5
Smiech. Glosny, przerazajcy smiech. Taki jak wczoraj. Smiech demona. Zachlanny, straszny i ostrzegawczy dla ofiary. Ofiara byl Christian. Chlopak obrocil sie przestraszony sytuacja. "Znowu czeka mnie to samo?!" - Pomyslal z przerazeniem w oczach. Zaczal uciekac. I tak smiech byl coraz blizej. To na nic. Stanal w miejscu. Mial lzy w oczach. "Tym razem pewnie mnie zabija." - Westchnal ciezko. Poczul wyrazny oddech na swojej szyi. Odwrocil sie. Dziewczyna. Ubrana w krotka podarta sukienke. Miala dlugie rude wlosy. Popatrzyla nastolatkowi w oczy z usmiechem. Zlapala swoja ofiare. Teraz moze ja zabic.
-Witaj. - Chris po raz pierwszy uslyszal glos demona. - Pozwol ze dzisiaj sie toba zaopiekuje, moze zabije...
Kobieta uscisnela go mocno. Tak mocno ze nie mogl oddychac. Byl przerazony jej nieublagalna sila. Byla silniejsza od jakiego kolwiek faceta. Podniosla go wysoko a pozniej rzucila nim z calej sily o drzewo. Tak jak jakims niepotrzebnym przedmiotem. Chlopak byl juz caly poobijany. Tym razem nikt nie przychodzil z pomoca a kobieta demon byla znowu coraz blizej. Usiadla obok niego jakby chciala tylko z nim porozmawiac.
-Zycie w piekle jest straszne, prawda? - Spytala wpatrujac sie w niebo. - Slyszalam ze niedawno prawie zginales. Tym razem naprawde zginiesz, kotku.
Wstala z miejsa. Podniosla go ponownie. Rzucila nim o inne drzewo. Znow nie mogl zlapac powietrza. Podeszla do niego z dzikim smiechem. Bawila sie nim. Chciala najpierw go troche potorturowac a pozniej zabic. Dobrze wiedziala, ze anioly nie umieraja szybko. Zlapala go za gardlo tak jak ten demon z wczorajszego dnia. Znow rozesmiala sie z nuta przyjemnosci w glosie. Scisnela go tak mocno ze chlopak poczul iz zaraz odejdzie na "tamten swiat" jezeli taki w ogole istnial. Nagle uslyszal jakis glos. Na pewno nalezal do jakiegos demona. Mezczyzny. Chris nie potrafil go zobaczyc. Nie potrafil nawet otworzyc oczu. Bal sie tak bardzo. Wiedzial ze teraz na pewno go czeka smierc.
-Juz wystarczy, Kate. - Powiedzial demon. "Pewnie teraz on zacznie mnie zabijac, w koncu Kate pewnie sie zmeczyla." - Pomyslal Christian. Mezczyzna podszedl blizej. Podal mu reke.
-Wstawaj. - Westchnal ciezko czekajac az chlopak wstanie. Ten jednak nawet sie nie ruszyl zdziwiony reakcja demona. Myslal ze ten chce go wykonczyc a tak naprawde chce mu pomoc...Byl rozkojarzony. To demon czy nie? - Kuzwa! Nie widzisz co mu zrobilas, debilko?!
Wpadl w jakis szal. Zaczal przerazliwie przeklinac jakby stalo sie cos strasznego. Chris zaczal sie smiac. Rozbawila go reakcja tego calego "demona". Poczul ze bol gwaltownie przychodzi. Poczul wielka sile. Wstal i spojrzal na faceta. Mial czarne wlosy zwiazane w krotkiego kucyka. Byl ubrany w czarny sweter i rurki o tym samym kolorze. Mial na oko okolo dwadziescia lat. Nie wygladal jak demon. Raczej jak prawdziwy czlowiek.
-Kim ty jestes? - Spytal zdziwiony Christian kiedy zdazyl juz opanowac smiech. Nie byl juz przestraszony, raczej bardzo zdziwiony dziwnym demonem i tym dlaczego zaczal sie smiac i dlaczego nie czul juz bolu ktory wyrzadzila mu rzekoma "Kate".
-Alex. - Westchnal ze zmeczeniem w glosie. - Sorry za ta idiotke. Nie chcialem zeby cos ci zrobila.
-Nie chodzi mi o twoje imie. - Jeknal. - Bardziej chodzi mi oto dlaczego mnie uratowales. Jestes demonem, prawda?
-Niestety. - Usmiechnal sie przyjaznie. - Nie boj sie mnie. Jestem krolem demonow. Odpowiadam za te debilne bestie. Ciagle musze ich kontrolowac.
-Czyli istnieje cos takiego jak krol demonow? - Spytal myslac nad tym dlaczego krol demonow mu pomogl i czy mial w tym jakis konkretny cel.
-Tak. - Odparl cicho. - Jezeli skonczylem juz swoja prace...Moge chyba isc, nie? W takim razie nara.
Chris szybko zlapal go za reke.
-Naleza mi sie jakies wyjasnienia. - Warknal.
-Jakie?
-Dlaczego wszyscy za kazdym razem na mnie napadaja? - Chlopak poczul ze w koncu poznal kogos kto mu o tym powie.
-Bo jestes synem krola. - Powiedzial jakby nic sie nie stalo. - Krol piekla chce nas zniszczyc wiec oni chca zniszczyc ciebie, czy to nie oczywiste?
-Nie wiedzialem o tym...-Mruknal cicho zastanawiajac sie co powinien teraz powiedziec. - Jestem tutaj od kilku dni, ledwo wiem gdzie sie znajduje i ciagle na mnie napadacie. Nic nie zrobilem.
-Ty naprawde nie rozumiesz...- Westchnal zmeczony rozmowa Alex. - Nie obchodzi ich co ty zrobiles. Tutaj chodzi tylko oto ze jestes synem krola. Jezeli cie zabija, to wplynie w jakims sensie na krola. Ja tego nie popieram ale coz. Nic nie moge zrobic.
-Dziekuje. - Usmiechnal sie.
-Dobra a teraz spadam. - Warknal demon. - Nara.
"Jezeli taki czlowiek jest krolem demonow to ja sie nie dziwie ze oni wszyscy calkiem powariowali i nie wiedza co robia..." - Pomyslal Christian obserwujac powoli odchodzaca sylwetke Alexa. Rozejrzal sie ale nigdzie nie widzial Kate. Chcial z nia porozmawiac o tym ze on nie ma pojecia kim jest jego ojciec, chcial aby go przeprosila. Ale pewnie gdzies poszla kiedy rozmawiali. Chlopak wzruszyl ramionami i pokierowal sie do mieszkania Maxa.
***
Po dziesieciu minutach dotarl na miejsce. Zobaczyl ze motor na ktorym jechali kilka dni temu stoi przed blokiem. Zapukal do drzwi. Uslyszal glosny glos Mirandy.
-Otwarte!
Wszedl do srodka. Nic sie nie zmienilo. Dalej ten sam nieporzadek i ta sama kanapa na srodku pokoju. Usmiechnal sie do niej powitalnie.
-Czesc.
-Juz myslalam ze nie przyjdziesz! - Powiedziala odwzajemniajac usmiech. - Siadaj. Pewnie przyszedles do mojego brata? Zaraz powinien przyjsc. Rozmawialam o tym z Mattem. On po prostu...Czesto sie kloci z Maxem. Kiedys, to bylo bardzo dawno temu Max zabral mu dziewczyne.
-Naprawde? - Rozesmial sie Christian. - To oni sie juz tak dlugo znaja?
W tym momencie do pokoju wszedl Max. "O wilku mowa" - Pomyslal Chris. Zobaczyl ze z ust przyjaciela scieka strozka krwi. Podszedl do niego i stanal na palcach ocierajac rekawem usta wampira. Ten usmiechnal sie cieplo gladzac Chrisa po wlosach.
-Slyszalem od Mirandy o co chodzi. - Odparl swoim grubym glosem.
-Zgadzasz sie? - Zapytal nastolatek z nadzieja w glosie.
-Jasne. - Powiedzial wampir. - Oczywiscie ze bede cie chronic. W koncu jestes moim przyjacielem, nie moge zostawic cie samego.
-Mam pytanie.
-Tak? - Usmiechnal sie ciekawie.
-Wiesz kim jest krol demonow? - Zapytal.
-Wiem. - Jeknal zaklopotany Max. - Dlaczego pytasz akurat o niego? Cos sie stalo? Pewnie znowu demony cie zaatakowaly, co?
-Zgadles. - Oznajmil siadajac jednoczesnie na sofie. - Opowiem ci o tym jak go poznalem jesli powiesz mi cos wiecej o nim.
-Bardzo malo o nim wiem...- Mruknal zamyslony. - Wiem, ze prawie nikt w piekle go nie widzial. Nie lubi sie pokazywac. Nigdy nikogo nie uratowal. Jest znany jako chamski, niewychowany idiota. Przynajmniej takie kraza plotki. Nikt nie zna jego imienia.
-Co? - Chris otworzyl szeroko oczy. "Dlaczego on zdradzil mi tak po prostu swoje imie bez zadnego gadania?" - Pomyslal.
-Ale wiem jeszcze, ze kiedys byl bliskim przyjacielem Matthewa. - Oznajmil. - Podobno razem dorastali ale chyba jakis rok temu cos sie miedzy nimi stalo...Wiesz cos Miranda?
-Wiem. - Usmiechnela sie szeroko malujac jednoczesnie paznokcie czarnym lakierem. - Ale nie sadze zebym mogla ci o tym powiedziec, Chris. To bardzo...Wrazliwa sprawa.
-Wrazliwa?
-Powiedzmy ze zrobili cos strasznego. - Jeknela z zaklopotaniem w glosie. Nie miala pojecia czy moze wyjawic to mlodszemu bratu przyjaciela. - Przez tego demona Matt naprawde stoczyl sie na same dno. Pogadaj z nim kiedys.
-Rozumiem...- Powiedzial Christian. - Wlasciwie co laczy cie z moim bratem? Jestescie razem, czy cos?
Miranda rozesmiala sie glosno.
-Zwariowales? - Westchnela krotko. - Nie chce burzyc naszej przyjazni zwiazkiem. Wiem, ze jestesmy calkowicie inni. Gdybysmy byli razem na pewno zleby sie to skonczylo.
-Znam to skads...- Chlopak rowniez sie rozesmial. - Jakim sposobem mamy przeniesc sie do tego calego swiata?
-Mysle ze bedziesz mogl juz latac...- Stwierdzil Max myslac nad planem dzialania. - Jezeli nie bedziesz mogl, po prostu mi powiedz, dobrze? Nie mozesz sie przemeczac. Polecimy. Musimy leciec przez jakies dwie godziny.
-Teraz?
-Mozemy teraz. - Odparl z szerokim usmiechem. Po chwili wyszli na zewnatrz. Wial lekki wiatr ale poza tym pogoda nie byla zla. - Lecimy?
-Jasne.
Po chwili razem znalezli sie w powietrzu. Latanie nie bylo trudne. Wystarczylo zlapac wiatr i poruszac rekami. Szczegolnie gdy nie padalo ani nie bylo burzy.
-Wyjasnisz mi w koncu o co chodzi z tym demonem? - Zapytal ciekawsko wampir po trzydziestu minutach lecenia w ciszy. - Raczej nie spytales bez powodu, nie?
-Spotkalem go.
-Jak? Podobno nikt go nie widzial wiec to troche dziwne ze ty go tak po prostu spotkales, nie uwazasz?
-Moze...- Jeknal niewiedzac co powiedziec. Ciagle nad tym myslal, "O co wlasciwie mu chodzi?". Chcial jeszcze raz go spotkac i z nim o tym porozmawiac. Wiedzial jednak ze z pewnoscia ta chwila nie nastapi szybko. - Demon mnie zaatakowal. Po kilku minutach lezenia pod drzewem odzyskalem sily i caly bol przeszedl. O co z tym chodzi?
-Naprawde? - Zdziwil sie Max spogladajac na przyjaciela. - Slyszalem kiedys, ze niektore anioly ale naprawde tylko jednostki tego gatunku maja niesamowita zdolnosc regeneracji. Z czasem ich wyglad zmienia sie coraz bardziej i maja o wiele wiecej sily. Potrafia jednym ruchem zabic demona. Sa niezniszczalni.
-Czyli...- Mruknal przerazony nastolatek. - Czy mozliwe jest to ze ja naleze do tej jednostki?
-Kto wie.
-Ciekawe czy Matthew tez. - Zastanawial sie. - Nie wyglada na takiego.
-Zapytaj kiedys mojej siostry. - Odparl chlopak. - Ona wie o nim praktycznie wszystko. Ale niesadze, nie wyglada na takiego.
-Dopiero przeszedlem zmiane. - Westchnal. - Nie mam ochoty znowu sie w to bawic. Ile wlasciwie juz lecimy?
-Prawie godzine. - Stwierdzil wampir spogladajac na zegarek. - Ten caly demon wydaje sie mocno podejrzany. Ciekawe co od ciebie chcial.
-Nie mam kompletnego pojecia.
Po kolejnej godzinie lotu w ciszy zobaczyli wielki mur ozdobiony przeroznymi napisami, czesc z nich zawieraly niecenzurowane slowa po angielsku. Chris pokrecil glowa z pogarda. Nie lubil przeklenstw, uwazal ze ludzie powinni mowic po swoim jezyku a nie ubarwiac go jakimis sprosnymi slowami. Zerknal na kolege.
-Co to?
-Wejscie do piekla. - Usmiechnal sie sam do siebie. - Uderz w ten mur z impetem. Nie boj sie, nic ci sie nie stanie. Nie pozwolilbym na to. Bede zaraz za toba.
Christian zrobil to co kazal mu Max. Z calej sily uderzyl o wielki, czarny mur. Po chwili zobaczyl ze nie jest juz w piekle. Rozejrzal sie. Znajdowal sie teraz w pokoju w ktorym przeszedl przemiane, z Jamesem i Katherine. Wszystko bylo identyczne jak wczesniej. Na podlodze lezala igla ktora wtedy posluzyl sie James przy przemianie Chrisa. Chlopak zobaczyl ze zaraz za nim stoi wampir w calkiem innej postaci. Zmienil sie w bardzo przystojnego chlopaka. Nie mial juz takiej bladej karnacji jak wczesniej. Mial za to krotkie, brazowe wlosy i duze brazowe oczy. Jego ubrania byly calkowicie inne niz w piekle. Jeansy i niebieski sweter a do tego czerwone trampki. Wygladal niczym calkowicie zwykly nastolatek. Chris wyjal z kieszeni spodni swoja komorke. Wlaczyl aparat i spojrzal na siebie. On rowniez wygladal calkiem inaczej. Rowniez byl bardzo przystojny, ale nie taki jak kiedys. Calkowicie sie zmienil. Brazowe wlosy opadajace na twarz, zielone oczy, skorzana kurtka...Calkowicie inny czlowiek. Wygladal na o wiele starszego niz naprawde jest, gora dwadziescia piec lat. Cieszyl sie ze w koncu moze zobaczyc miejsce z ktorego naprawde pochodzi.
-Idziemy? - Spytal wampira z ekscytacja w oczach. - Mam ochote zobaczyc co sie tutaj zmienilo.
-Jasne. - Odparl towarzysz. Szybko wyszli z kamienicy. Pora roku byla inna niz ta kiedy Chris stal sie prawdziwym aniolem. Wiosna. Bylo dosc zimno ale chlopak na szczescie mial ciepla kurtke. Spojrzal na kolege, temu jednak raczej nie bylo zbyt zimno. - Gdzie chcesz isc?
-Do mojej szkoly. - Westchnal nastolatek. - Musze sie z kims spotkac. Myslisz ze moge powiedziec zwyklej dziewczynie...Prawde?
-Nie mam pojecia. - Jeknal. - Jezeli myslisz ze uwierzy to raczej tak ale prosze cie, uwazaj na siebie.
-Dobra, dobra. - Rozesmial sie chlopak. - Pochodze stad wiec nie musisz sie martwic oto ze sie zgubie.
-Dobrze wiesz ze nie oto mi chodzilo...
-A teraz chodz za mna. - Odparl Christian zmieniajac temat. - To blisko, bedziemy tam za jakies piec minut.
***
Kilka minut pozniej byli na miejscu. Byla szkola Chrisa wygladala inaczej. Wszedzie walaly sie butelki po piwie i smieci. Panowal teraz tu nieporzadek. Jedno okno szkoly bylo wybite. Przyjaciele podeszli blizej.
-Przez te kilka dni, w prawdziwym swiecie minely dwa lata. - Oznajmil Max. - To dlatego moglo sie tu troche zmienic.
-Rozumiem...- Jeknal Chris rozmyslajac nad tym czy osoba z ktora chce sie teraz spotkac chociaz go pamieta. Zobaczyl grupke palacych papierosy i popijajacych piwo nastolatkow. Siedzieli jakby nie robili nic zlego na schodach szkoly. "Ciekawe gdzie dyrektor." - Pomyslal chlopak krecac glowa z niesmakiem. Brzydzil sie paleniem i piciem. Zawsze przestrzegal sie przed tym i obiecywal ze nigdy tego nie zrobi. Wsrod nastolatkow rozpoznal bylego kumpla z klasy, Brandona i dziewczyne z ktora kiedys byl razem, Emily. Bardzo sie zmienila. Kiedys byla kujonka. Teraz siedziala tu beztrosko popijajac piwo ubrana w krotka spodnice i wyzywajaca bluzke. "Co na nia tak wplynelo?" - Pomyslal ciekawie. Wiedzial jednak ze nie po to tu jest aby z nia teraz rozmawiac. Podszedl blizej.
-Orientujecie sie moze gdzie znajduje sie teraz Julia? - Spytal probujac nie pokazywac odrazy do tego co teraz robili. - Dokladnie Julia Smith.
-Ta idiotka? - Rozesmiala sie Emily. Widzac jak Christian spiorunowal ja spojrzeniem od razu przestala sie smiac. - Jest w pracowni artystycznej.
-Dziekuje. - Warknal na dziewczyne.
Rzucil Maxowi porozumiewawcze spojrzenie. Ten zostal na zewnatrz a Chris poszedl do pracowni. Czesto tam przebywal malujac z przyjaciolka przerozne obrazy. Interesowal sie sztuka, to byla kiedys jego pasja. Dobrze znal szkole wiec trafil tam bez zadnego problemu. Zobaczyl bardzo chuda osobe. To byla ona. Ta dziewczyna ktora tak bardzo chcial zobaczyc i sie pozegnac. Miala te same dlugie brazowe wlosy co kiedys. I hipnotyzujace niebieskie oczy. Ktorych Chris tak bardzo pragnal przez dlugie lata znajomosci. Podszedl blizej. Wiedzial ze Julia nawet go nie zna. Ona znala tylko starego Christiana. Tego obcego, starego faceta nawet nie kojarzyla. Spojrzala na chlopaka obojetnie i wrocila do malowania.
-Julia...- Powiedzial czujac ze zaraz sie rozplacze. - Tak bardzo za toba tesknilem.
Zapomnial o wszystkim. Zapomnial o tym ze ona go nie zna, o tym ze teraz jest aniolem. Wszystko bylo mu obojetne.
-Chris. - Westchnela obojetnym glosem. - Ja za toba mniej. Tak wlasciwie to cieszylam sie ze zniknales.
"Skad ona wie kim jestem?" - Pomyslal nastolatek zdziwiony ta okropna odraze w glosie bylej przyjaciolki. Spojrzala na niego. Pokrecila glowa z niesmakiem.
-Co ty gadasz...? - Jeknal z przerazeniem w glosie. Czyzby utracil najwazniejsza osobe w jego zyciu? - Zapomnialas o naszych wszystkich wspomnieniach? O tym jak cie wtedy uratowalem?!
-Zebys wiedzial. - Rozesmiala sie glosno malujac dalej cos na ogromnej kartce. - Byles egoista, zaklamanym egoista. Myslales ze wszystko wiesz najlepiej. Uratowales mnie bo nie chciales miec takiej dziewczyny jak ja na sumieniu.
-Zwariowalas?! - Wykrzyknal rozgoryczony jej slowami. - Co sie z toba do cholery stalo? Co zrobilem? Odbilo ci?... Nie spodziewalem sie tego po tobie. Dobrze wiesz ze bylem w tobie zakochany. Zrobilbym dla ciebie wszystko. Uratowalem cie wtedy nie dlatego ze nie chcialem miec twojej osoby na sumieniu, bylas najwazniejsza osoba w moim zyciu. Bylem gotowy zginac dla ciebie a ty teraz mowisz mi cos takiego?
-Nie klam. - Powiedziala glosem bez emocji. - Wykorzystalam cie. Bardzo chcialam abys zginal. Jestes kompletnym idiota. Nie widziales tego? Naprawde? Biedaczek.
-Kochalem cie.
-Naprawde? - Usmiechnela sie slodko. - A ja cie nie. Moja matka jest demonem, wiedziales o tym? No tak, nie mowilam tak pustemu dziecku jak ty o takich rzeczach bo i tak bys nie zrozumial tylko mnie wysmial. Powiedziala mi ze chca cie zabrac. Nie bylam zdziwiona. Bardzo sie cieszylam. Teraz mam innego chlopaka, jest taki glupi jak ty.
-Wykorzystujesz ludzi. - Powiedzial z niedowierzeniem. - Wiesz co to znaczy? Ze jestes pusta. Jestes nikim. A ja tak bardzo sie o ciebie martwilem...
-To ty jestes pusty jesli wtedy tego nie zauwazyles.
-Zniszczyles wszystkie nasze wspomnienia...- Jeknal czujac splywajaca lze po policzku. - Nienawidze cie, rozumiesz?!
Mowiac te slowa wybiegl szybko z pomieszczenia. Zniszczyla wszystko co mieli. Wiele wspanialych chwil. Zawsze byl na kazde jej zawolanie, opiekowal sie nia...Kochal ja. A ona go oszukiwala. No tak. Biegl szybko przed siebie ze lzami w oczach. Nie chcial wiecej jej znac. Musial leciec dwie godziny aby ja spotkac a tu co? Ohydna prawda. Prawda o ludziach. Matt mial prawde. Oni sa ohydni. OHYDNI. Okropni. Najgorsi. Sa nikim. Wybiegl z budynku. Zobaczyl stojacego na dworze Maxa.
-Wracamy do piekla! - Krzyknal nie zwazajac na nastolatkow siedzacych na schodach. - Szybko. Nie zostane tu ani chwili dluzej.
-Co sie stalo? - Wampir przytulil go glaskajac jednoczesnie po glowie ciepla dlonia. - Mozesz mi powiedziec.
-Osoba dla ktorej poswiecilem cale swoje zycie...- Mruknal cicho. Tak aby nikt oprocz przyjaciela nie uslyszal tego co mowil. - Wykorzystywala mnie. Kochalem ja. Prawie rzucilem sie z mostu aby ja ratowac. I co?! Nic. Nienawidze jej.
-Juz dobrze...- Powiedzial opiekunczym glosem mezczyzna. - Nie placz. Nie warto, dla takiej osoby naprawde nie warto plakac.
Grupka nastolatkow przygladala sie tej scenie z ciekawoscia w oczach. Po minucie Max odsunal sie od Chrisa i rekawem swetra otarl mu lzy z oczu. Wzial kolege na rece wiedzac ze nie moze sie w takim stanie wysilac. Nie zwazajac na to ze wszyscy na nich patrza, rozchylil swoje piekne czarne skrzydla i polecial do gory. Christian po chwili zasnal w ramionach kolegi. Wszystko wydawalo mu sie teraz obojetne. Czul sie jakby odjeto mu polowe zycia. Ale nie mogl sie teraz poddac - Mial w koncu Maxa, Matthewa, Jamesa i Mirande. Osoby na ktorych mu zalezalo. Jego jedynych w swoim rodzaju przyjaciol.
***Biedny Chris. Najpierw demon, pozniej kolejne przerazliwe doswiadczenie w jego zyciu...Niestety, to nie koniec. Bedzie mial tego jeszcze wiecej. Chce wam przypomniec o cytacie z czwartego rozdzialu "Demony sie nie rodza. One tworza sie na podstawie koszmarnych doswiadczen." ktory wypowiedzial Chris rozmawiajac z sluzaca, Maria. Ten cytat jest specjalnie dla Alexa, krola demonow ale o jego "koszmarnych doswiadczeniach" dowiecie sie dopiero w siodmym rozdziale. Do zobaczenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz