sobota, 8 listopada 2014

PROLOG "Be my little angel."

                                                  Prolog.
Jesien. Padajacy deszcz, zimny wiatr i pomaranczowe liscie. Tak jak co roku. Damon szedl rozmyslajac noca po miescie. To byla jedyna pora dnia w ktorej mogl bez problemu poruszac sie samotnie po miescie. Bez obaw, ze jakas fanka podbiegnie do niego proszac o autograf. Pol roku temu wygral popularny w telewizji program muzyczny. Od tamtego czasu mogl kupic matce nowe mieszkanie, zamieszkac w apartamencie i udac sie do najbardziej elitarnej uczelni w miescie. Wczesniej nie byl przyzwyczajony do takiego zycia. Wszystko gwaltownie sie zmienilo. Mnostwo fanow, koncerty, pisanie piosenek...To bylo czasem uciazliwe ale dawalo mu niezmierna przyjemnosc. Nie dlatego ze zyskiwal z tego duzo pieniedzy. To dlatego ze pisanie piosenek i muzyka to byly jego dwie najwieksze pasje. Zawsze chcial to robic. I w koncu udalo mu sie spelnic marzenie. Mial teraz nowych znajomych, nowe zycie. Byl innym czlowiekiem ale nie dawal sie pograzyc we slawie. Chcial zostac taki jaki byl. Z rozmyslen wyrwal go dzwoniacy telefon. Wyjal dotykowa komorke z kieszeni kurtki i odebral polaczenie.
-Halo?
-Jestem w ciazy. - Uslyszal radosny glos matki w sluchawce. - Przynajmniej tak wykazal test ciazowy ale prawdapodobnie bedziesz mial kolejne rodzenstwo.
-Slucham? - Powiedzial zmieszanym tonem myslac ze to jakies zarty. "Jakie znowu dziecko? O co chodzi?" - Myslal nie wiedzac jak powinien sie zachowac.
-Ile razy mozna ci powtarzac...- Westchnela ciezko. - Jestem w ciazy. Spodziewam sie dziecka. Teraz dotarlo?
-Ale z kim?! - Wykrzyknal do sluchawki zwracajac na siebie niepotrzebna uwage przechodniow ktorzy od razu zaczeli szeptac "To ten slawny Damon!" albo "Patrzcie, to on wygral ten program..." Teraz jednak nie przejmowal sie tym. Usmiechnal sie lekko na wypadek gdyby jakis paparazzi robil mu wlasnie zdjecie.
-Nie wiem...- Odparla myslac co powinna powiedziec najstarszemu synowi. Dobrze wiedziala kim byl ojciec dziecka. Ale nie mogla mu teraz o tym powiedziec, przynajmniej nie w tym czasie gdy tak bardzo cieszy sie ze swojej kariery.
-Nie odzywaj sie do mnie. - Jeknal przerazony slowami matki. Nie rozumial jak mozna nie wiedziec z kim jest sie w ciazy. Nigdy nie rozumial swojej wlasnej rodzicielki. Ciagle sie z kims umawiala, prowazila rozrywkowe zycie i nie zwracala nawet najmniejszej uwagi na swoje dzieci. Dopoki Damon nie zyskal duzej kwoty pieniedzy - Wtedy sytuacja calkowicie sie zmienila i matka nagle pokochala z calego serca swojego slawnego synka. Chlopak mial mlodsza o trzy lata siostre. Od razu gdy ukonczyla osiemnascie lat uciekla z domu i sluch o niej zaginal. Rozumial ja bardzo dobrze. Sam chcial sie wyniesc z tej malej, oblesnej kawalerki od razu gdy stal sie dorosly ale nie mogl zostawic matki. Zawsze ja kochal, nie zwazajac na wszystko. Nacisnal czerwona sluchawke znajdujaca sie na dole urzadzenia i zdenerwowany zaistniala sytuacja usiadl powoli na pobliskiej lawce. Schowal twarz w dloniach zastanawiajac sie co powinien zrobic. Po kilku minutach uslyszal cienki glos. Spojrzal przed siebie. Przed nim stala widocznie wychudzona czerwono wlosa dziewczyna. Byla ubrana w bardzo zniszczony bordowy sweter i potargane jeansy. Schylila sie aby popatrzec chlopakowi w oczy.
-Wszystko dobrze? - Zapytala cieplym tonem. - Prosze uwazac, jest troche zimno...Moze sie pan przeziebic.
-Powiedzmy. - Jeknal spogladajac na nia. - Nie mow mi na pan, raczej nie jestem duzo starszy. Jestem Damon.
Podal dziewczynie serdecznie reke. Odwzajemnila uscisk i nie slyszac zadnego przeciwu z jego strony usiadla obok.
-Erica.
-Ladne imie. - Usmiechnal sie zyczliwie do nowo poznanej osoby. Wydawalo mu sie ze wcale go nie kojarzy. Kto wie. Nie wygladala na osobe ktora oglada telewizje i zna sie na celebrytach wiec moze nawet go nigdy nie widziala, dlatego tak naturalnie sie zachowuje. Przyjrzal jej sie jeszcze bardziej niz przed chwila. Duze brazowe oczy, chude rece. Na pewno nie byla przecietna. Byla o wiele ladniejsza od tutejszych dziewczyn. Inna. Wyrozniala sie na tle sztucznych blondynek. Jej wyglad wskazywal na to ze miala nie wiecej niz osiemnascie lat. "Mlodsza o trzy lata." - Pomyslal wpatrujac sie w jej twarz Damon.
-Jestem brudna? - Spytala rumieniac sie jednoczesnie.
-Nie...- Rozesmial sie widzac zaklopotanie Ericy. - Po prostu jestes bardzo ladna. Nie widzialem jeszcze dziewczyny podobnej do ciebie.
-Dziekuje...- Zarumienila sie jeszcze bardziej. - Moze nie chcesz o tym rozmawiac ale...Wygladasz na bardzo smutnego.
-Problemy rodzinne. - Westchnal ciezko zmieszany sytuacja. Nie wiedzial czy rzekoma Erica nie jest dziennikarka i po prostu chce dowiedziec sie czegos nowego aby napisac nowy artykul do swojego magazynu ale nie. To niemozliwe, nie sprawiala takiego wrazenia. Byla raczej zaklopotana dziewczyna ktora nie wiedziala co robic.
-Dobrze cie rozumiem. - Powiedziala probujac nie patrzec na chlopaka. Nie lubila o tym opowiadac. Nienawidzila swojej rodziny. - Nawet nie mam gdzie wrocic.
-Wywalili cie z domu? - Zapytal ze wspolczuciem w oczach. Nie mogl tak jej tutaj zostawic. W koncu byla noc. Ktos mogl ja napasc. W zadnym razie nie mogl na to pozwolic. Widzial ze bardzo cierpi.
-Tak. - Mruknela jak najciszej mogla. - Ciesze sie...Nie chce tam mieszkac a teraz problem sam sie rozwiazal.
-Ile masz lat? - Zapytal wiedzac dobrze ze kobiet o wiek sie nie pyta ale musial. Znal to uczucie. Bardzo chcial jej pomoc. Kiedys on byl w takiej samej sytuacji. Musial nocowac na dworcu bo matka wywalila go z domu na dwa dni. Bez pieniedzy. Tak po prostu.
-Osiemnascie. - Odpowiedziala niesmialo. Nie miala pojecia co planuje zrobic Damon. W tej chwili myslala tylko co powinna zrobic dzis w nocy. On jednak juz wiedzial. Jezeli dziewczyna byla pelnoletnia mogl ja przez kilka dni przenocowac i nawet policja nie bedzie mogla jej odebrac.
-W takim razie nocujesz u mnie. - Usmiechnal sie nie zwazajac na obserwujacych ich ludzi oraz paparazzi. - Nie masz nic przeciwko?
-Ale dopiero sie poznalismy!
-Nie jestem zadnym pedofilem, spokojnie. - Rozesmial sie aby zachecic jakos do siebie Erice. Nie mogl jej tu zostawic, zamarzlaby. - Zadzwonie po taksowke.
Nie czekajac na dalsze sprzeciwy nowej kolezanki wyjal komorke z kieszeni i zobaczyl na ekranie komunikat swiadczacy o dziesieciu nieodebranych polaczeniach od matki. Westchnal. Tak naprawde wcale nie chcial dzwonic po taksowke. Mial swojego prywatnego kierowce. Gdyby jezdzil taksowkami moglby zbytnio rzucac sie w oczy. Wykrecil numer do "David." Po chwili uslyszal gruby glos mezczyzny.
-Slucham, Damonie?
-Przyjedz po mnie. - Odparl szybko. - Jestem w parku, bede na ciebie czekac obok tego mostu. Wiesz gdzie to, prawda?
-Wiem. - Odpowiedzial na pytanie zaspanym glosem. - W takim razie bede za dziesiec minut. Do zobaczenia.
Rozlaczyl sie i spojrzal na czerwonowlosa. Dalej siedziala w tej samej pozycji na lawce. Wpatrywala sie w piekny krajobraz jeziora noca. Bylo podswietlone, idealne do ogladania w nocy. Nawet nie zauwazyla ze chlopak wcale nie rozmawial z taksowkarzem. Dopiero po kilku sekundach zauwazyla ze ten juz nie jest zajety rozmowa i wpatruje sie ponownie w jej twarz.
-O co chodzi?
-Za chwile przyjedzie moj kierowca. - Usmiechnal odwracajac wzrok. - Bedziesz mogla spac w pokoju goscinnym, dobrze?
-Jaki znow kierowca? - Popatrzyla na niego ze zdziwieniem. - Przeciez miala byc taxi...Kim jestes ze masz swojego kierowce?
-Celebryta. - Odpowiedzial bez najmniejszych emocji. Czyli naprawde wcale go nie kojarzyla. Ciekawe. - Popatrz, juz przyjechal.
Wskazal na mercedesa stojacego nieopodal ich lawki. Wstal z miejsca. Dziewczyna zrobila to samo i podazyla za Damonem do drogiego samochodu. Po chwili znajdowali sie na tylnich siedzeniach w samochodzie.
-To moj kierowca, Christian. - Wskazal na faceta siedzacego za kierownica. - Jedz do apartamentu.
-Dobrze. - Westchnal zmeczony. - Milo mi cie poznac, panienko.
-Mi rowniez. - Odpowiedziala z usmiechem. Dalej byla zdziwiona tym ze ktos taki jak chlopak ktory wlasnie siedzi obok niej w aucie moze byc celebryta. Myslala ze to normalny chlopak. Przynajmniej tak sie zachowywal. A jednak.
Po okolo pietnastu minutach znajdowali sie pod wielkim apartamentowcem. Damon pozegnal sie z kierowca i wyszedl wraz z Erica z pojazdu.
-Tu mieszkam. - Powiedzial patrzac na wielki blok. - Chodzmy.
Otworzyl jej drzwi a sam wszedl zaraz po niej. Pokierowali sie do windy. Pojechali na pietro szesnaste. Na sama gore gdzie mieszkali sami bogaci ludzie albo aktorzy. Mieszkanie numer 5. To wlasnie byl apartament piosenkarza. Wyciagnal klucz z kieszeni i ostroznie wlozyl go do zamka. Gestem zaprosil dziewczyne do srodka. Ta weszla powoli do srodka. Zdjela buty i polozyla je na malej szafce gdzie stala cala masa roznego typu obuwia. "Dziwne. Facet ma wiecej butow ode mnie." - Pomyslala spogladajac na niego. Rowniez zdjal swoje trampki. Widzac zdziwienie na twarzy dziewczyny rozesmial sie glosno.
-Potrzebuje tyle na koncerty i rozne wyjscia. - Wytlumaczyl opanowywujac z trudem smiech. - Pokaze ci twoj pokoj. Wiesz...Bylem w identycznej sytuacji co ty. To bylo jakies trzy lata temu.
Opowiadal idac schodami na gore.
-Bylem wtedy bardzo przygnebiony. - Jeknal otwierajac drzwi do pokoju goscinnego. - Tutaj bedziesz mieszkac.
Pokoj byl dosc duzy. W srodku znajdowalo sie lozko, szafa i drzwi do lazienki. Byl inny od pomieszczenia w ktorym dotychczas zamieszkiwala Erica. Elegancki i gustowny. Usiadla powoli na lozku. Spojrzala na Damona czekajac az ten powie cos jeszcze. Byla ciekawa przeszloscia chlopaka. Najwyrazniej nie mial tak lekko.
-Matka wywalila mnie rano z domu. - Odparl smutno. - Przez caly dzien bylem zmuszony wloczyc sie po miescie. W nocy nocowalem na dworcu. I tak przez jakies dwa dni. Mialem przy sobie dwa dolary wiec bylo mnie stac na jedna bulke. Pozniej chodzilem glodny. Duzo sie przez ten czas nauczylem.
-Co zrobiles pozniej?
-Wrocilem do domu. - Odpowiedzial na pytanie Ericy. - Matki nie bylo. Spakowalem wszystkie ubrania i wyprowadzilem sie do kumpla. Dalej mam wyrzuty sumienia ze zostawilem wtedy siostre z ta kobieta...Mieszkalem u niego przez jakies trzy lata. Dopiero niedawno, jak wygralem program muzyczny moglem sie wyprowadzic, zdobylem slawe, zaczalem zyc lepszym zyciem...Ale jak matka dowiedziala sie ze mam pieniadze to od razu zmienila do mnie zdanie. Zapomniala o wszystkim co mi zrobila, zaczela brac ode mnie pozyczki...I tak nigdy mi ich jeszcze nie splacila. Jest dla mnie inna. Bardzo zyczliwa. Widzisz, jak pieniadze moga zmienic kontakty miedzyludzkie?
Erica rozesmiala sie sztucznie. Byla rozdarta ta historia. Nie miala pojecia jak powinna sie teraz zachowac. Bylo jej zal Damona. Byl dobrym czlowiekiem mimo tego ze przeszedl tyle okropnych rzeczy.
-Nie chce ci sie spac? - Zapytal po chwili milczenia.
-Chce...- Ziewnela na ta mysl.
-Przyniose ci jakas moja koszule. - Westchnal ciezko patrzac na dziewczyne. - Tak poza tym, masz urocze wlosy. Pasuja ci, wiesz?
-Dziekuje. - Odpowiedziala na komplement rumieniac sie jednoczesnie.
-A jutro pojde do mojej przyjaciolki zeby dala ci jakies swoje ubrania. - Odparl wesolo wychodzac z pokoju. Poszedl do swojego pokoju w poszukiwaniach jakiejs duzej koszuli. Po chwili znalazl t-shirt w paski. Juz dawno w nim nie chodzil. Wrocil do pomieszczenia w ktorym znajdowala sie kolezanka i dal jej ubranie mowiac krotkie "dobranoc." Sam udal sie na balkon. Tam udawalo mu sie napisac najlepsze piosenki. Zawsze w nocy uwielbial pisac. To jedyne zajecie ktore go uszczesliwialo. Po godzinie poczul zmeczenie. Odlozyl kartke oraz dlugopis na maly stolik postawiony na srodku balkonu i udal sie do swojego pokoju. Zdjal sweter po czym rzucil nim o lozko.
-Polubilem ta Erice. - Mruknal do siebie cicho zdejmujac jednoczesnie spodnie. Polozyl sie powoli na lozku po czym zapadl w gleboki sen.
 
___________________________________________________________________________________
Witajcie ponownie. Jak juz zauwazyliscie napisalam nowy prolog, zawieszam ostatecznie (?) i inne opowiadania. Chce skupic sie na tym. Z nazwy mozecie wywnioskowac (przynajmniej moim zdaniem), ze ktos w opowiadaniu umrze. Niekoniecznie glowni bohaterzy, chociaz byc moze. Biedny Damon, nie powiedzial o tym ze jego matka jest w ciazy c: + szykuje sie duze zamieszanie zwiazane z plotkami w gazetach :) Do zobaczenia.

czwartek, 6 listopada 2014

Prolog "Only friends"

                                                   Prolog.
-Co sie z toba ostatnio dzieje? - Zapytala siostra widzac jak Damon ze zmeczeniem opada na kanape. - Wracasz pozno do domu i nawet ze mna nie rozmawiasz.
-Nic sie nie dzieje. - Odparl wlaczajac telewizor. Nie mial ochoty na zwierzenia. Nie mial ochoty na zadne rozmowy.Byl padniety. Dziewczyna jednak nie zamierzala ustapic. Bardzo chciala dowiedziec sie co trapi jej starszego brata. Martwila sie. Gwaltownie sie zmienil, tak po prostu. Z dnia na dzien stal sie innym czlowiekiem. Kiedys zabawny i wyluzowany - Teraz chamski i zbuntowany.
-Przestan. - Westchnela siadajac obok niego. Popatrzyla mu w oczy. Nawet wyglad mu sie zmienil. "Czy to dlatego ze obwinial sie o smierc matki? Nie. To raczej nie to. To bylo pol roku temu...Dlaczego mialby sie teraz tym przejmowac?" - Myslala.
-Daj mi spokoj. - Jeknal wpatrujac sie w obraz telewizora. Akurat lecialy wiadomosci. Kolejne zabojstwa, wypadki, pozary...To samo co codziennie. Nic specjalnego. - Nie moge nawet poogladac w spokoju telewizora?
-Martwie sie, nie rozumiesz? - Powiedziala chwytajac go za lodowata reke. Zawsze mial cieple rece. Nawet zima. Teraz cos sie zmienilo. - Bardzo sie zmieniles. Dlaczego? Mozesz mi powiedziec...
Chlopak gwaltownie wyrwal swoja dlon z uscisku siostry. Byl zmeczony bezsensowna rozmowa. Byl zmeczony zyciem. Monotonia.
-A tobie to nieprzeszkadza? - Spojrzal na Katherine z pytajacym wyrazem twarzy. Dziewczyna poczatkowo nie zrozumiala o co mu chodzi. - Twoje zycie jest monotonne. Caly czas sie ciagnie. Ciagle dzieje sie to samo, ciagle robisz to samo. Wszystko jest beznadziejne. Szare.
-Jezus maria, czlowieku...- Pokrecila glowa z niesmakiem. - To jest jedyny powod twojej zmiany? Wole ciebie z dawnych czasow.
-Odczep sie. - Steknal wylaczajac jednoczesnie telewizor. Wstal z kanapy i udal sie do drzwi. Nalozyl szybko czarne trampki i popatrzyl jeszcze raz na siostre. - Wychodze. Nie bedzie mnie dzis w domu.
Dziewczyna bezradnie wzruszyla ramionami nie wiedzac co moglaby powiedziec w takiej sytuacji. Nie chciala go zatrzymywac, wiedziala ze nawet nie ma tyle sily. Nastolatek nalozyl jeszcze na siebie bluze i wyszedl powolnym krokiem z domu. Kiedy znajdowal sie juz daleko od domu wyciagnal telefon z kieszeni i wykrecil numer Williama. Po kilku sekundach uslyszal cieply glos przyjaciela.
-Halo?
-Czesc. - Odparl cicho Damon. - Moge dzisiaj u ciebie nocowac? Nie chce mi sie wracac do domu. Siostra zrobila mi jakies przesluchanie, masakra...
-Jakie znow przesluchanie? - Rozesmial sie Will. - A poza tym to wpadaj. Wszyscy pojechali do dziadkow ale ja zostalem.
-Pytala sie dlaczego tak sie zmienilem. - Wyjasnil zmieszanym glosem. - W takim razie wsiadam w tramwaj i bede u ciebie za gora pol godziny.
-Okej. - Odparl dalej nie kryjac smiechu. - W takim razie bede czekal bo sam jestem ciekawy co jej powiedziales. Czesc.
-Pa.
Jak najszybciej potrafil pobiegl na przystanek tramwajowy. Mial szczescie bo jego tramwaj powinien byc na miejscu za kilka minut. Faktycznie zjawil sie juz po chwili. Chlopak wsiadl i zajal miejsce obok jakiejs staruszki. Wiedzial ze tak czy inaczej kiedys bedzie musial szczerze porozmawiac z Katherine. Faktycznie ulegl gwaltownej zmianie. Znalazl sobie nowych znajomych, zaczal wychodzic czesciej z domu. Ale czul ze tak bedzie lepiej. Po ostatniej rozmowie z ojcem, kiedy ten zaczal go obwiniac za tragiczny wypadek rodzicielki nastolatka nie chcial przebywac w mieszkaniu kiedy ojciec rowniez tam byl. Nie chcial robic problemu. Czul sie jak jeden wielki problem ktorego nie powinno byc. Chcial jak najszybciej porozmawiac z Willem. Znali sie dopiero miesiac ale czul ze jest jedyna osoba do ktorej moze zwrocic sie z problemem. Razem byli w podobnej sytuacji. Mieli duzo wspolnych tematow i pasji. Lubili sie. Mozna powiedziec ze byli naprawde dobrymi przyjaciolmi. Po dwudziestu minutach Damon wyszedl z tramwaju. Znajdowal sie na przystanku przy ktorym mieszkal przyjaciel. Pokierowal sie do jego domu. W kilka minut byl na miejscu. Zapukal do drzwi duzego domu. Otworzyl mu uradowany William. Mial cala twarz w mace. Na jego bialej koszuli widnial czerwony fartuch do gotowania. Nastolatek wygladal w tym stanie naprawde komicznie, do tego jego bujne brazowe wlosy opadajace na oko. Damon widzac go zaczal sie glosno smiac.
-Co ty wyprawiasz? - Zapytal z trudem opanowywujac smiech. - Nie mow mi ze wziales sie za gotowanie bo nie uwierze...
-Nie marudz tylko wchodz! - Usmiechnal sie Will przepuszczajac przyjaciela. Ten wszedl powolnym krokiem do domu. Zdjal buty i powiesil kurtke na wieszaku. Udal sie do kuchni aby zobaczyc co kombinuje kolega. Bywal tu tak czesto ze znal kazde pomieszczenie. Zobaczyl ze caly blat jest ubrudzony maka i cukrem. Zerknal na ksiazke kucharska lezaca na krzesle. "Sernik." Odwrocil sie w strone przyjaciela.
-Od kiedy ty gotujesz? - Zapytal ze zdziwieniem w glosie. - Poza tym co to za okazja? Znalazles sobie nowa pasje czy jak?
-Zwariowales? - Westchnal opadajac na fotel chlopak. - Gotowanie to dla mnie cos jak czarna magia. Chcialem tylko cos upiec bo nie ma nic do jedzenia oprocz slodyczy a nie chce zebysmy glodowali.
-Jakos sobie poradzimy. - Jeknal Damon siadajac obok Willa. - Ale prosze cie. Posprzataj zaraz caly stol i wez mi z oczu ta ksiazke. Nie masz najwyrazniej zadnego talentu do gotowania, ja cos pozniej wymysle.
-Dobra, ale opowiedz mi o tej sytuacji. - Odrzekl skupionym tonem. - Nigdy nie wspominales ze masz siostre. Zreszta jeszcze duzo o tobie nie wiem. Rzadko cos mowisz.
-Bo nie ma o czym. - Baknal rumieniac sie. - A co do siostry to faktycznie, mam rodzenstwo. Jest mlodsza o dwa lata i kiedys spedzalismy ze soba naprawde duzo czasu. Pozniej to sie zmienilo. Dzisiaj jak wrocilem do domu napadla mnie pytajac co sie ze mna dzieje. Wepchnalem jej jakis kit o tym ze moje zycie jest monotonne czy cos takiego ale boje sie ze pomysli iz mam depresje.
-Musisz mnie kiedys z nia zapoznac. - Usmiechnal sie tajemniczo casanova. - Spokojnie. Jak tam ojciec?
-Zle...- Odparl smutno. - Nie mowilem ci o tym, ale tydzien temu rozmawialem z nim. Powiedzial ze...To moja wina. Ta smierc. Zaczal mnie obwiniac. Mowic ze nie powinienem miec miejsca na tym swiecie. Na koniec mnie uderzyl. Ale bol psychiczny jest o wiele gorszy niz ten fizyczny.
-Co za debil...- Jeknal William spogladajac na kolege. Pierwszy raz w zyciu nie wiedzial co powinien powiedziec w takiej sytuacji. - Szczerze mowiac to on nie powinien byc twoim ojcem. Powinien byl cie wspierac a nie obwiniac! To twoja wina ze matka akurat wtedy poszla cie szukac?! Przeciez mogla zrobic to w kazdym innym momencie. To byl zwykly przypadek. Zabiles ja?! Nie. To ty zaplanowales jej smier?! Nie. Tak wiec to twoja wina? Nie.
Damon jeszcze nigdy nie widzial az tak bardzo zdenerwowanego przyjaciela. Nie widzial nigdy zeby podnosil glos. Pierwszy raz zobaczyl go w takim stanie. Widac bylo ze bardzo martwi sie o chlopaka. Nie chce aby stala mu sie krzywda. "Jak dobrze ze go mam..." - Pomyslal czujac splywajaca lze z oka. Otarl ja szybko rekawem swetra. Nie chcial aby kolega widzial jak placze bo wtedy martwilby sie jeszcze bardziej. Nie chcial jego bolu. Nie mogl patrzec na to jak jest zdenerwowany.
-Ale ona poszla szukac wtedy mnie. Gdybym nie poszedl w tym momencie do tego cholernego miejsca nie musialaby wychodzic z domu...I wtedy to moze ja bym zginal.
-Cicho. - Usmiechnal sie sztucznie Will. Nie wiedzial co zrobic, jak sie zachowac. Mial pustke w glowie. Nie chcial urazic przyjaciela. Wszystkie slowa wydawaly mu sie nieodpowiednie. Dobrze wiedzial dlaczego ta kobieta zmarla. Niby byl to nieszczesliwy wypadek. Nie mial serca powiedziec o tym Damonowi kiedy widzial jak bardzo to przezywa. Nie mial sily. Nie chcial go ranic jeszcze bardziej. Wiedzial jednak bardzo dobrze ze wkrotce Damon rowniez moze zostac wmieszany w ta niebezpieczna gre. I jego rowniez moga zabic do czego nie mogl dopuscic. Musial go chronic i caly czas przy nim przebywac. Inaczej zostanie pozbawiony jedynej waznej osoby w swoim zyciu. - Mysle ze powinienes sie polozyc. Nie mysl teraz o tym. Mozesz spac na moim lozku, ja bede czuwal przy tobie na podlodze.
-Nie musisz ustepowac mi lozka...- Usmiechnal sie zmieszany sytuacja Damon. Widzial jak bardzo Will sie o niego martwi ale nie chcial sprawiac mu jeszcze wiecej problemow. - Przeciez to ja moge spac na podlodze.
-Jak mowie tak to tak ma byc! - Powiedzial odwzajemniajac usmiech chlopak. - Mam cie tam zaniesc czy jak?
-Chce na barana.
-No dobrze dzieciaku...- Westchnal ciezko William. Podszedl do krzesla na ktorym siedzial kolega i schylil sie pozwalajac nastolatkowi na wejscie na jego plecy. Po chwili z dzikim smiechem ruszyli do pokoju. Will rzucil z calej sily przyjacielem o lozko. Ten caly czas probowal opanowac smiech. W koncu czul sie tak jak kiedys.
-Moje plecki. - Jeknal z urazeniem w oczach. - Teraz mnie wszystko boli...
-Teraz mozesz czuc sie jak ja! - Odparl z rozbawieniem. - Przeciez wiesz ze nie jestem taki mlody jak ty.
-Jest pan starszy tylko o rok...
-No coz, starosc nie radosc. - Odpowiedzial widzac szeroki usmiech na twarzy Damona. "W koncu jest wesoly." - Pomyslal nakrywajac go koldra.
-Nawet nie zdazylem sie przebrac.
-Spij w swetrze bo bedzie ci zimno. - Powiedzial zatroskany. - Moja pizama bylaby na ciebie o wiele za duza, maly.
-Wcale nie jestem maly! - Zdenerwowal sie zartobliwie chlopak. - Dziekuje. Myslalem ze juz nigdy nie bede rozmawial z nikim jak kiedys. Ty pokazales mi ze to jest jednak mozliwe.
-Nie masz za co dziekowac. - Usmiechnal sie William. - Przeciez jestes moim przyjacielem. Musze sie o ciebie troszczyc bo sam bys sobie nie poradzil w takim stanie.
Mowiac to wyciagnal przescieradlo z szafy i polozyl je jednym ruchem na podlodze. Po chwili wyciagnal jeszcze gruba koldre z szafy i polozyl je na przescieradle. Wzial ze swojego lozka poduszke i takim sposobem zrobil sobie wygodne, chociaz troche niewygodne legowisko. Zgasil swiatlo i polozyl sie przecierajac oczy.
-Dobranoc.
-Dobranoc. - Odpowiedzial Damon zasypiajac szybko.
"Gra dopiero sie rozpocznie..." - Myslal w nocy Will. Chorowal na bezsennosc. Normalnie zawsze noca czytal ksiazke ale nie chcial budzic przyjaciela ktory od godziny smacznie spal. Dopiero nad ranem udalo mu sie zmruzyc oko. Wiedzial iz teraz bedzie musial bardzo uwazac na kolege bo inaczej wszystko moze sie zle skonczyc. Szczegolnie to ze nastolatek moze dowiedziec sie prawdy.

                                                         
___________________________________________________________________________________
Wczoraj przegladajac bloga na temat Japonii oraz Korei naszla mnie wena na napisanie tego oto prologu nowego opowiadania. Postanowilam nazwac je "Only friends", nazwa bedzie miala bardzo duzo znaczenia w opowiadaniu. Zastanawiam sie tylko czy ktos juz sie domysli o co chodzi Williamowi. Niestety nie jest on prawdapodobnie tylko przyjacielem Damona. Jest kims wiecej. Ale o tym bede pisac w hm, szostym rozdziale? Zobaczymy. Do zobaczenia.

sobota, 1 listopada 2014

Rozdzial 5 (?)



                                                                         5
Smiech. Glosny, przerazajcy smiech. Taki jak wczoraj. Smiech demona. Zachlanny, straszny i ostrzegawczy dla ofiary. Ofiara byl Christian. Chlopak obrocil sie przestraszony sytuacja. "Znowu czeka mnie to samo?!" - Pomyslal z przerazeniem w oczach. Zaczal uciekac. I tak smiech byl coraz blizej. To na nic. Stanal w miejscu. Mial lzy w oczach. "Tym razem pewnie mnie zabija." - Westchnal ciezko. Poczul wyrazny oddech na swojej szyi. Odwrocil sie. Dziewczyna. Ubrana w krotka podarta sukienke. Miala dlugie rude wlosy. Popatrzyla nastolatkowi w oczy z usmiechem. Zlapala swoja ofiare. Teraz moze ja zabic.
-Witaj. - Chris po raz pierwszy uslyszal glos demona. - Pozwol ze dzisiaj sie toba zaopiekuje, moze zabije...
Kobieta uscisnela go mocno. Tak mocno ze nie mogl oddychac. Byl przerazony jej nieublagalna sila. Byla silniejsza od jakiego kolwiek faceta. Podniosla go wysoko a pozniej rzucila nim z calej sily o drzewo. Tak jak jakims niepotrzebnym przedmiotem. Chlopak byl juz caly poobijany. Tym razem nikt nie przychodzil z pomoca a kobieta demon byla znowu coraz blizej. Usiadla obok niego jakby chciala tylko z nim porozmawiac.
-Zycie w piekle jest straszne, prawda? - Spytala wpatrujac sie w niebo. - Slyszalam ze niedawno prawie zginales. Tym razem naprawde zginiesz, kotku.
Wstala z miejsa. Podniosla go ponownie. Rzucila nim o inne drzewo. Znow nie mogl zlapac powietrza. Podeszla do niego z dzikim smiechem. Bawila sie nim. Chciala najpierw go troche potorturowac a pozniej zabic. Dobrze wiedziala, ze anioly nie umieraja szybko. Zlapala go za gardlo tak jak ten demon z wczorajszego dnia. Znow rozesmiala sie z nuta przyjemnosci w glosie. Scisnela go tak mocno ze chlopak poczul iz zaraz odejdzie na "tamten swiat" jezeli taki w ogole istnial. Nagle uslyszal jakis glos. Na pewno nalezal do jakiegos demona. Mezczyzny. Chris nie potrafil go zobaczyc. Nie potrafil nawet otworzyc oczu. Bal sie tak bardzo. Wiedzial ze teraz na pewno go czeka smierc.
-Juz wystarczy, Kate. - Powiedzial demon. "Pewnie teraz on zacznie mnie zabijac, w koncu Kate pewnie sie zmeczyla." - Pomyslal Christian. Mezczyzna podszedl blizej. Podal mu reke.
-Wstawaj. - Westchnal ciezko czekajac az chlopak wstanie. Ten jednak nawet sie nie ruszyl zdziwiony reakcja demona. Myslal ze ten chce go wykonczyc a tak naprawde chce mu pomoc...Byl rozkojarzony. To demon czy nie? - Kuzwa! Nie widzisz co mu zrobilas, debilko?!
Wpadl w jakis szal. Zaczal przerazliwie przeklinac jakby stalo sie cos strasznego. Chris zaczal sie smiac. Rozbawila go reakcja tego calego "demona". Poczul ze bol gwaltownie przychodzi. Poczul wielka sile. Wstal i spojrzal na faceta. Mial czarne wlosy zwiazane w krotkiego kucyka. Byl ubrany w czarny sweter i rurki o tym samym kolorze. Mial na oko okolo dwadziescia lat. Nie wygladal jak demon. Raczej jak prawdziwy czlowiek.
-Kim ty jestes? - Spytal zdziwiony Christian kiedy zdazyl juz opanowac smiech. Nie byl juz przestraszony, raczej bardzo zdziwiony dziwnym demonem i tym dlaczego zaczal sie smiac i dlaczego nie czul juz bolu ktory wyrzadzila mu rzekoma "Kate".
-Alex. - Westchnal ze zmeczeniem w glosie. - Sorry za ta idiotke. Nie chcialem zeby cos ci zrobila.
-Nie chodzi mi o twoje imie. - Jeknal. - Bardziej chodzi mi oto dlaczego mnie uratowales. Jestes demonem, prawda?
-Niestety. - Usmiechnal sie przyjaznie. - Nie boj sie mnie. Jestem krolem demonow. Odpowiadam za te debilne bestie. Ciagle musze ich kontrolowac.
-Czyli istnieje cos takiego jak krol demonow? - Spytal myslac nad tym dlaczego krol demonow mu pomogl i czy mial w tym jakis konkretny cel.
-Tak. - Odparl cicho. - Jezeli skonczylem juz swoja prace...Moge chyba isc, nie? W takim razie nara.
Chris szybko zlapal go za reke.
-Naleza mi sie jakies wyjasnienia. - Warknal.
-Jakie?
-Dlaczego wszyscy za kazdym razem na mnie napadaja? - Chlopak poczul ze w koncu poznal kogos kto mu o tym powie.
-Bo jestes synem krola. - Powiedzial jakby nic sie nie stalo. - Krol piekla chce nas zniszczyc wiec oni chca zniszczyc ciebie, czy to nie oczywiste?
-Nie wiedzialem o tym...-Mruknal cicho zastanawiajac sie co powinien teraz powiedziec. - Jestem tutaj od kilku dni, ledwo wiem gdzie sie znajduje i ciagle na mnie napadacie. Nic nie zrobilem.
-Ty naprawde nie rozumiesz...- Westchnal zmeczony rozmowa Alex. - Nie obchodzi ich co ty zrobiles. Tutaj chodzi tylko oto ze jestes synem krola. Jezeli cie zabija, to wplynie w jakims sensie na krola. Ja tego nie popieram ale coz. Nic nie moge zrobic.
-Dziekuje. - Usmiechnal sie.
-Dobra a teraz spadam. - Warknal demon. - Nara.
"Jezeli taki czlowiek jest krolem demonow to ja sie nie dziwie ze oni wszyscy calkiem powariowali i nie wiedza co robia..." - Pomyslal Christian obserwujac powoli odchodzaca sylwetke Alexa. Rozejrzal sie ale nigdzie nie widzial Kate. Chcial z nia porozmawiac o tym ze on nie ma pojecia kim jest jego ojciec, chcial aby go przeprosila. Ale pewnie gdzies poszla kiedy rozmawiali. Chlopak wzruszyl ramionami i pokierowal sie do mieszkania Maxa.
                                                                          ***
Po dziesieciu minutach dotarl na miejsce. Zobaczyl ze motor na ktorym jechali kilka dni temu stoi przed blokiem. Zapukal do drzwi. Uslyszal glosny glos Mirandy.
-Otwarte!
Wszedl do srodka. Nic sie nie zmienilo. Dalej ten sam nieporzadek i ta sama kanapa na srodku pokoju. Usmiechnal sie do niej powitalnie.
-Czesc.
-Juz myslalam ze nie przyjdziesz! - Powiedziala odwzajemniajac usmiech. - Siadaj. Pewnie przyszedles do mojego brata? Zaraz powinien przyjsc. Rozmawialam o tym z Mattem. On po prostu...Czesto sie kloci z Maxem. Kiedys, to bylo bardzo dawno temu Max zabral mu dziewczyne.
-Naprawde? - Rozesmial sie Christian. - To oni sie juz tak dlugo znaja?
W tym momencie do pokoju wszedl Max. "O wilku mowa" - Pomyslal Chris. Zobaczyl ze z ust przyjaciela scieka strozka krwi. Podszedl do niego i stanal na palcach ocierajac rekawem usta wampira. Ten usmiechnal sie cieplo gladzac Chrisa po wlosach.
-Slyszalem od Mirandy o co chodzi. - Odparl swoim grubym glosem.
-Zgadzasz sie? - Zapytal nastolatek z nadzieja w glosie.
-Jasne. - Powiedzial wampir. - Oczywiscie ze bede cie chronic. W koncu jestes moim przyjacielem, nie moge zostawic cie samego.
-Mam pytanie.
-Tak? - Usmiechnal sie ciekawie.
-Wiesz kim jest krol demonow? - Zapytal.
-Wiem. - Jeknal zaklopotany Max. - Dlaczego pytasz akurat o niego? Cos sie stalo? Pewnie znowu demony cie zaatakowaly, co?
-Zgadles. - Oznajmil siadajac jednoczesnie na sofie. - Opowiem ci o tym jak go poznalem jesli powiesz mi cos wiecej o nim.
-Bardzo malo o nim wiem...- Mruknal zamyslony. - Wiem, ze prawie nikt w piekle go nie widzial. Nie lubi sie pokazywac. Nigdy nikogo nie uratowal. Jest znany jako chamski, niewychowany idiota. Przynajmniej takie kraza plotki. Nikt nie zna jego imienia.
-Co? - Chris otworzyl szeroko oczy. "Dlaczego on zdradzil mi tak po prostu swoje imie bez zadnego gadania?" - Pomyslal.
-Ale wiem jeszcze, ze kiedys byl bliskim przyjacielem Matthewa. - Oznajmil. - Podobno razem dorastali ale chyba jakis rok temu cos sie miedzy nimi stalo...Wiesz cos Miranda?
-Wiem. - Usmiechnela sie szeroko malujac jednoczesnie paznokcie czarnym lakierem. - Ale nie sadze zebym mogla ci o tym powiedziec, Chris. To bardzo...Wrazliwa sprawa.
-Wrazliwa?
-Powiedzmy ze zrobili cos strasznego. - Jeknela z zaklopotaniem w glosie. Nie miala pojecia czy moze wyjawic to mlodszemu bratu przyjaciela. - Przez tego demona Matt naprawde stoczyl sie na same dno. Pogadaj z nim kiedys.
-Rozumiem...- Powiedzial Christian. - Wlasciwie co laczy cie z moim bratem? Jestescie razem, czy cos?
Miranda rozesmiala sie glosno.
-Zwariowales? - Westchnela krotko. - Nie chce burzyc naszej przyjazni zwiazkiem. Wiem, ze jestesmy calkowicie inni. Gdybysmy byli razem na pewno zleby sie to skonczylo.
-Znam to skads...- Chlopak rowniez sie rozesmial. - Jakim sposobem mamy przeniesc sie do tego calego swiata?
-Mysle ze bedziesz mogl juz latac...- Stwierdzil Max myslac nad planem dzialania. - Jezeli nie bedziesz mogl, po prostu mi powiedz, dobrze? Nie mozesz sie przemeczac. Polecimy. Musimy leciec przez jakies dwie godziny.
-Teraz?
-Mozemy teraz. - Odparl z szerokim usmiechem. Po chwili wyszli na zewnatrz. Wial lekki wiatr ale poza tym pogoda nie byla zla. - Lecimy?
-Jasne.
Po chwili razem znalezli sie w powietrzu. Latanie nie bylo trudne. Wystarczylo zlapac wiatr i poruszac rekami. Szczegolnie gdy nie padalo ani nie bylo burzy.
-Wyjasnisz mi w koncu o co chodzi z tym demonem? - Zapytal ciekawsko wampir po trzydziestu minutach lecenia w ciszy. - Raczej nie spytales bez powodu, nie?
-Spotkalem go.
-Jak? Podobno nikt go nie widzial wiec to troche dziwne ze ty go tak po prostu spotkales, nie uwazasz?
-Moze...- Jeknal niewiedzac co powiedziec. Ciagle nad tym myslal, "O co wlasciwie mu chodzi?". Chcial jeszcze raz go spotkac i z nim o tym porozmawiac. Wiedzial jednak ze z pewnoscia ta chwila nie nastapi szybko. - Demon mnie zaatakowal. Po kilku minutach lezenia pod drzewem odzyskalem sily i caly bol przeszedl. O co z tym chodzi?
-Naprawde? - Zdziwil sie Max spogladajac na przyjaciela. - Slyszalem kiedys, ze niektore anioly ale naprawde tylko jednostki tego gatunku maja niesamowita zdolnosc regeneracji. Z czasem ich wyglad zmienia sie coraz bardziej i maja o wiele wiecej sily. Potrafia jednym ruchem zabic demona. Sa niezniszczalni.
-Czyli...- Mruknal przerazony nastolatek. - Czy mozliwe jest to ze ja naleze do tej jednostki?
-Kto wie.
-Ciekawe czy Matthew tez. - Zastanawial sie. - Nie wyglada na takiego.
-Zapytaj kiedys mojej siostry. - Odparl chlopak. - Ona wie o nim praktycznie wszystko. Ale niesadze, nie wyglada na takiego.
-Dopiero przeszedlem zmiane. - Westchnal. - Nie mam ochoty znowu sie w to bawic. Ile wlasciwie juz lecimy?
-Prawie godzine. - Stwierdzil wampir spogladajac na zegarek. - Ten caly demon wydaje sie mocno podejrzany. Ciekawe co od ciebie chcial.
-Nie mam kompletnego pojecia.
Po kolejnej godzinie lotu w ciszy zobaczyli wielki mur ozdobiony przeroznymi napisami, czesc z nich zawieraly niecenzurowane slowa po angielsku. Chris pokrecil glowa z pogarda. Nie lubil przeklenstw, uwazal ze ludzie powinni mowic po swoim jezyku a nie ubarwiac go jakimis sprosnymi slowami. Zerknal na kolege.
-Co to?
-Wejscie do piekla. - Usmiechnal sie sam do siebie. - Uderz w ten mur z impetem. Nie boj sie, nic ci sie nie stanie. Nie pozwolilbym na to. Bede zaraz za toba.
Christian zrobil to co kazal mu Max. Z calej sily uderzyl o wielki, czarny mur. Po chwili zobaczyl ze nie jest juz w piekle. Rozejrzal sie. Znajdowal sie teraz w pokoju w ktorym przeszedl przemiane, z Jamesem i Katherine. Wszystko bylo identyczne jak wczesniej. Na podlodze lezala igla ktora wtedy posluzyl sie James przy przemianie Chrisa. Chlopak zobaczyl ze zaraz za nim stoi wampir w calkiem innej postaci. Zmienil sie w bardzo przystojnego chlopaka. Nie mial juz takiej bladej karnacji jak wczesniej. Mial za to krotkie, brazowe wlosy i duze brazowe oczy. Jego ubrania byly calkowicie inne niz w piekle. Jeansy i niebieski sweter a do tego czerwone trampki. Wygladal niczym calkowicie zwykly nastolatek. Chris wyjal z kieszeni spodni swoja komorke. Wlaczyl aparat i spojrzal na siebie. On rowniez wygladal calkiem inaczej. Rowniez byl bardzo przystojny, ale nie taki jak kiedys. Calkowicie sie zmienil. Brazowe wlosy opadajace na twarz, zielone oczy, skorzana kurtka...Calkowicie inny czlowiek. Wygladal na o wiele starszego niz naprawde jest, gora dwadziescia piec lat. Cieszyl sie ze w koncu moze zobaczyc miejsce z ktorego naprawde pochodzi.
-Idziemy? - Spytal wampira z ekscytacja w oczach. - Mam ochote zobaczyc co sie tutaj zmienilo.
-Jasne. - Odparl towarzysz. Szybko wyszli z kamienicy. Pora roku byla inna niz ta kiedy Chris stal sie prawdziwym aniolem. Wiosna. Bylo dosc zimno ale chlopak na szczescie mial ciepla kurtke. Spojrzal na kolege, temu jednak raczej nie bylo zbyt zimno. - Gdzie chcesz isc?
-Do mojej szkoly. - Westchnal nastolatek. - Musze sie z kims spotkac. Myslisz ze moge powiedziec zwyklej dziewczynie...Prawde?
-Nie mam pojecia. - Jeknal. - Jezeli myslisz ze uwierzy to raczej tak ale prosze cie, uwazaj na siebie.
-Dobra, dobra. - Rozesmial sie chlopak. - Pochodze stad wiec nie musisz sie martwic oto ze sie zgubie.
-Dobrze wiesz ze nie oto mi chodzilo...
-A teraz chodz za mna. - Odparl Christian zmieniajac temat. - To blisko, bedziemy tam za jakies piec minut.

                                                                                ***
Kilka minut pozniej byli na miejscu. Byla szkola Chrisa wygladala inaczej. Wszedzie walaly sie butelki po piwie i smieci. Panowal teraz tu nieporzadek. Jedno okno szkoly bylo wybite. Przyjaciele podeszli blizej.
-Przez te kilka dni, w prawdziwym swiecie minely dwa lata. - Oznajmil Max. - To dlatego moglo sie tu troche zmienic.
-Rozumiem...- Jeknal Chris rozmyslajac nad tym czy osoba z ktora chce sie teraz spotkac chociaz go pamieta. Zobaczyl grupke palacych papierosy i popijajacych piwo nastolatkow. Siedzieli jakby nie robili nic zlego na schodach szkoly. "Ciekawe gdzie dyrektor." - Pomyslal chlopak krecac glowa z niesmakiem. Brzydzil sie paleniem i piciem. Zawsze przestrzegal sie przed tym i obiecywal ze nigdy tego nie zrobi. Wsrod nastolatkow rozpoznal bylego kumpla z klasy, Brandona i dziewczyne z ktora kiedys byl razem, Emily. Bardzo sie zmienila. Kiedys byla kujonka. Teraz siedziala tu beztrosko popijajac piwo ubrana w krotka spodnice i wyzywajaca bluzke. "Co na nia tak wplynelo?" - Pomyslal ciekawie. Wiedzial jednak ze nie po to tu jest aby z nia teraz rozmawiac. Podszedl blizej.
-Orientujecie sie moze gdzie znajduje sie teraz Julia? - Spytal probujac nie pokazywac odrazy do tego co teraz robili. - Dokladnie Julia Smith.
-Ta idiotka? - Rozesmiala sie Emily. Widzac jak Christian spiorunowal ja spojrzeniem od razu przestala sie smiac. - Jest w pracowni artystycznej.
-Dziekuje. - Warknal na dziewczyne.
Rzucil Maxowi porozumiewawcze spojrzenie. Ten zostal na zewnatrz a Chris poszedl do pracowni. Czesto tam przebywal malujac z przyjaciolka przerozne obrazy. Interesowal sie sztuka, to byla kiedys jego pasja. Dobrze znal szkole wiec trafil tam bez zadnego problemu. Zobaczyl bardzo chuda osobe. To byla ona. Ta dziewczyna ktora tak bardzo chcial zobaczyc i sie pozegnac. Miala te same dlugie brazowe wlosy co kiedys. I hipnotyzujace niebieskie oczy. Ktorych Chris tak bardzo pragnal przez dlugie lata znajomosci. Podszedl blizej. Wiedzial ze Julia nawet go nie zna. Ona znala tylko starego Christiana. Tego obcego, starego faceta nawet nie kojarzyla. Spojrzala na chlopaka obojetnie i wrocila do malowania.
-Julia...- Powiedzial czujac ze zaraz sie rozplacze. - Tak bardzo za toba tesknilem.
Zapomnial o wszystkim. Zapomnial o tym ze ona go nie zna, o tym ze teraz jest aniolem. Wszystko bylo mu obojetne.
-Chris. - Westchnela obojetnym glosem. - Ja za toba mniej. Tak wlasciwie to cieszylam sie ze zniknales.
"Skad ona wie kim jestem?" - Pomyslal nastolatek zdziwiony ta okropna odraze w glosie bylej przyjaciolki. Spojrzala na niego. Pokrecila glowa z niesmakiem.
-Co ty gadasz...? - Jeknal z przerazeniem w glosie. Czyzby utracil najwazniejsza osobe w jego zyciu? - Zapomnialas o naszych wszystkich wspomnieniach? O tym jak cie wtedy uratowalem?!
-Zebys wiedzial. - Rozesmiala sie glosno malujac dalej cos na ogromnej kartce. - Byles egoista, zaklamanym egoista. Myslales ze wszystko wiesz najlepiej. Uratowales mnie bo nie chciales miec takiej dziewczyny jak ja na sumieniu.
-Zwariowalas?! - Wykrzyknal rozgoryczony jej slowami. - Co sie z toba do cholery stalo? Co zrobilem? Odbilo ci?... Nie spodziewalem sie tego po tobie. Dobrze wiesz ze bylem w tobie zakochany. Zrobilbym dla ciebie wszystko. Uratowalem cie wtedy nie dlatego ze nie chcialem miec twojej osoby na sumieniu, bylas najwazniejsza osoba w moim zyciu. Bylem gotowy zginac dla ciebie a ty teraz mowisz mi cos takiego?
-Nie klam. - Powiedziala glosem bez emocji. - Wykorzystalam cie. Bardzo chcialam abys zginal. Jestes kompletnym idiota. Nie widziales tego? Naprawde? Biedaczek.
-Kochalem cie.
-Naprawde? - Usmiechnela sie slodko. - A ja cie nie. Moja matka jest demonem, wiedziales o tym? No tak, nie mowilam tak pustemu dziecku jak ty o takich rzeczach bo i tak bys nie zrozumial tylko mnie wysmial. Powiedziala mi ze chca cie zabrac. Nie bylam zdziwiona. Bardzo sie cieszylam. Teraz mam innego chlopaka, jest taki glupi jak ty.
-Wykorzystujesz ludzi. - Powiedzial z niedowierzeniem. - Wiesz co to znaczy? Ze jestes pusta. Jestes nikim. A ja tak bardzo sie o ciebie martwilem...
-To ty jestes pusty jesli wtedy tego nie zauwazyles.
-Zniszczyles wszystkie nasze wspomnienia...- Jeknal czujac splywajaca lze po policzku. - Nienawidze cie, rozumiesz?!
Mowiac te slowa wybiegl szybko z pomieszczenia. Zniszczyla wszystko co mieli. Wiele wspanialych chwil. Zawsze byl na kazde jej zawolanie, opiekowal sie nia...Kochal ja. A ona go oszukiwala. No tak. Biegl szybko przed siebie ze lzami w oczach. Nie chcial wiecej jej znac. Musial leciec dwie godziny aby ja spotkac a tu co? Ohydna prawda. Prawda o ludziach. Matt mial prawde. Oni sa ohydni. OHYDNI. Okropni. Najgorsi. Sa nikim. Wybiegl z budynku. Zobaczyl stojacego na dworze Maxa.
-Wracamy do piekla! - Krzyknal nie zwazajac na nastolatkow siedzacych na schodach. - Szybko. Nie zostane tu ani chwili dluzej.
-Co sie stalo? - Wampir przytulil go glaskajac jednoczesnie po glowie ciepla dlonia. - Mozesz mi powiedziec.
-Osoba dla ktorej poswiecilem cale swoje zycie...- Mruknal cicho. Tak aby nikt oprocz przyjaciela nie uslyszal tego co mowil. - Wykorzystywala mnie. Kochalem ja. Prawie rzucilem sie z mostu aby ja ratowac. I co?! Nic. Nienawidze jej.
-Juz dobrze...- Powiedzial opiekunczym glosem mezczyzna. - Nie placz. Nie warto, dla takiej osoby naprawde nie warto plakac.
Grupka nastolatkow przygladala sie tej scenie z ciekawoscia w oczach. Po minucie Max odsunal sie od Chrisa i rekawem swetra otarl mu lzy z oczu. Wzial kolege na rece wiedzac ze nie moze sie w takim stanie wysilac. Nie zwazajac na to ze wszyscy na nich patrza, rozchylil swoje piekne czarne skrzydla i polecial do gory. Christian po chwili zasnal w ramionach kolegi. Wszystko wydawalo mu sie teraz obojetne. Czul sie jakby odjeto mu polowe zycia. Ale nie mogl sie teraz poddac - Mial w koncu Maxa, Matthewa, Jamesa i Mirande. Osoby na ktorych mu zalezalo. Jego jedynych w swoim rodzaju przyjaciol.

  
***Biedny Chris. Najpierw demon, pozniej kolejne przerazliwe doswiadczenie w jego zyciu...Niestety, to nie koniec. Bedzie mial tego jeszcze wiecej. Chce wam przypomniec o cytacie z czwartego rozdzialu "Demony sie nie rodza. One tworza sie na podstawie koszmarnych doswiadczen." ktory wypowiedzial Chris rozmawiajac z sluzaca, Maria. Ten cytat jest specjalnie dla Alexa, krola demonow ale o jego "koszmarnych doswiadczeniach" dowiecie sie dopiero w siodmym rozdziale. Do zobaczenia!

                                                        
 

Rozdzial 4 (?)



                                                                               4
Christian obudzil sie w srodku lasu. Byla dziesiata rano. Przetarl oczy i ziewnal zaspany. Rozejrzal sie w okol siebie. Las, drzewa...I on, calkiem samotny. "Gdzie do cholery jest Max?" - Pomyslal wstajac z miejsca. Domyslil sie ze pewnie tamtego dnia przyniosl tu go a sam poszedl teraz w jakies inne miejsce. Uslyszal za swoimi plecami wesoly glos. Od razu rozpoznal glos Mirandy.
-Dobrze sie spalo? - Spytala z cieplym usmiechem.
-Troche twardo...- Jeknal prostujac plecy. - Ale nie narzekam. Co sie wlasciwie stalo? Pamietam ze wczoraj zemdlalem.
-Moj brat zaniosl cie do tego miejsca i polozyl. - Odparla spogladajac w chmury. - Pozniej poszedl tropic demony. Do tego momentu nie wrocil.
-I ty sie o niego nie martwisz? - Spytal zdziwiony jej radosna reakcja. - Przeciez to twoj brat, moglo mu sie cos stac.
-Spokojnie. - Westchnela kladac sie na trawie. - Mieszka juz tu tyle czasu ze zdazyl sie przyzwyczaic do chodzenia noca. Wroci, spokojnie.
-A co ja mam zrobic?
-Musze odprowadzic cie do domu. - Odpowiedziala zamyslona Miranda. - Nie mozemy sie dluzej toba zajmowac ale wiedz ze Max naprawde cie polubil i bedziemy z niecierpliwoscia oczekiwac twojej nastepnej wizyty. Znajdziesz nas w tamtym mieszkaniu.
-Jestescie kochani. - Chris poczul ze dopiero tutaj, w piekle zdobywa swoich pierwszych w zyciu prawdziwych przyjaciol. Teraz dowiedzial sie co oznacza slowo przyjazn. - Podziekuj Maxowi. Uratowal mi dwa razy zycie.
-W takim razie w droge! - Krzyknela z wielkim optymizmem w glosie. Chlopak nierozumial jej. Musiala pic ludzka krew, zyc wsrod ciagle ich atakujacych demonow i dalej sie usmiechala. "Wszyscy powinni brac z niej przyklad" - pomyslal. Miranda wstala z ziemii otrzasajac jednoczesnie sukienke. Wziela go za reke i pociagnela w strone autostrady na ktorej wczoraj sie znajdowali. Na szczescie bylo to o czwartej rano i nikt ich nie rozjechal co bylo bardzo mozliwe. Szybko przebiegli przez autostrade i ruszyli dalej. Dziewczyna prowadzila Christiana jakby idealnie znala okolice. Po okolo trzydziestu minutach stali pod ich mieszkaniem. Pogoda byla przepiekna. Slonce swiecilo i lekko wial wiatr. Idealnie.
-Pamietaj, przyjdz kiedys do nas. - Odrzekla krotko. - Mieszkasz tam gdzie Matthew, prawda?
-Tak. - Usmiechnal sie.
Wolnym krokiem poszli dalej. "Ciekawe co z Jamesem..." - Aniol westchnal ciezko myslac o przyjacielu. Mial wyrzuty sumienia z powodu tego iz o nim w ostatnich dwoch dniach kompletnie zapomnial. Chcial jak najszybciej go zobaczyc i rzucic sie na szyje. "Mam nadzieje ze zyje".
-Widze ze przyzwyczailes sie juz do tego miejsca. - Powiedziala z podziwem w glosie Miranda. - Ja bym tak nie umiala.
-Jest tu troche dziwnie...- Mruknal cicho tak aby nikt wiecej ich nie uslyszal. - Ale polubilem to miejsce a szczegolnie wszystkich ludzi. Ciekawe czy demony beda dalej mnie atakowac. Mam nadzieje ze to sie juz nie powtorzy bo dalej mam te ohydne rany na twarzy i podbite oko.
-Z czasem sie zagoi. - Rozesmiala sie wesolo. - Juz jestesmy. Pozdrow ode mnie Matthewa, jesli go spotkasz. Nie moge cie odprowadzic do pokoju bo musze wracac do Maxa.
-Rozumiem. - Odparl. - W takim razie do zobaczenia.
-Czesc!
Chris wszedl szybkim krokiem do domu. Od razu zobaczyl siedzacego na korytarzu Matthewa. Mial wielkie worki pod oczami i rozczochrane wlosy. Widac bylo ze nie spal od dwoch dni. "Jezus maria, co ja narobilem." - Pomyslal nastolatek spogladajac na brata. Ten dopiero po kilku sekundach zobaczyl chlopaka. Szybko podszedl do niego i widzac rozbity nos i podbite oko zaslonil usta.
-Co ci sie stalo? - Zapytal ze zdziwieniem w oczach. - Bardzo sie o ciebie martwilem. Co sie z toba dzialo?
-Masz pozdrowienia od Mirandy. - Christian rzucil bratu zlosliwy usmieszek. - Demony mnie zaatakowaly. Myslalem ze umre.
-Wiedzialem ze tak to sie skonczy...- Krzyknal chwytajac sie za glowe. - Jak James bedzie calkiem zdrowy, musze mu powiedziec aby caly czas z toba chodzil. Nie moze spuscic z ciebie oka.
-Nie jest tak zle. - Westchnal. - Nie zabili mnie a co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Przynajmniej tak sie mowi. Uratowal mnie brat Mirandy.
-Od kiedy on ratuje anioly? - Rozesmial sie Matt. - Wydawalo mi sie ze ma do nas wielka odraze. Dziwne.
-Jak to? Mi sie raczej wydaje ze jest bardzo przyjaznie do nas nastawiony. Polubilem go, uratowal mnie dwa razy przed tymi komicznymi stworzeniami. Co z Jamesem?
-Mozesz go odwiedzic. - Powiedzial starszy brat. - Tylko uwazaj, jest powaznie potluczony. Ledwo uszedl z zyciem.
-Jezu...- Chris powaznie przestraszyl sie slow Matta. Ale cieszyl sie w srodku serca ze przyjaciel zyje i go nie opuscil. Jak najszybciej mogl pobiegl do pokoju kolegi. Zapukal dwa razy i nie czekajac na zaden sygnal wbiegl do pokoju z takim impektem ze prawie wyrwal drzwi. Zobaczyl ze James jakby nigdy nic siedzi sobie wygodnie na lozku czytajac ksiazke z poezja. Nie mial zadnych siniakow. W ogole nie wygladal tak jak ujal to brat. James widzac Christiana od razu odlozyl lekture i popatrzyl na przyjaciela obojetnie.
-Czesc. - Powiedzial oschle.
Chris podszedl do niego blizej i usiadl obok na lozku. "Co sie z nim do cholery stalo?" - Pomyslal.
-Nie cieszysz sie ze tu jestem? - Zapytal zawiedziony chlopak. - Bardzo sie o ciebie martwilem, myslalem ze nie zyjesz.
-To ja cie wtedy zostawilem. - Mruknal cicho. - Nie moge teraz na ciebie patrzec. Zawiodlem. Przykro mi.
-Co ty gadasz?
-Przeze mnie prawie cie zabili.
-Wole zeby mi sie cos stalo niz zebys ty umarl, idioto. - Westchnal z cieplym usmiechem Chris.  - Zrobiles to co mogles.
-I tak czuje sie przez to strasznie.
-To przestan. - Chris pokrecil glowa patrzac zmartwiony na kolege. - Nie mozesz winic sie za cos takiego.
-Wiedziales o tym ze Matthew spotkal sie wczoraj z twoja matka? - Spytal zmieniajac szybko temat bialo wlosy. - Podobno jak wrocil byl strasznie wkurzony. Wrzeszczal cos na jej temat ale nie uslyszalem dokladnie.
-Naprawde? - Odparl zdziwiony chlopak. Zastanawial sie czy matka wie ze to byl on czy podal sie pod jakiegos policjanta albo listonosza. - Ciekawe o czym rozmawiali.
-Jak to o czym? - Rozesmial sie. - Oczywiscie ze o tobie. Musisz koniecznie z nim o tym porozmawiac. Mysle ze matka bedzie chciala cie zobaczyc.
-Jest tylko jedna osoba ktora chce zobaczyc w prawdziwym swiecie.
-Jaka? - Zapytal ze zdziwionym wyrazem twarzy James. - Zakladam ze raczej nie jest to twoja matka.
-Powiedzmy ze przyjaciolka. - Mruknal jak najciszej potrafil. - Nie zdazylem sie z nia pozegnac. Pewnie tez mysli ze popelnilem samobojstwo. Jest dla mnie bardzo wazna.
-Rozumiem...- Usmiechnal sie pocieszajaco bialo wlosy. - Musisz jutro z nim pogadac. Moze ci pozwoli, zobaczymy.
Chris zobaczyl ze przyjaciel zrobil sie nagle czerwony jak burak. "Zazdrosny czy jak?" - Pomyslal smiejac sie glosno.
-Co? - Zapytal zawstydzony James.
-Nic. - Christian smial sie jak oszalaly. - Dawno sie tak nie smialem, dziekuje.
-Przeciez nic nie zrobilem...
-Jestes caly czerwony, idioto! - Powiedzial opanowywujac smiech. - Czyzbys byl zazdrosny?
-Zwariowales?! - Krzyknal chlopak walac Chrisa poduszka w glowe. - Ja zazdrosny? Nie ma o co.
-Nie, w ogole...- Rozesmial sie ponownie biorac inna poduszke do reki. Walnal przyjaciela z calej sily w glowe. - Nie mow jakby mnie tu nie bylo.
Po chwili zaczeli tarzac sie ze smiechu po lozku. "Ciesze sie ze go poznalem. W koncu mam z kim pogadac." - Pomyslal Chris z lekkim usmiechem na twarzy. Piec minut pozniej zasneli zmeczeni ciaglym smiechem.

                                                                            ***
Christiana obudzily wczesnie rano promienie swiatla. Przeciagnal sie i podszedl do okna. "Przepiekna pogoda." - Pomyslal i spojrzal na Jamesa. Ten dalej smacznie spal. Chris okryl go koldra i wyszedl z pokoju. Nie jadl nic juz od paru dni a nawet nie czul glodu. "To znaczy ze anioly maja tez jakies plusy..." - Usmiechnal sie do siebie. Zobaczyl stojaca na korytarzu Marie. Niosla ubrania podspiewujac jakas wesola melodie. Widzac Chrisa od razu do niego podeszla z szerokim usmiechem.
-Jak sie spalo? - Spytala. Chlopak zaczerwienil sie wiedzac juz ze sluzaca pewnie widziala jak razem z bialo wlosym przyjacielem tarzali sie po lozku umierajac ze smiechu.
-Dobrze, dziekuje. - Odpowiedzial odwzajemniajac usmiech. - Naprawde mi sie tu podoba. Moze istnieja demony ale jestem przyzwyczajony ze zawsze musza byc jakies minusy i plusy sytuacji.
-Naprawde? - Odparla. - Bardzo sie ciesze ze juz sie tutaj zadomowiles. Matthew jest naprawde szczesliwy, juz dawno nie widzialam go w takim stanie. Bardzo obwinial sie za to ze wczesniej cie tutaj nie zabral. I kazal ci przekazac zebys uwazal na demony jesli bedziesz wychodzil z domu.
-Jest bardzo mily. - Westchnal Chris. - Dalej nie moge go zrozumiec, dlaczego przez te wszystkie lata dalej tak bardzo nienawidzi ludzi. Nie probuje nawet ich poznac. A co do demonow...Uwazam ze maja jakis powod aby nas atakowac. W jakims sensie wspolczuje im. Demony sie nie rodza. One tworza sie na podstawie koszmarnych doswiadczen.
-Tez tak uwazam. - Powiedziala kiwajac glowa ze zrozumieniem. - Porozmawiaj o tym z bratem, moze powie ci cos wiecej o tych dziwnych istotach.
-Jeden z nich krzyczal cos o moim ojcu.
-No widzisz. - Mruknela cicho. - Matt powinien byc teraz w stolowce.  Mozesz tam wstapic i z nim porozmawiac. Ja nie moge ci powiedziec niczego wiecej, sama zreszta niewiem za duzo.
-No dobrze. - Usmiechnal sie. - W takim razie pojde do niego. Mam zreszta do niego kilka spraw. Do widzenia.
Powiedzial radosnym glosem i podazyl za wspanialym zapachem do stolowki. Wszedl do duzego pomieszczenia gdzie zobaczyl siedzacego brata. Pisal cos w jakims zeszycie. Byl wyraznie pochloniety zajeciem. Kiedy zobaczyl Chrisa od razu odlozyl dlugopis i zamknal zeszyt. Spojrzal na niego zdziwiony. Chlopak podszedl blizej i usiadl obok Matta.
-Czesc. - Odparl spogladajac z ciekawoscia na zeszyt. - Mam do ciebie kilka spraw. Mozemy porozmawiac?
-Oczywiscie. - Powiedzial brat. - Musisz wiedziec ze zawsze mozesz do mnie przyjsc kiedy cos cie trapi, zawsze ci pomoge. Nie musisz nawet pytac.
-Dziekuje. - Rzekl nastolatek zdziwiony milym glosem brata. Pierwszy raz widzial go takiego radosnego. "Ciekawe kiedy zamierza powiedziec mi o wizycie u matki." - Pomyslal. - Kiedy moge odwiedzic swiat?
-Twoje drugie cialo jest juz gotowe ale...-  Baknal lekko zmieszany. - Mysle ze powinienes jeszcze pobyc przez jakies dwa tygodnie tutaj. Nie chce abys tak szybko znowu spotkal sie z ludzmi. Przepraszam.
-Mysle ze to ja wybieram co robie. - Stwierdzil mlody patrzac zdenerwowanie na starszego brata. - Nie mozesz mi tego zabronic.
-Robie to dla twojego dobra. - Oswiadczyl Matt aby nie wzbudzac klotni. - Musisz zrozumiec ze nie mozesz sie teraz spotkac z matka.
-Kto powiedzial ze chce sie spotkac akurat z nia?
-W takim razie z kim? - Spytal zaskoczony. - Wybacz mi, myslalem ze chodzi ci o nia.
-A jesli bym chcial to dlaczego nie? - Westchnal Chris. - Ale powracajac do tematu to chce sie z kims pozegnac.
-Nie jestes jeszcze na to gotowy. - Odpowiedzial. - Rozumiem. Kogo chcesz ze soba zabrac? Nie mozesz byc tam sam, demony moga cie w kazdej chwili dopasc.
-Myslalem nad Jamsem...- Mruknal z zamysleniem w glosie. - Ale nie chce go jeszcze bardziej narazac. W koncu mowiles ze moze umrzec z przepracowania. Dlatego zdecydowalem sie na Maxa.
-Jakiego znow Maxa? - Jeknal z zaklopotaniem w glosie Matthew. - No tak, James faktycznie nie jest w formie na takie wyprawy.
-Brat Mirandy, naprawde go nie znasz?
-Dlaczego on?! - Wykrzyknal zirytowany mezczyzna. - Uwazam ze on w zadnym razie nie powinien z toba tam byc.
-Jezus maria...- Steknal Chris. - Ty masz same problemy, wiesz? Nic ci nie pasuje czlowieku.
-Przypomne ci, ze nie jestem czlowiekiem.
-Tak sie mowi. - Rozesmial sie chlopak. - Ale podaj mi jaki kolwiek powod dlaczego nie Max. Uratowal mnie juz dwa razy.
-To wampir.
-Miranda to tez wampir i jest twoja przyjaciolka...- Usmiechnal sie podejrzanie.
-Ona jest inna.
-Ja chce Maxa! - Powiedzial zirytowany sytuacja Christian glosem zrozpaczonego dziecka ktore blaga o cos rodzica. - Ona wcale nie jest inna. Jest taka jak on.
-No dobra. - Brat w koncu dal sie ublagac. - Ale uwazaj na niego. I bardzo cie prosze abys nie dawal mu krwi, dla ciebie moze byc to niebezpieczne. Zreszta w jego sztucznym, prawdziwym ciele nie powinien miec pragnienia.
-Dobra, postanowione. - Odrzekl. - Kiedy i jak mam tam isc?
-Najpierw idz do tego calego Maxa i powiadom go o tym ze to wlasnie jego wybrales. - Westchnal ciezko Matthew. - A pozniej on bedzie wiedzial co robic.
-W takim razie czesc. - Pokiwal reka Chris i wybiegl szybko ze stolowki. Caly czas pamietal gdzie mieszka Max. Tylko zapomnial o demonach.


     

***Rozdzial 3 naszej powiesci. Czyli rozdzial w ktorym praktycznie nic sie nie dzieje ale mozna powiedziec ze jest to cisza przed burza. Burza czyli rozdzial piaty. Do zobaczenia!
   
                                                              
                                         
                                                                       Biedny Chris :(

piątek, 31 października 2014

Rozdzial 3 (?)

                                                                      3

-Dzien dobry! - Powiedzial ze szczerym usmiechem chlopak do kucharza sprzatajacego obecnie stol kucharza. - Nazywam sie Christian. Mieszkam tu od paru dni. Kiedy bedzie obiad?
-Jak sie ziemniaki ugotuja. - Mruknal cicho kucharz. - Zartuje. Za jakies dwie godziny. Przepraszam za to opoznienie ale po prostu przygotowywujemy specjalna kolacje dla jednego z waznych osob przebywajacych w tym pensjonacie i w obecnym czasie zajmujemy sie tylko tym.
-No dobrze... - Jeknal zawiedziony. - W takim razie wroce jak sie ugotuja ziemniaki.
Rozesmial sie wesolo. Kucharz rowniez. Wyszedl glodny ze stolowki. Poszedl do pokoju Jamesa. Po kilku minutach byl na miejscu. Zapukal dwa razy. Uslyszal ciche mrukniecie. Otworzyl drzwi. Zobaczyl lezacego na lozku Jamesa. Mial zakryta twarz. "Placze?" - Pomyslal Chris podchodzac do przyjaciela. Usiadl obok niego na drewnianym lozku. Spojrzal na niego z zamartwieniem w oczach. Nie wiedzial co powiedziec. Czul ze lamie mu sie serce gdy patrzyl na bialo wlosego. Ten odwrocil glowe. Popatrzyl w oczy Christianowi. Zlapal go za reke i ponownie ukryl twarz w rekach.
-Jestem demonem. - Krzyknal zalamanym glosem. - Jestem nikim. Nie licze sie. Jestem inny. Nie patrz na mnie.
-Uspokoj sie. - Chris pogladzil go ciepla reka po wlosach. - Nie mow takich rzeczy. Jestes najlepsza osoba ktora dotychczas poznalem. Czuje sie jakbysmy znali sie od wielu lat.
-Przepraszam...- Wyjeczal powoli. - Przepraszam jesli cie opuszcze i zostawie samego...Czuje sie tak samo. Jestes niesamowity.
-Nie zostawisz mnie idioto! - Ryknal nastolatek ze lzami w oczach. - Bede cie pilnowal, bede mial cie caly czas na oku, rozumiesz?! Masz odpoczywac, nie umrzesz.
-Umre...
-Zamknij sie. - Westchnal Chris widzac ze placz przyjaciela nagle ustal. - Posluchaj, to ze jestes demonem niezmienia faktu ze cie uwielbiam. Nie jestes nikim. Dla mnie sie liczysz. A teraz powiedz mi cala prawde o sobie, prosze cie.
-Jezeli musze...- Usmiechnal sie lekko James. - Moi prawdziwi rodzice sa demonami. Matka zdradzila ojca z aniolem...Ktorego nigdy nie poznalem. Kiedy sie urodzilem, matka porzucila mnie przed tym wlasnie domem. Zamieszkalem tutaj, zylem i sluzylem twojemu ojcu dziekujac za opieke ktora mnie obdarzyl...On mnie caly czas wykorzystuje. Moge polegac tylko na Matthewie ktory wyrecza mnie z niektorych zajec. Pol demony, pol anioly nie moga zyc tak dlugo jak zwykle anioly. Moj koniec juz sie zbliza...Przepraszam.
-Nic sie nie zbliza. - Christian odwzajemnil usmiech. - Obiecasz mi cos?
-Co?
-Wybierzemy sie kiedys razem do prawdziwego swiata? - Spytal kladac sie obok Jamesa na lozku. - Jestem strasznie zmeczony...Ale wracajac do tematu, bardzo chcialbym ci pokazac miasto z ktorego pochodze.
-Nigdy tam nie bylem. - Mruknal lekko speszony. - Jednak jesli ci tak na tym zalezy to zrobie to. Idz spac.
Chlopak okryl go koldra a sam wstal z miejsca.
-Lez tutaj, tylko mi nie uciekaj. - Rozesmial sie cieplo. - Ja ide sprawdzic czy juz ugotowali ziemniaki. Przyniose ci pozniej cos.
-Powinienes odpoczywac ale jak chcesz...- Westchnal radosnie Chris. - W takim razie do branoc.
James wyszedl z pokoju a chlopak zasnal po kilku minutach zmeczony rozmowa.

                                                                           ***
Obudzil sie po paru godzinach. Zobaczyl spanikowanego Jamesa ktory biegal w kolko po pokoju lapiac sie za glowe. Szybko stanal na rowne nogi ocierajac jednoczesnie oczy. "Co sie dzieje?" - Pomyslal. Bialo wlosy dopiero po kilku sekundach zobaczyl ze przyjaciel juz sie obudzil. Szybko zlapal go za reke ciagnac na korytarz.
-Demony sa w poblizu! - Wykrzyknal przerazony. - Biegnij na dol schodami, pozniej wyjdz z domu i biegnij caly czas prosto! Trafisz do lasu. Biegnij ile sil w nogach, rozumiesz? Schowaj sie gdzies. Jesli nie przezyje, przepraszam.
Christian poczul jak lzy zaczynaja kapac mu z oczu. James podszedl do niego i pogladzil go ciepla dlonia po wlosach. Usmiechnal sie serdecznie.
-Zrob to dla mnie. - Odparl i zaczal gdzies biec. "Czy on moze umrzec...?" - Pomyslal w tej chwili zaplakany Chris. Chcial i tak spelnic zyczenie przyjaciela. Zaczal biec tak jak mu kazal. Ciagle potykal sie o jakies dziwne przedmioty. Byl caly poobijany. Czul ze z nosa leci mu krew ale i tak biegl. Nie mogl zawiezc Jamesa. Po kilku sekundach zobaczyl bardzo wysokiego faceta. Byl caly ubrany na czarno. "Demon?" - Pomyslal probujac uciec. Ten jednak zatrzymal go sila.
-W koncu cie mam. - Rozesmial sie smiechem psychopaty. - Drugi syn tego psychopaty ktory probuje wymordowac nasz gatunek. Zniszcze cie, rozumiesz?!
Mezczyzna chwycil go mocno za gardlo. Czul ze sie dusi. Nie mial powietrza. Chcial krzyknac ale nie mogl. Po minucie mezczyzna rzucil nim o murek. Bylo coraz gorzej. Chris lezal caly zakrwawiony na chodniku. Nie mogl oddychac. Demon podszedl do niego blizej. Smial sie. Caly czas sie smial. Tak jakby uslyszal genialny zart. W tym momencie nastolatek uslyszal jakis glosny krzyk. Nie mogl rozpoznac glosu. Byl za slaby. Czul ze zaraz umrze.
-Z kim ja zyje...- Uslyszal zdenerwowany glos. Zobaczyl sylwetke bardzo przystojnego chlopaka, troche starszego od niego. Mial grzywke opadajaca na oko i dwa kolczyki w wardze. Wyglad idealnie. Ubrany w bordowy sweter i czarne rurki wygladem przypominal lekko Katherine w wersji czlowieka. Chwycil z calej sily demona za gardlo i rzucil nim o murek o ktory wlasnie opieral sie Chris. Bal sie. Czul niewiarygodne przerazenie. Widzial jednak ze chlopak probuje mu pomoc. Podszedl do niego i usmiechnal sie przyjaznie.
-Siema. - Powiedzial jakby nic sie nie stalo podajac nastolatkowi reke. Ten jednak nie mial nawet sily podniesc swojej dloni. Widzac to, facet wzial go na rece stekajac przy tym ciezko. - Zaniose cie do mojego mieszkania, dobra?
Chris skinal lekko glowa nie mogac wydusic z siebie slowa. Po dziesieciu minutach doszli do malego mieszkanka. Bylo bardzo zrujnowane. Wszedzie lezaly kartki. Sciany byly obdarte z czarnej tapety. Widac bylo ze dawno nikogo tam nie bylo. Tajemniczy mezczyzna polozyl go na dosc duza szara kanape i westchnal ocierajac reka czolo.
-Poczekaj, zaraz bedzie po wszystkim. - Odparl jakby nic sie nie stalo. Przylozyl reke do glowy Chrisa. Nastolatek spojrzal na swoje rece. Wszystkie rany znikaly. Nie czul juz bolu. "Kim on do cholery jest?" - Pomyslal krecac glowa ze zdziwieniem.
-Nie moge nic zrobic z twoim podbitym okiem i ranami na twarzy ale zrobilem co moglem. Juz nie bedzie cie bolec, wszystkie rany oprocz tych o ktorych przed chwila mowilem zniknely. - Usiadl na kanapie przecierajac sennie oczy.
-Kim jestes? - Spytal ciekawie Chris. Byl ciekawy kim jest ten facet. Jakis miejscowy lekarz? O co tu chodzilo? Facet wydawal sie strasznie podejrzany. Po co go ratowal?
-Jestem wampirem. - Usmiechnal sie tajemniczo jakby powiedzial cos normalnego. "Czyli sa demony, anioly i jeszcze wampiry." - Pomyslal Christian spogladajac ciekawie na faceta.
-Chodzilo mi o jakiejs dokladniejsze informacje...- Westchnal odwzajemniajac usmiech. - Na przyklad o twoje imie.
-Rozumiem. - Powiedzial powaznym tonem. - Mam na imie Max*. Waze jakies szescdziesiat kilogramow i mam metr 76.
-Ale jestes szczegolowy. - Rozesmial sie. - Jestem Chris. Bardzo ci dziekuje za to ze mnie wtedy uratowales...Wampiry potrafia kogos tak szybko uzdrawiac?
-Powiedzmy. - Westchnal jakby nastolatek powiedzial cos niewlasciwego. - Nie lubie demonow. Znecaja sie nad slabszymi. Musialem ci pomoc. Zostaniesz dluzej?
-Moge? - Odparl z podziwem dla Maxa. Jego tok myslenia naprawde mu odpowiadal. On chociaz go nie pobije. Calkowicie zapomnial o Jamesie ktory wlasnie w tym momencie walczyl z demonami chroniac domu. - Dzieki.
-Nie ma za co. - Pogladzil sie po glowie. - Mozesz spac na kanapie. Ja bede spal na podlodze bo niedawno sie wprowadzilem i jeszcze nic nie zdazylem zrobic, zreszta to widac.
Chris ponownie sie zasmial. Zauwazyl ze maja wrecz identyczne poczucie humoru wiec na pewno sie dogadaja.
-Opowiesz mi cos wiecej o wampirach?
-No dobrze. - Westchnal. - Ale najpierw ty opowiedz mi cos o sobie. Nie wygladasz na aniola ktory zyje tu od lat. Wygladales na strasznie przerazonego przy tym demonie.
-Jeszcze kilka dni temu bylem czlowiekiem. - Odparl cicho. - Nagle Katherine, aniol w ludzkiej osobie zaczepila mnie na ulicy. Wracalem akurat z parku, bylem tam spotkac sie z przyjacielem i zapomnialem telefonu. Oddala mi moj telefon i zaprosila do siebie. Pomyslalem ze jest bardzo mila...Dotarlismy do starej kamienicy. Nie bylem zbytnio zdziwiony bo wygladala dosc dziwnie wiec to miejsce do niej pasowalo. A tam zaczelismy gadac, ona zaczela mi opowiadac o tym ze jest inna...Przytulilem ja, pocieszylem a ona pokazala mi swoje skrzydla. Pozniej wszedl James. Pol demon pol aniol. Zaczelismy rozmawiac...A pozniej przeszedlem jakas przemiane i wygladam teraz jak wygladam. Poznalem tutaj swojego brata i ciocie oraz dowiedzialem sie ze mam ojca ktory jest krolem piekla. Myslalem ze znajduje sie w jakims psychiatryku. Teraz juz sie troche do tego przyzwyczailem.
-Mialem podobnie. - Mruknal wampir patrzac w podloge. - Tylko mnie porwaly demony. Pobily mnie. Bylem na skraju wyczerpania. Kiedy juz prawie umarlem moja siostra mnie uratowala. To znaczy ta siostra z piekla. I zaczelo sie...Zmiana wygladu, wyrosly mi zeby, musialem zywic sie krwia. To bylo obrzydliwe. Teraz sie przyzwyczailem ale i tak czuje do siebie okropna odraze. Czasami zaluje ze wtedy mnie nie zabili. Chociaz nie musialbym pic krwi.
Zamilkli. Cisza byla straszna. Mieli podobne przezycia. Wampir, byly czlowiek oraz aniol, rowniez byly czlowiek siedzieli teraz w jednym pokoju rozmyslajac nad swoimi zyciorysami. "Coby sie stalo gdybym umarl?" Mysleli o tym samym. "Poszedlbym do piekla czy do nieba?" Ich myslenie przerwalo pukanie do drzwi.
-Otwarte! - Krzyknal donosnym glosem Max. Do pokoju weszla wysoka blondynka. Miala krotkie blond wlosy spiete w kucyka. Na ustach dziewczyny Chris spostrzegl krew. Miala cale usta we krwi. "Wampiry." - Pomyslal. Nie zdziwil go ten widok. Nie poczul zadnej odrazy. Ludzie musza jesc, wampiry pic ludzka krew. To bylo dla niego normalne. W koncu byl w piekle - W miejscu w ktorym wszystko o czym nigdy nawet nie snil w prawdziwym swiecie bylo mozliwe.
-Siema! - Usmiechnela sie wesolo. Miala wampirze zeby. Byla ubrana w czerwono-krwista sukienke i biale sandaly. Usiadla z calym impetem na sofie obok chlopakow. - Widze ze masz nowego kolege, co Max? Jestem Miranda.
-To wlasnie moja siostra...- Jeknal patrzac na nia Max. - To wlasnie o niej ci opowiadalem. Tez jej nie znalem w prawdziwym swiecie.
-Ty czasem nie jestes tym drugim synem krola? - Spytala zdziwiona ale z jej twarzy nie znikal radosny usmiech. - Wiesz, znam dobrze twojego brata.
-Naprawde? - Odparl zdziwiony. - Jestem Christian. Opowiesz mi cos o nim? Niby to moj brat ale caly czas malo o nim wiem. Slyszalem troche jednak chce dowiedziec sie czegos konkretnego.
-Konkretnego? - Popatrzyla w sufit jakby sie nad czyms zastanawiala. - Strasznie martwi sie o innych. Nie ma zbyt duzo znajomych bo jest zawzietym pracoholikiem. Obiecal sobie ze nigdy nie bedzie mial dziewczyny. Nienawidzi ludzi. Ma wielki zal do swojej matki. Mysli ze jest idealem, troche zadufany w sobie ale jak mowilam martwi sie o innych...Nie wiem co jeszcze moge ci powiedziec.
-Ile sie znacie?
-Juz chyba jakies trzy lata...- Odpowiedziala kladac nogi na stole. - Brat, tez to czujesz?
Nagle zmienila temat a Chris kompletnie nie wiedzial o czym mowi.
-Demon. - Powiedzial powaznym tonem. Po jego oczach bylo widac ze jest maksymalnie przerazony i nie wie co robic. Wstal z sofy i zaczal sie rozgladac.
-Miranda, zostan tutaj i sprobuj cos zrobic. - Odparl szybko. - Ja musze stad isc i chronic Christiana. One przyszly tu po niego.
-Znowu zostane pobity...?- Spytal z przerazeniem w glosie.
-Sprobuje cie obronic. - Westchnal zmeczony ciaglym walczeniem z demonami. - Chodz za mna. Przed domem stoi moj motor. Musisz jechac bez kasku ale bede ostrozny wiec raczej nic sie nie stanie chociaz...Nie mam prawa jazdy ale trudno. Nie ma tutaj zbyt duzo psow.
Miranda poslusznie zaczela wykonywac rozkaz zaczynajac sie rozgladac po pokoju. Wyciagnela jakas dziwna rzecz przypominajaca pistolet z kieszeni. Chris szybko wybiegl razem z Maxem z mieszkania. Przed domem, tak jak powiedzial wampir stal duzy motor. Szybko wsiedli na scigacza. Nie przejmowali sie brakiem prawo jazdy. Teraz zycie bylo wazniejsze. Jechali naprawde szybko. Christian czul ze zaraz uderza w drzewo. Kurczowo trzymal sie Maxa jednak czul przy nowym przyjacielu ze jest bezpieczny. Po chwili z piskiem opon zatrzymali sie na srodku ulicy.
-Cholera! - Wykrzyknal Max glosno. - Nie mam wiecej paliwa. Czuje ze tutaj roi sie od demonow. Przykro mi ale nie bede mogl cie obronic. Musisz sobie radzic sam bo inaczej zabija nas obu. Uciekaj w lewo, jak najszybciej potrafisz, rozumiesz?!
Chris skinal glowa. Zaczal uciekac. Nic nie widzial. Byl srodek nocy. Znow ledwo oddychal. Byl zmeczony. Nie mial juz wiecej sily na uciekanie. Upadl na ziemie. Nie mial sily sie ruszyc. Po paru sekundach uslyszal czyjs smiech za swoimi plecami.
-Tym razem mnie tak nie zalatwicie! - Usmiechnal sie tajemniczo. Podniosl rece i zaczal nimi machac. Skrzydla nie chcialy wylonic. "Co sie z nimi dzieje?!" - Pomyslal. "Dlaczego nie dzialaja?" Nie myslac co robi szybko wstal na nogi i zaczal ponownie biec. Uslyszal ze smiech jest coraz blizej. Przerazil sie. Naprawde nie mogl sie juz ruszyc. Upadl na twarz. Poczul ze zaczyna leciec mu krew z nosa. Nie mogl jednak nic zrobic. Probowal ruszyc reka. NIC. Po prostu nie mogl. Byl na skraju swoich sil. Smiech byl juz naprawde blisko. Ktos zlapal go za reke. Myslal ze to reka Maxa a jednak...To byla reka demona. Scisnal ja tak mocno ze Chris poczul iz zaraz jego reka rozpadnie sie na najdrobniejsze kawaleczki. Demon podniosl go za reke do gory. Pozniej zlapal go za szyje...Znow zaczal dusic. Powtorka z rozrywki. Znowu to samo.
-Udus mnie! - Wykrzyknal nieswiadomy tego co mowi. - Mam to wszystko gdzies. Nie chce tu zyc! Jezeli ktos ma mnie dusic dwa razy dziennie dziekuje.
Wyjeczal cicho. Chcial dodac cos jeszcze ale nie mogl mowic. Demon nagle go puscil. "Co sie dzieje?" - Pomyslal. Zobaczyl zblizajaca sie sylwetke Maxa. Ten podbiegl do niego i wzial na rece jakby byl panna mloda. Zaczal biec. Ruszal sie niezmiernie szybko. Po pieciu minutach biegu puscil Chrisa. Mozna powiedziec ze wrecz rzucil nim o ziemie a sam ukleknal dyszac ciezko.
-Krwi...*- Szepnal bardzo cicho. - Potrzebuje krwi...
Christian poslusznie zdjal koszule i podszedl do przyjaciela. Znowu nie czul bolu. Pewnie Max zdazyl go juz uleczyc. Musial mu sie jakos odwdzieczyc. Chociaz we krwi. Tylko tyle mogl dla niego zrobic. Ukleknal. Max wbil swoje zeby w jego szyje. Pil krew przez minute a pozniej otarl usta rekawem i spojrzal na przyjaciela.
-Nie jestes juz zmeczony? - Spytal martwiac sie o niego. - Uleczylem przed chwila twoje rany. Dziekuje za to ze dales mi sie napic. Nie moge biec dalej bez krwi.
-Jestem gotowy. - Usmiechnal sie po czym zemdlal. "Wlasnie widze jaki jest gotowy. Pewnie to dlatego ze w ciagu doby nie powinienem go tyle razy uzdrawiac. Jezu." - Pomyslal Max. Wzial go ponownie na rece i znowu zaczal biec.
-Gra wkrotce sie zacznie*. - Westchnal mowiac do siebie.

  to be continued
*Wzorowalam postac Maxa na tym arcie: KLIK
*Wampiry w piekle aby miec sile musza pic krew co trzy dni. Jezeli tego nie zrobia moga umrzec w ciagu dwoch dni.
*W kolejnym rozdziale zostana wyjasnione przerazliwe slowa Maxa, mowiac gra mial na mysli cos w rodzaju wojny.
***Doszlismy juz do trzeciego rozdzialu! Jak widzicie dzieje sie, najpierw James, pozniej Matthew, teraz nasz kochany Max... Cos duzo tu przedstawicielow plci meskiej. Musze w koncu pomyslec nad jakas dziewczyna. No tak, Miranda...Ale ona bedzie pojawiac sie tylko raz na jakis czas. Co sadzicie o tym aby zrobic jakas dziewczyne ktora zakocha sie w Chrisie? (oczywiscie on nie odwzajemni tej milosci)
DO ZOBACZENIA! 

                                                     

2 rozdzial (?)

                                                                          2

Chlopak obudzil sie o dziesiatej rano. Zobaczyl siedzacego na fotelu Jamesa. Czytal ksiazke o poezji. Wyraznie czekal az Christian sie w koncu obudzi. Spojrzal na niego z marnym usmiechem.
-W koncu. - Jeknal odkladajac ksiazke na polke.
-Co ty tu robisz? - Chris przeciagnal sie i popatrzyl na bialo wlosego nastolatka. - Poza tym ile ty masz lat ze juz siwy jestes?
James rozesmial sie glosno.
-Jestem o wiele starszy od ciebie, o jakies tysiac lat. - Westchnal smutno. - Ale niewazne. Mialem cie zaprowadzic do Matthewa.
-Tysiac lat? - Zdziwil sie z lekkim usmieszkiem. - Widze ze dlugo juz zyjesz na tym swiecie. Czego moze chciec ode mnie ten stary pryk?
-Moglbys wyrazic troche wiecej wdziecznosci. - Mruknal chlopak. - Przez Matta nie bedziesz musial przechodzic tych wszystkich rzeczy.
-A nie mozemy sobie dzisiaj tego odposcic? - Usmiechnal sie blagajaco Christian spogladajac na nowego przyjaciela. - Nie mam ochoty z nim teraz rozmawiac. To troche za duzo dla mnie jak na ten czas.
-Rozumiem.
-To jak? - Odparl Chris przygladzajac wlosy.
-Ubieraj sie. - Rozesmial sie szalenie bialo wlosy aniol. - Pojdziemy do biblioteki, pokaze ci kilka miejsc.
-Najpierw powiedz mi gdzie sa moje ubrania.
-W lazience, szafka po lewej. - Powiedzial. - Pojdziesz sam czy mam ci pomoc sie przebrac?
Chlopak ponownie wybuchl szalonym smiechem. Chris rowniez rozesmial sie wesolo. Poczul ze James go wspiera. Najwyrazniej to prawda ze sie o wszystkich martwi. Chris poszedl szybko do lazienki i wlozyl naszykowane wczesniej przez Marie ubrania. Umyl zeby i przeczesal grzebieniem wlosy. Po chwili byl juz gotowy. James zlapal go w pasie i zaslonil oczy ciepla, duza dlonia. Kilka sekund pozniej znajdowali sie w bibliotece. Christian rozejrzal sie w okol siebie. Pomaranczowe sciany idealnie wspolgraly z wielkimi obrazami. Wszedzie byly przerozne ksiazki i wiele foteli. Usiadl na jednym z nich. Przyjaciel zrobil to samo.
-Czesto tu przychodze. - Mruknal cicho James. - Zawsze chcialem odwiedzic biblioteke w prawdziwym swiecie.
-Zapewniam cie, ze wyglada o wiele gorzej niz tutaj. - Usmiechnal sie Chris. - O co chodzi z ta teleportacja?
-Anioly ktore zyja dluzej w piekle maja przerozne umiejetnosci. - Odparl gestykulujac przy tym zawziecie. - Do tych umiejetnosci nalezy rowniez teleportacja. Mam zranione skrzydla, nie moge teraz latac.
-Matko boska. - Przestraszyl sie chlopak. - Co moglo ci sie stac w skrzydla?
-Powiedzmy ze maly wypadek...- Usmiechnal sie tajemniczo bialo wlosy. - Obiecasz mi ze opowiesz kiedys troche o twoim dawnym zyciu?
-Nie bylo w tym nic ekscytujacego o czym mozna byloby opowiadac. - Mruknal cicho. Jego zycie bylo monotonne, nic sie w nim nie dzialo. Chodzil do szkoly, wracal, odrabial zadanie domowe...Wszystko bylo takie normalne. Teraz mogl chociaz rozpoczac to wszystko na nowo i nie zyc juz w tej ciaglej monotonii.
-Musze ci cos powiedziec. - Westchnal James po chwili milczenia. - Czasem moga gonic cie rozni ludzie. To demony. Sa bardzo niebezpieczni. Wole zebys trzymal sie blisko mnie bo moga ci cos zrobic.
-No dobrze. - Jeknal. - Na poczatku gdy cie poznalem nie sadzilem ze potrafisz byc mily ale teraz...Naprawde cie polubilem, wiesz?
-Przepraszam. - Usmiechnal sie przepraszajaco. - Mozna powiedziec ze nie bylem w humorze.
Nastalo milczenie. Po paru minutach James zerwal sie nagle gwaltownie z miejsca i chwycil Chrisa za reke.
-Wyczuwam jakiegos demona. - Szepnal mu do ucha. - Chwyc sie mnie mocno, musimy stad leciec. Moja teleportacja nie dziala kiedy demony sa w poblizu. Nie puszczaj sie mnie, nie mozesz teraz latac. Twoje moce nie sa jeszcze az tak silne.
Christian skinal glowa. Po chwili unosili sie w powietrzu. Chlopak uwaznie przyjrzal sie wielkim skrzydlom przyjaciela. Byly o wiele wieksze od jego malych skrzydelek. Mialy intensywniejsza barwe i swiecily sie. Byly przepiekne. Po kilku sekundach James stanal. Znajdowali sie w jakims lesie. Ukleknal i zaczal lapac sie za gardlo. Wydawal dziwne odglosy jakby sie dusil.
-Odejdz! - Wykrzyknal do Chrisa. - Nie pozwole zebys widzial mnie w takim stanie, odejdz w tej chwili!
Chlopak poslusznie odszedl kilka krokow tak aby nie widziec przyjaciela. Byl przerazony sytuacja. Znajdowali sie w wielkim lesie. Zaraz powinno robic sie ciemno. Uslyszal glosny krzyk. Rozpoznal glos Jamesa. To on krzyczal. Momentalnie stanelo mu serce. Nie wiedzial co robic. Zlapal sie bezradnie za glowe. Nie chcial podchodzic do przyjaciela, nie wiedzial co sie dzieje. Uslyszal jeszcze raz glosny krzyk. Poczul ze kreci mu sie w glowie. Zemdlal.

                                                                       ***
-Cholera jasna. - Uslyszal cichy glos Jamesa. Otworzyl szybko oczy spogladajac na cala zakrwawiona twarz przyjaciela.
-James...- Jeknal cicho. - Co tu sie dzieje...
-Cale szczescie. - Christian zobaczyl splywajace lzy po zakrwawionych policzkach bialo wlosego chlopaka. - Balem sie ze cie strace. Zemdlales tak nagle.
-Nie przejmuj sie mna...- Wyjeczal czujac ze dalej kreci mu sie w glowie. - Zobacz lepiej jak ty wygladasz...
-Matthew zaraz tu przyjdzie. - Usmiechnal sie ze smutkiem w oczach. - Pomoze ci. Mogles umrzec, rozumiesz?! Wiesz jakbym sie czul gdybys teraz umarl?
-Po co mi on...
-Pomoze ci. - Westchnal zmartwiony stanem Chrisa. - Zabierze cie do domu i wytlumaczy co sie stalo, dobrze? O mnie sie nie martw. Spotkamy sie wkrotce. Do zobaczenia...
Po kilku sekundach chuda sylwetka chlopaka zniknela. "Jezu, co tu sie dzieje..." - Pomyslal ledwo zywy Christian niezdajacy sobie sprawy ze swojej sytuacji. Spojrzal na swoje rece. Byly cale we krwi. On lezal w kaluzy krwi. Wszystko bylo we krwi. Chlopak od razu gdy zobaczyl co sie dzieje oprzytomnial i wstal. Zobaczyl wysokiego mezczyzne. "No tak, Matthew." Brat od razu do niego podbiegl. Mial rozwiane wlosy i umazane rece we krwi. Cale jego ubranie bylo umazane w tej samej czarnej mazi co twarz Katherine przy ich pierwszym spotkaniu. Matthew dotknal ciepla reka jego policzka ocierajac lecaca lze. Przytulil go jednoczesnie glaskajac po glowie.
-Juz dobrze, nie martw sie...- Uspokajal mlodszego brata. Ten momentalnie przestal plakac wtulajac sie w ramie mezczyzny. Zamknal oczy. Zobaczyl ze znajduja sie teraz w jego pokoju. "Teleportacja." - Pomyslal wzdychajac.
-Odpocznij. - Powiedzial zatroskanym tonem brat. - Pozniej do ciebie przyjde, wyjasnie ci wszystko.
Chlopak polozyl sie szybko do lozka i probujac zapomniec o calej sytuacji zasnal.

                                                                              ***
-Nie wiem co ten idiota sobie myslal...- Uslyszal zdenerwowany glos brata. Wybudzony ze snu przez glosna rozmowe usiadl na lozku po czym przetarl oczy. Ujrzal siedzacego na fotelu Matthewa oraz piekna mloda kobiete ubrana w dluga czarna suknie. Kobieta miala zrobiony mocny makijaz i spiete wlosy w koka. Byla niesamowicie piekna. Wygladala tak jak prawdziwy aniol. Widzac ze Christian juz wstal usmiechnela sie do niego cieplo. Usiadla obok niego na lozku i poglaskala go po glowie.
-Witaj. - Powiedziala lapiac go za reke. - Jestem Elizabeth. Naprawde ciesze sie ze moge cie w koncu poznac. Gdy Matthew powiedzial mi, ze juz przybyles od razu wyruszylam w podroz aby cie odwiedzic. Jestem twoja ciotka. Siostra twojego ojca.
-Dzien dobry...- Jeknal oniesmielony chlopak. - Mi rowniez milo poznac.
Spojrzal ze zdziwieniem na brata. Ten z usmiechem przygladal sie calej sytuacji jakby wszystko bylo w normie.
-Jak ci sie u nas podoba? - Spytala z ciekawoscia w glosie. - Na pewno to musial byc wielki wstrzas dla takiego czlowieka jak ty.
-Nie ukrywam ze naprawde jestem zdumiony tym wszystkim. - Odparl. - Nagle poznaje moja rodzine o ktorej nigdy nie slyszalem, do tego jestem aniolem i ta wczesniejsza sytuacja...
-Matthew, moze w koncu wyjasnisz o co chodzilo? - Burknela do mezczyzny ktory dalej bacznie im sie przygladal. Ten westchnal cicho krecac glowa.
-Nie chcialem tego robic w twojej obecnosci ale coz. - Powiedzial zawiedzionym tonem. - James, ten idiota doskonale wiedzial ze powinien cie przyprowadzic do mnie a nie latac po jakis lasach...Nie rozumiem co on sobie myslal. Niby jest dorosly ale zachowuje sie jak kompletne dziecko. Tak wiec powiedzmy...Nie wiem jak to ujac. On nie jest do konca aniolem. Jego rodzice to demony. Biedak wie ze jego zycie wkrotce dobiegnie konca. Pol demony a pol anioly nie moga zyc tak jak normalne anioly a on ciagle przeciwstawia sie moim rozkazom, moge powiedziec ze prosi sie o smierc. Jednym z tych rozkazow bylo to iz nie moze latac naturalnym sposobem bo inaczej moze sie nawet wykrwawic na smierc. I tak sie stalo. Gdy lecieliscie oslabl i nie mogl juz dalej leciec. Wtedy zaczal krwawic i pojawily sie demony...Ktore chcialy cie zaatakowac. Im naprawde na tobie zalezy, jestes ich ofiara dlatego James musi cie chronic ale watpie ze pozwole mu to dalej robic. On mimo tego ze bardzo krwawil chcial cie uratowac, ty zemdlales...On zaczal zabijac demony. Walczyl do samego konca. Stad ta krew. Musi w obecnym czasie przebywac w lozku ale ma juz calkiem polamane skrzydla, do tego jego teleportacja oslabla. Rozumiesz co to znaczy? On sie wykancza. Mysle ze jak bedzie sie tak zachowywal dalej to nie pozyje wiecej niz dwa miesiace.
-Dlaczego mowisz o tym z taka lekkoscia?! - Wykrzyknal ze lzami w oczach Chris. Naprawde polubil Jamesa. Pierwszy raz w zyciu czul ze zdobyl prawdziwego przyjaciela a teraz slyszy ze on moze umrzec. "Nie. Nie dopuszcze do tego." - Pomyslal ocierajac oczy.
-Posluchaj. - Zaczal dalej przemawiac Matthew nie zwazajac na slowa brata. - Zauwazylem ze James traktuje cie calkiem inaczej od reszty. Zawsze bywa chamski, nienawidzi wszystkich otaczajacych go ludzi. Przy tobie zachowuje sie jak calkiem inna osoba. Tylko ty mozesz go przekonac do tego aby zmienil cos w swoim postepowaniu.
"Czyli jednak bardzo sie o niego martwi ale probuje tego nie okazywac." - Chris usmiechnal sie sam do siebie slyszac slowa brata.
-Przyjde do niego dzisiaj. - Postanowil obmyslajac juz to co powie. - Tylko dlaczego on jest taki tylko do mnie?
-Nie mam kompletnego pojecia. - Westchnal Matthew. - Mysle ze po prostu naprawde cie polubil. Nawet do mnie ciagla rzuca te swoje chamskie odzywki.
-Kim ty wlasciwie jestes? - Spytal ciekawy Chris. Od wczoraj zastanawial sie nad tym kim wlasciwie jest jego brat, jaka ma range w tym calym piekle. "Wydawal sie niesamowicie odpowiedzialny i taktowny wiec pewnie jest kims waznym." - Myslal.
-Zastepuje ojca. - Usmiechnal sie lekko zaskoczony pytaniem brata. Sam czasami nad tym rozmyslal. Nie jest zadnym zastepca. Jest sluga ojca, praktycznie nikim. Ojciec tylko nim chamsko pomiata. Chcial zmienic temat bo czul ze zaraz sie rozplacze. Nie chcial pokazywac swojej wrazliwosci przy dopiero co poznanym bracie. - Co do twojej matki, jakos sie trzyma. Kiedys mozesz ja odwiedzic ale w mojej obecnosci i w nowym ciele ktore ci stworzymy. Wszystkie anioly maja dwa ciala, swoje prawdziwe cialo czyli to w ktorym poruszaja sie po piekle i to w ktorym odwiedzaja swiat czyli swoje drugie cialo. Jak widzisz anioly w piekle wygladaja...Troche dziwacznie, czerwone oczy i podobne nieludzkie rzeczy dlatego musza posiadac dwa ciala.
-A co jak ktos w ludzkim ciele wyjawi prawde o piekle czlowiekowi?
-Hm...- Pomyslal przez chwile Matthew. - Wtedy czeka go kara smierci albo czasem czlowiek ktoremu o tym powiedzial umiera i budzi sie w piekle.
-Moze w koncu skonczysz klapac jadaczka, Matt i pozwolisz mi porozmawiac troche z Chrisem? - Warknela Elizabeth patrzac wrogo na siostrzenca.
-Uspokoj sie, kobieto. - Rozesmial sie glosno Matthew. - W takim razie wychodze tylko obiecaj mi ze wstapisz do Jamesa. Zostawiam was.
Mezczyzna wstal i wyszedl pospiesznym krokiem z pokoju. Christian dopiero teraz zobaczyl ze ma zmienione ubranie i nie ma na nim zadnego sladu krwi.  Usmiechnal sie do siebie. Ciocia patrzyla na niego z podziwem.
-Bardzo sie ciesze ze do nas dolaczyles. - Powiedziala. - Co u twojej matki? Nie przejmuj sie tym co twoj brat o niej mowi. Ma do niej wielka uraze. Moze postapila z tym ze go oddala i zostawila ojca bardzo nieodpowiedzialnie i glupio ale...Rozumiem ja. To musial byc dla niej wielki szok.
-Wlasciwie dlaczego on jest do niej tak wrogo nastawiony? - Spytal chlopak bawiac sie jednoczesnie poduszka. - Mam wrazenie ze nienawidzi ludzi.
-Opowiem ci cos. - Westchnela ciezko czujac sie zmuszona do opowiedzenia tej dlugiej historii. - Tylko nigdy nie mow o tym Mattowi. Obiecalam mu ze nikomu nie powiem, jest bardzo wrazliwy na punkcie tej historii. Do matki ma wielki zal, owszem ale to nie przez to tak bardzo nienawidzi ludzi. Kiedys przybyl do swiata ludzi w celu odwiedzenia matki i...W drodze do waszego domu poznal dziewczyne.Miala na imie Vanessa. Byla bardzo piekna. Mam nawet gdzies jej zdjecie, kiedys ci je pokaze. To byla milosc od pierwszego wejrzenia. Od razu sie w niej zakochal. Nie przejmowal sie tym ze byla czlowiekiem. Zaczepil ja, zaczeli rozmawiac...Pozniej co kilka dni odwiedzal ja w jej mieszkaniu. Wyjawil jej wszystkie sekrety, o tym ze jest aniolem, o piekle...Pewnego dnia nawet ja ze soba zabral mowiac wszystkim ze to rzekoma kobieta ktora jest boginia piekla. Jego ojciec jednak wyczul ze to klamstwo. Bardzo sie poklocili, ojciec strasznie go ochrzanil za to ze wyjawil zwyklej smiertelniczce wszystkie sekrety piekla. Wywalil go z domu, odebral wszystkie moce...Chlopak byl bezradny. Okazalo sie ze ta cala Vanessa byla naukowcem. Potrzebowala tych wszystkich informacji do swoich badan, tak naprawde go nie kochala i miala meza. Oczywiscie krol srogo ja ukaral torturami a pozniej kara smierci ale biedny Matt dalej nie moze sie po tym pozbierac. Najpierw matka, pozniej ta dziewczyna...Od tamtej chwili nienawidzil wszystkich ludzi. Oprocz ciebie. Ciebie zawsze kochal i obserwowal. Czesto przechodzil kolo waszego domu, jak jakies demony chcialy ci cos zrobic zawsze cie ochranial.
-Naprawde nazywala sie Vanessa? - Zapytal zdziwiony. - Mama kiedys opowiadala mi ze mielismy sasiadke o tym samym imieniu ktora nieszczesliwie zmarla na raka w bardzo mlodym wieku.
-Pewnie od razu poznala ze to nie byl zaden rak tylko to krol ja tak ukaral. - Usmiechnela sie. - Twoja mama ma bardzo dobre serce. Kocha Matta ale wstydzi sie tego.
-Wstydzic sie swojej milosci do dziecka? - Rozesmial sie chlopak. - Zalosne. Nawet nigdy mi o nim nie powiedziala, zreszta po czesci rozumiem ja.
-Nie miej do niej zalu. Poza tym twoj brat nie powiedzial ci calej prawdy o twojej mamie. Wcale nie czuje sie dobrze. Ale o tym bedziesz musial juz z nim kiedys porozmawiac.
-Juz mnie to nie interesuje. - Odparl. - Jestem teraz aniolem, nie mam juz z nia nic wspolnego. Pewnie nigdy sie nie spotkamy. Taki los.
-Naprawde stajesz sie aniolem! - Usmiechnela sie radosnie Elizabeth. - Wybacz ale musze juz uciekac. Praca wzywa. Nie zapomnij odwiedzic Jamesa. Za tydzien do ciebie wpadne i jeszcze porozmawiamy. Do zobaczenia!
Kobieta wstala podnoszac swoja suknie i wyszla z pokoju. "Cudowna rodzina mi sie trafila. Calkiem przyzwyczajam sie do tego wariactwa tylko Matt...Martwi mnie jego postawa, to ze dwoch ludzi go zranilo to nie znaczy ze wszyscy tacy sa." - Pomyslal smutno. "Musze z nim o tym porozmawiac ale najpierw James."
Szybko udal sie do lazienki. Wyciagnal koszule i uprane spodnie z szafy po czym szybko ubral sie i czeszac jednoczesnie wlosy umyl zeby. Pospiesznie wyszedl z pokoju kierujac sie do stolowki. "Zaraz sie nim zajme. Najpierw musze cos zjesc. " - Westchnal ciezko idac po schodach. Wszystko zaczelo sie ukladac. Chlopak przyzwyczajal sie do nowej rodziny i dziwnego miejsca. TO bylo jego nowe zycie. Musial po prostu zapomniec o przeszlosci i zyc dalej!



***No i drugi rozdzial! Jak obiecalam, wiecej Matthewa i troche z jego przeszlosci. Oczywiscie James tez musi byc jednak o wiele wiecej dialogow i akcji z nim bedzie w trzecim rozdziale. Teraz skupilam sie na tajemniczej cioci ktora naprawde nie jest tym za kogo sie podaje (wyjasnienie bedzie w bodajze 7 rozdziale) oraz na Matthewie. Pewnie zauwazyliscie ze czasem zdrabniam to imie na Matt aby nie powtarzac ciagle tej samej wersji. Mam nadzieje ze sie wam spodobalo! Do zobaczenia :)

TO BE CONTINUED

                                                                
                                                                         (Art wyzej przedstawia bohatera ktorego bedziecie mogli poznac w nastepnym rozdziale.)

ROZDZIAL PIERWSZY (?)

                                                  

                                                                              1

-Skad mialas pewnosc ze to on? - Christian uslyszal sciszony, cienki glos bialo wlosego chlopaka. - Wyglada zwyczajnie, a raczej wygladal.
-Wiesz, mam te wyczucie. - Rozesmiala sie glosno Kath*. - Poza tym byl bardzo blady i mial podobne oczy do krola, to musial byc on.
-Jestes z ciebie dumny, w koncu zrobilas cos pozytecznego. - Westchnal James z usmiechem na ustach. - Popatrz, budzi sie.
Chris spojrzal na nich ze zdziwieniem w oczach. Myslal ze to wszystko to byl jeden wielki sen. A jednak. Przetarl oczy i usiadl powoli. Rozejrzal sie w okol siebie. Siedzial na malym, drewnianym lozku w pokoju podobnym do tego od Katherine. Obok niego siedzial James a na fotelu przed nim lezala Kath. "Czyli to nie byl sen, to rzeczywistosc." - Pomyslal przerazony patrzac przestraszony na bialo wlosego chlopaka. Ten rzucil mu ostre spojrzenie.
-Tak wiec oczekujesz wyjasnien? - Spytal wrednie. - Coz. Kath, podaj mi lustro. Niech biedny chlopak zobaczy jak teraz wyglada.
Dziewczyna poslusznie podala Chrisowi swoj telefon z wlaczonym aparatem aby chlopak mogl sie przejrzec. Spojrzal. Przestraszyl sie samej swojej osoby. Byl bardzo blady, mial czarne wlosy i dziwne znaki na rekach. Jego oczy byly biale jak snieg. Upuscil telefon. Poczul ze dretwieje mu cialo. "To nie moze dziac sie naprawde." - Pomyslal rozgladajac sie zdesperowanie po pokoju. Wszystko bylo prawdziwe. Uszczypnal sie mocno. Poczul bol. To rzeczywistosc. To nie jest sen. Zostal wplatany w jakas chora gre i nie moze uciec. To koszmar. Koszmar o ktorym jeszcze nawet nigdy nie snil. Zaczal dotykac sie po twarzy aby upewnic sie na sto procent ze to nie jest sen. Dotknal swoich wlosow. Prawdziwe.
-Zdziwiony? - Rozesmial sie smiechem psychopaty James patrzac na Chrisa rozbawionym wzrokiem. - Wygladasz calkiem niezle, spojrz lepiej na mnie.
-Gdzie ja do cholery jestem? - Zapytal patrzac na bialo wlosego. - O co tu chodzi? Kim wy jestescie? Dlaczego nic nie rozumiem?!
-Mysle ze lepiej bedzie jak zaprowadzimy cie do twojego brata. - Westchnal ciezko biorac chlopaka za reke. Pociagnal go w strone drzwi. Po chwili James stanal za Chrisem i zakryl chlopakowi oczy reka. Po kilku sekundach zdjal reke z jego oczu. Oczom nastolatka ukazaly sie wielkie czerwone drzwi.
-Co to za miejsce? - Spytal Christian wpatrujac sie w drzwi. - Czuje sie jakbym juz kiedys tu byl ale nie kojarze tego miejsca.
-Otworz. Jezeli chcesz poznac prawde o sobie to otworz te drzwi i idz caly czas korytarzem prosto. Jesli bedziesz mnie szukac to powinienem gdzies sie krecic.
Bialo wlosy chlopak zniknal w mgnieniu oka, jakby go tu wcale nie bylo. Chris posluchal polecenia i otworzyl tajemnicze drzwi. Zobaczyl ciemnosc. Wszedl do srodka i szedl caly czas przed siebie. Zobaczyl swiatlo w tunelu. Szedl w jego kierunku. Po chwili ujrzal sylwetke wysokiego mlodego mezczyzny ubranego w czarny garnitur*. Mial idealnie ulozone brazowe wlosy i przepieke brazowe oczy. Podszedl do Christiana. Przytulil go. Chlopak poczul niewiarygodne cieplo od mezczyzny. Nigdy go nie widzial ale czul jakby znali sie od wielu lat. Odwzajemnil uscisk.
-Tak bardzo tesknilem...- Mezczyzna dalej usmiechal sie cieplo. Odsunal sie od Chrisa spogladajac na niego tajemniczo. - Bardzo wyrosles. Nie poznaje cie.
-Przepraszam ale kim wlasciwie jestes? - Zapytal grzecznie nastolatek.
-Wiedzialem ze nie bedziesz mnie pamietac. - Westchnal. - Jestem Matthew. Nie wiem czy moge ci powiedziec to tak nagle ale czuje ze sytuacja tego wymaga. Jestem twoim bratem.
-Co prosze? Nie mam brata, jestem jedynakiem. Zreszta nic mnie juz nie zdziwi, jestem niewiadomo gdzie, poznaje dziwnych ludzi, do tego dowiaduje sie ze mam brata i ojca. Super.
-W takim razie powiem ci cala prawde. - Powiedzial Matthew patrzac na mlodszego brata. - Twoja matka zaszla w ciaze w wieku szesnastu lat z twoim, jak rowniez moim ojcem. Urodzila mnie rok pozniej i porzucila. Wychowalem sie wlasnie tu. Znajdujemy sie w piekle. Wszyscy maja tu skrzydla co moze zdazyles zauwazyc. Kiedy mialem piec lat urodziles sie ty. Ciebie matka nie porzucila i wychowala wmawiajac ze nasz ojciec uciekl. Tak naprawde nasz ojciec jest krolem tego miejsca. Bardzo rzadko go widuje, mozliwe ze ty go nigdy nie spotkasz. Ale on nigdzie nie uciekl, nasza matka go po prostu nie chciala. Czesto w ludzkiej postaci wloczylem sie po prawdziwym swiecie. Obserwowalem cie przez te wszystkie lata. Ciesze sie ze w koncu mozemy sie spotkac.
-Moj ojciec jest krolem piekla. - Rozesmial sie Chris z niedowierzeniem. - A moj brat...Zreszta niewazne. W takim razie dlaczego nie moge dalej mieszkac na ziemi? Matka z pewnoscia sie o mnie martwi.
-Przykro mi mlody...- Usmiechnal sie ze smutkiem w oczach Matthew. - Ona nigdy sie o ciebie nie martwila. Siedziala ciagle w pracy, miala cie po prostu gdzies. Ja interesuje tylko czubek wlasnego nosa. Zabralismy cie stamtad dla twojego dobra. Bylbys w klopotach gdybys zostal tam chociaz kilka miesiecy dluzej.
-Matka musiala nas jakos utrzymac, nie mialem jej za zle tego ze...- Nastolatek poczul lze splywajaca z jego policzka. - Co mogloby mi sie niby stac i co ja mam tu robic?
-Twojemu zyciu zagrazalo niebezpieczenstwo. - Odparl brat patrzac ze wspolczuciem na mlodego. - Moglbys umrzec. Teraz twoja matka i twoi przyjaciele mysla...Ze popelniles samobojstwo. Wszyscy ludzie mysla ze umarles. Zabiles sie. Nie ma juz cie. Jestes tylko tu. Tu jest twoje zycie, rozumiesz?
-Zwariowaliscie? - Rozesmial sie ponownie przerazony sytuacja Chris. - Ja i samobojstwo? Ludzie nie zabijaja sie bez powodu a ja takiego powodu nie mialem. I odpowiedz mi w koncu na pytanie co ja mam tu wlasciwie robic.
-A kto bedzie nad tym rozmyslal? - Wzruszyl ramionami. - Zabiles sie i tyle. To tylko ludzie, i tak wkrotce o tym zapomna. Katherine ci pomoze. Od teraz potrafisz latac. Rozchyl swoje rece i zacznij nimi machac a wtedy zobaczysz swoje skrzydla i uniesiesz sie w powietrze. Mozesz zwiedzic to miejsce z wysokosci.
Chlopak sprobowal. Mial wielkie, czarne skrzydla. Byly piekne. Zawsze myslal ze anioly powinny miec biale skrzydla i zyc w niebie. Coz, tutaj to sie roznilo. Uniosl sie w powietrze i zaczal latac.
-W takim razie ide...A raczej lece. Do zobaczenia. - Usmiechnal sie do nowego brata. Jeszcze nie oswoil sie z sytuacja i ze swoim rzekomym samobojstwem. Nie zdazyl nawet sie z nikim pozegnac. Do tego ten tok myslenia Matthewa...To co mowil o tym ze ludzie o nim zapomna. Chyba nigdy nie mial stycznosci z prawdziwymi ludzmi, nie wiedzial co mowi. Zobaczyl jak brat mu macha. Uniosl sie jeszcze wyzej i przechylil. Lecial podziwiajac przepiekne chmury i widok na dole. Zobaczyl inne latajace anioly. Po chwili wyladowal w jakims budynku. Zaczal sie rozgladac. Ujrzal starsza kobiete ubrana w fartuch sprzataczki. Kobieta rowniez na niego podejrzliwie spojrzala ale po chwili usmiechnela sie radosnie.
-Czyzby mlody Devide? - Spytala nie odrywajac spojrzenia od chlopaka. Ten zdziwil sie lekko. "Jaki do cholery jasnej Devide?" - Pomyslal nie kojarzac nawet tego nazwiska.
-Nie, jestem Chris...- Zaczal ale kobieta szybko mu przerwala.
-No tak, powinnam sie spodziewac ze Matthew nawet nie zdazyl ci wspomniec ze wasze prawdziwe nazwisko to Devide. Witaj, Christian. Jestem tutaj sluzaca. Nazywam sie Maria VanDroger. Dostalam zadanie aby oprowadzic cie po tym oto domu i zaprowadzic do pokoju.
-Rozumiem...- Powiedzial z usmiechem chlopak. Nowe zycie, w calkiem innym miejscu. Wszystko bylo tu dosc znajome ale przerazajace. Bal sie jednak jednoczesnie chcial zobaczyc wiecej, zostac tu na zawsze i poznac swoja prawdziwa rodzine. Sluzaca Maria wskazala reka na duzy korytarz.
-To jest glowny korytarz. - Odparla wesolo. - Tam dalej jest stolowka. Jezeli bedziesz glodny to smialo przyjdz a kucharze zrobia ci obiad.
Po kilku minutach doszli naprawde dlugimi schodami na sama gore. Sluzaca wskazala mu pokoj numer 224 i podala klucz do reki.
-To twoj pokoj, tu bedziesz mieszkal. - Wskazala drzwi. - Jezeli bedziesz mial jakis problem to mieszkam w pokoju numer 230. To blisko od twojego. James mieszka w pokoju 200 a Katherine w 150.
-Wlasciwie to co sie stalo z Jamesem? - Spytal z ciekawoscia w oczach. - Jak tu wyladowal? Wydaje mi sie bardzo zagubiony w sobie.
-Wrecz przeciwnie. - Westchnela ciezko Maria. - Jest bardzo inteligentny, uwielbia poezje ale mozna powiedziec ze czasem bywa chamski i zamkniety w sobie. Tak naprawde bardzo martwi sie o wszystkich ludzi ktorzy go otaczaja. Matka porzucila go w wieku dziesieciu lat, twoj ojciec z wielka checia przyjal go do tego domu i wychowal jak wlasnego syna.
-Aha...- Jeknal Christian zaskoczony lekko odpowiedzia. - W takim razie ja juz pojde do pokoju, jestem bardzo zmeczony. Milego popoludnia.
Chlopak grzecznie pozegnal sie ze sluzaca i otworzyl drzwi pokoju. Zobaczyl dosc duzy pokoj z wlasna lazienka. Sciany byly pomalowane na bialo. Na srodku pokoju stalo duze czarne lozko. Obok staly dwa fotele i stol. Na scianie wisial pokazny obraz na ktorym widnial upadly aniol. Nic wiecej sie tu nie znajdowalo. Pokoj wygladal jednak fantastycznie, byl skromny ale przepiekny. Chris szybko polozyl sie na lozku i w kilka sekund zasnal.














*Kiedy Christian sie budzi, Katherine nie jest juz w ludzkiej osobie tylko w swojej naturze. Wyglada mniej wiecej tak: KLIK James juz w tamtym czasie byl w swoim anielim ciele.

*Matthew, starszy brat Chrisa jest wzorowany z wygladu na postaci anime "VAMPIRE KNIGHT" Kuranie Kaname. Art z kuranem: KLIK Jesli ktos jest ciekawy czy w opowiadaniu wystapia wampiry to z gory moge wam powiedziec ze odpowiedz brzmi TAK, ale Matthew niestety nim nie bedzie. 
***I znowu pare slow ode mnie! Bardzo krotki rozdzial. Nie bylo jednak sensu ciagnac go dalej bo wszystko zostalo idealnie wyjasnione. Mam nadzieje ze wam sie podobalo i bedziecie czekac na kolejny rozdzial ktory nadejdzie juz niebawem! :) (Dla fanek Matthewa: W drugim rozdziale bedzie go wiecej :D)