twojej zmiany? Wole ciebie z dawnych czasow.
-Odczep sie. - Steknal wylaczajac jednoczesnie telewizor. Wstal z kanapy i udal sie do drzwi. Nalozyl szybko czarne trampki i popatrzyl jeszcze raz na siostre. - Wychodze. Nie bedzie mnie dzis w domu.
Dziewczyna bezradnie wzruszyla ramionami nie wiedzac co moglaby powiedziec w takiej sytuacji. Nie chciala go zatrzymywac, wiedziala ze nawet nie ma tyle sily. Nastolatek nalozyl jeszcze na siebie bluze i wyszedl powolnym krokiem z domu. Kiedy znajdowal sie juz daleko od domu wyciagnal telefon z kieszeni i wykrecil numer Williama. Po kilku sekundach uslyszal cieply glos przyjaciela.
-Halo?
-Czesc. - Odparl cicho Damon. - Moge dzisiaj u ciebie nocowac? Nie chce mi sie wracac do domu. Siostra zrobila mi jakies przesluchanie, masakra...
-Jakie znow przesluchanie? - Rozesmial sie Will. - A poza tym to wpadaj. Wszyscy pojechali do dziadkow ale ja zostalem.
-Pytala sie dlaczego tak sie zmienilem. - Wyjasnil zmieszanym glosem. - W takim razie wsiadam w tramwaj i bede u ciebie za gora pol godziny.
-Okej. - Odparl dalej nie kryjac smiechu. - W takim razie bede czekal bo sam jestem ciekawy co jej powiedziales. Czesc.
-Pa.
Jak najszybciej potrafil pobiegl na przystanek tramwajowy. Mial szczescie bo jego tramwaj powinien byc na miejscu za kilka minut. Faktycznie zjawil sie juz po chwili. Chlopak wsiadl i zajal miejsce obok jakiejs staruszki. Wiedzial ze tak czy inaczej kiedys bedzie musial szczerze porozmawiac z Katherine. Faktycznie ulegl gwaltownej zmianie. Znalazl sobie nowych znajomych, zaczal wychodzic czesciej z domu. Ale czul ze tak bedzie lepiej. Po ostatniej rozmowie z ojcem, kiedy ten zaczal go obwiniac za tragiczny wypadek rodzicielki nastolatka nie chcial przebywac w mieszkaniu kiedy ojciec rowniez tam byl. Nie chcial robic problemu. Czul sie jak jeden wielki problem ktorego nie powinno byc. Chcial jak najszybciej porozmawiac z Willem. Znali sie dopiero miesiac ale czul ze jest jedyna osoba do ktorej moze zwrocic sie z problemem. Razem byli w podobnej sytuacji. Mieli duzo wspolnych tematow i pasji. Lubili sie. Mozna powiedziec ze byli naprawde dobrymi przyjaciolmi. Po dwudziestu minutach Damon wyszedl z tramwaju. Znajdowal sie na przystanku przy ktorym mieszkal przyjaciel. Pokierowal sie do jego domu. W kilka minut byl na miejscu. Zapukal do drzwi duzego domu. Otworzyl mu uradowany William. Mial cala twarz w mace. Na jego bialej koszuli widnial czerwony fartuch do gotowania. Nastolatek wygladal w tym stanie naprawde komicznie, do tego jego bujne brazowe wlosy opadajace na oko. Damon widzac go zaczal sie glosno smiac.
-Co ty wyprawiasz? - Zapytal z trudem opanowywujac smiech. - Nie mow mi ze wziales sie za gotowanie bo nie uwierze...
-Nie marudz tylko wchodz! - Usmiechnal sie Will przepuszczajac przyjaciela. Ten wszedl powolnym krokiem do domu. Zdjal buty i powiesil kurtke na wieszaku. Udal sie do kuchni aby zobaczyc co kombinuje kolega. Bywal tu tak czesto ze znal kazde pomieszczenie. Zobaczyl ze caly blat jest ubrudzony maka i cukrem. Zerknal na ksiazke kucharska lezaca na krzesle. "Sernik." Odwrocil sie w strone przyjaciela.
-Od kiedy ty gotujesz? - Zapytal ze zdziwieniem w glosie. - Poza tym co to za okazja? Znalazles sobie nowa pasje czy jak?
-Zwariowales? - Westchnal opadajac na fotel chlopak. - Gotowanie to dla mnie cos jak czarna magia. Chcialem tylko cos upiec bo nie ma nic do jedzenia oprocz slodyczy a nie chce zebysmy glodowali.
-Jakos sobie poradzimy. - Jeknal Damon siadajac obok Willa. - Ale prosze cie. Posprzataj zaraz caly stol i wez mi z oczu ta ksiazke. Nie masz najwyrazniej zadnego talentu do gotowania, ja cos pozniej wymysle.
-Dobra, ale opowiedz mi o tej sytuacji. - Odrzekl skupionym tonem. - Nigdy nie wspominales ze masz siostre. Zreszta jeszcze duzo o tobie nie wiem. Rzadko cos mowisz.
-Bo nie ma o czym. - Baknal rumieniac sie. - A co do siostry to faktycznie, mam rodzenstwo. Jest mlodsza o dwa lata i kiedys spedzalismy ze soba naprawde duzo czasu. Pozniej to sie zmienilo. Dzisiaj jak wrocilem do domu napadla mnie pytajac co sie ze mna dzieje. Wepchnalem jej jakis kit o tym ze moje zycie jest monotonne czy cos takiego ale boje sie ze pomysli iz mam depresje.
-Musisz mnie kiedys z nia zapoznac. - Usmiechnal sie tajemniczo casanova. - Spokojnie. Jak tam ojciec?
-Zle...- Odparl smutno. - Nie mowilem ci o tym, ale tydzien temu rozmawialem z nim. Powiedzial ze...To moja wina. Ta smierc. Zaczal mnie obwiniac. Mowic ze nie powinienem miec miejsca na tym swiecie. Na koniec mnie uderzyl. Ale bol psychiczny jest o wiele gorszy niz ten fizyczny.
-Co za debil...- Jeknal William spogladajac na kolege. Pierwszy raz w zyciu nie wiedzial co powinien powiedziec w takiej sytuacji. - Szczerze mowiac to on nie powinien byc twoim ojcem. Powinien byl cie wspierac a nie obwiniac! To twoja wina ze matka akurat wtedy poszla cie szukac?! Przeciez mogla zrobic to w kazdym innym momencie. To byl zwykly przypadek. Zabiles ja?! Nie. To ty zaplanowales jej smier?! Nie. Tak wiec to twoja wina? Nie.
Damon jeszcze nigdy nie widzial az tak bardzo zdenerwowanego przyjaciela. Nie widzial nigdy zeby podnosil glos. Pierwszy raz zobaczyl go w takim stanie. Widac bylo ze bardzo martwi sie o chlopaka. Nie chce aby stala mu sie krzywda. "Jak dobrze ze go mam..." - Pomyslal czujac splywajaca lze z oka. Otarl ja szybko rekawem swetra. Nie chcial aby kolega widzial jak placze bo wtedy martwilby sie jeszcze bardziej. Nie chcial jego bolu. Nie mogl patrzec na to jak jest zdenerwowany.
-Ale ona poszla szukac wtedy mnie. Gdybym nie poszedl w tym momencie do tego cholernego miejsca nie musialaby wychodzic z domu...I wtedy to moze ja bym zginal.
-Cicho. - Usmiechnal sie sztucznie Will. Nie wiedzial co zrobic, jak sie zachowac. Mial pustke w glowie. Nie chcial urazic przyjaciela. Wszystkie slowa wydawaly mu sie nieodpowiednie. Dobrze wiedzial dlaczego ta kobieta zmarla. Niby byl to nieszczesliwy wypadek. Nie mial serca powiedziec o tym Damonowi kiedy widzial jak bardzo to przezywa. Nie mial sily. Nie chcial go ranic jeszcze bardziej. Wiedzial jednak bardzo dobrze ze wkrotce Damon rowniez moze zostac wmieszany w ta niebezpieczna gre. I jego rowniez moga zabic do czego nie mogl dopuscic. Musial go chronic i caly czas przy nim przebywac. Inaczej zostanie pozbawiony jedynej waznej osoby w swoim zyciu. - Mysle ze powinienes sie polozyc. Nie mysl teraz o tym. Mozesz spac na moim lozku, ja bede czuwal przy tobie na podlodze.
-Nie musisz ustepowac mi lozka...- Usmiechnal sie zmieszany sytuacja Damon. Widzial jak bardzo Will sie o niego martwi ale nie chcial sprawiac mu jeszcze wiecej problemow. - Przeciez to ja moge spac na podlodze.
-Jak mowie tak to tak ma byc! - Powiedzial odwzajemniajac usmiech chlopak. - Mam cie tam zaniesc czy jak?
-Chce na barana.
-No dobrze dzieciaku...- Westchnal ciezko William. Podszedl do krzesla na ktorym siedzial kolega i schylil sie pozwalajac nastolatkowi na wejscie na jego plecy. Po chwili z dzikim smiechem ruszyli do pokoju. Will rzucil z calej sily przyjacielem o lozko. Ten caly czas probowal opanowac smiech. W koncu czul sie tak jak kiedys.
-Moje plecki. - Jeknal z urazeniem w oczach. - Teraz mnie wszystko boli...
-Teraz mozesz czuc sie jak ja! - Odparl z rozbawieniem. - Przeciez wiesz ze nie jestem taki mlody jak ty.
-Jest pan starszy tylko o rok...
-No coz, starosc nie radosc. - Odpowiedzial widzac szeroki usmiech na twarzy Damona. "W koncu jest wesoly." - Pomyslal nakrywajac go koldra.
-Nawet nie zdazylem sie przebrac.
-Spij w swetrze bo bedzie ci zimno. - Powiedzial zatroskany. - Moja pizama bylaby na ciebie o wiele za duza, maly.
-Wcale nie jestem maly! - Zdenerwowal sie zartobliwie chlopak. - Dziekuje. Myslalem ze juz nigdy nie bede rozmawial z nikim jak kiedys. Ty pokazales mi ze to jest jednak mozliwe.
-Nie masz za co dziekowac. - Usmiechnal sie William. - Przeciez jestes moim przyjacielem. Musze sie o ciebie troszczyc bo sam bys sobie nie poradzil w takim stanie.
Mowiac to wyciagnal przescieradlo z szafy i polozyl je jednym ruchem na podlodze. Po chwili wyciagnal jeszcze gruba koldre z szafy i polozyl je na przescieradle. Wzial ze swojego lozka poduszke i takim sposobem zrobil sobie wygodne, chociaz troche niewygodne legowisko. Zgasil swiatlo i polozyl sie przecierajac oczy.
-Dobranoc.
-Dobranoc. - Odpowiedzial Damon zasypiajac szybko.
"Gra dopiero sie rozpocznie..." - Myslal w nocy Will. Chorowal na bezsennosc. Normalnie zawsze noca czytal ksiazke ale nie chcial budzic przyjaciela ktory od godziny smacznie spal. Dopiero nad ranem udalo mu sie zmruzyc oko. Wiedzial iz teraz bedzie musial bardzo uwazac na kolege bo inaczej wszystko moze sie zle skonczyc. Szczegolnie to ze nastolatek moze dowiedziec sie prawdy.
___________________________________________________________________________________
Wczoraj przegladajac bloga na temat Japonii oraz Korei naszla mnie wena na napisanie tego oto prologu nowego opowiadania. Postanowilam nazwac je "Only friends", nazwa bedzie miala bardzo duzo znaczenia w opowiadaniu. Zastanawiam sie tylko czy ktos juz sie domysli o co chodzi Williamowi. Niestety nie jest on prawdapodobnie tylko przyjacielem Damona. Jest kims wiecej. Ale o tym bede pisac w hm, szostym rozdziale? Zobaczymy. Do zobaczenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz