Chlopak obudzil sie o dziesiatej rano. Zobaczyl siedzacego na fotelu Jamesa. Czytal ksiazke o poezji. Wyraznie czekal az Christian sie w koncu obudzi. Spojrzal na niego z marnym usmiechem.
-W koncu. - Jeknal odkladajac ksiazke na polke.
-Co ty tu robisz? - Chris przeciagnal sie i popatrzyl na bialo wlosego nastolatka. - Poza tym ile ty masz lat ze juz siwy jestes?
James rozesmial sie glosno.
-Jestem o wiele starszy od ciebie, o jakies tysiac lat. - Westchnal smutno. - Ale niewazne. Mialem cie zaprowadzic do Matthewa.
-Tysiac lat? - Zdziwil sie z lekkim usmieszkiem. - Widze ze dlugo juz zyjesz na tym swiecie. Czego moze chciec ode mnie ten stary pryk?
-Moglbys wyrazic troche wiecej wdziecznosci. - Mruknal chlopak. - Przez Matta nie bedziesz musial przechodzic tych wszystkich rzeczy.
-A nie mozemy sobie dzisiaj tego odposcic? - Usmiechnal sie blagajaco Christian spogladajac na nowego przyjaciela. - Nie mam ochoty z nim teraz rozmawiac. To troche za duzo dla mnie jak na ten czas.
-Rozumiem.
-To jak? - Odparl Chris przygladzajac wlosy.
-Ubieraj sie. - Rozesmial sie szalenie bialo wlosy aniol. - Pojdziemy do biblioteki, pokaze ci kilka miejsc.
-Najpierw powiedz mi gdzie sa moje ubrania.
-W lazience, szafka po lewej. - Powiedzial. - Pojdziesz sam czy mam ci pomoc sie przebrac?
Chlopak ponownie wybuchl szalonym smiechem. Chris rowniez rozesmial sie wesolo. Poczul ze James go wspiera. Najwyrazniej to prawda ze sie o wszystkich martwi. Chris poszedl szybko do lazienki i wlozyl naszykowane wczesniej przez Marie ubrania. Umyl zeby i przeczesal grzebieniem wlosy. Po chwili byl juz gotowy. James zlapal go w pasie i zaslonil oczy ciepla, duza dlonia. Kilka sekund pozniej znajdowali sie w bibliotece. Christian rozejrzal sie w okol siebie. Pomaranczowe sciany idealnie wspolgraly z wielkimi obrazami. Wszedzie byly przerozne ksiazki i wiele foteli. Usiadl na jednym z nich. Przyjaciel zrobil to samo.
-Czesto tu przychodze. - Mruknal cicho James. - Zawsze chcialem odwiedzic biblioteke w prawdziwym swiecie.
-Zapewniam cie, ze wyglada o wiele gorzej niz tutaj. - Usmiechnal sie Chris. - O co chodzi z ta teleportacja?
-Anioly ktore zyja dluzej w piekle maja przerozne umiejetnosci. - Odparl gestykulujac przy tym zawziecie. - Do tych umiejetnosci nalezy rowniez teleportacja. Mam zranione skrzydla, nie moge teraz latac.
-Matko boska. - Przestraszyl sie chlopak. - Co moglo ci sie stac w skrzydla?
-Powiedzmy ze maly wypadek...- Usmiechnal sie tajemniczo bialo wlosy. - Obiecasz mi ze opowiesz kiedys troche o twoim dawnym zyciu?
-Nie bylo w tym nic ekscytujacego o czym mozna byloby opowiadac. - Mruknal cicho. Jego zycie bylo monotonne, nic sie w nim nie dzialo. Chodzil do szkoly, wracal, odrabial zadanie domowe...Wszystko bylo takie normalne. Teraz mogl chociaz rozpoczac to wszystko na nowo i nie zyc juz w tej ciaglej monotonii.
-Musze ci cos powiedziec. - Westchnal James po chwili milczenia. - Czasem moga gonic cie rozni ludzie. To demony. Sa bardzo niebezpieczni. Wole zebys trzymal sie blisko mnie bo moga ci cos zrobic.
-No dobrze. - Jeknal. - Na poczatku gdy cie poznalem nie sadzilem ze potrafisz byc mily ale teraz...Naprawde cie polubilem, wiesz?
-Przepraszam. - Usmiechnal sie przepraszajaco. - Mozna powiedziec ze nie bylem w humorze.
Nastalo milczenie. Po paru minutach James zerwal sie nagle gwaltownie z miejsca i chwycil Chrisa za reke.
-Wyczuwam jakiegos demona. - Szepnal mu do ucha. - Chwyc sie mnie mocno, musimy stad leciec. Moja teleportacja nie dziala kiedy demony sa w poblizu. Nie puszczaj sie mnie, nie mozesz teraz latac. Twoje moce nie sa jeszcze az tak silne.
Christian skinal glowa. Po chwili unosili sie w powietrzu. Chlopak uwaznie przyjrzal sie wielkim skrzydlom przyjaciela. Byly o wiele wieksze od jego malych skrzydelek. Mialy intensywniejsza barwe i swiecily sie. Byly przepiekne. Po kilku sekundach James stanal. Znajdowali sie w jakims lesie. Ukleknal i zaczal lapac sie za gardlo. Wydawal dziwne odglosy jakby sie dusil.
-Odejdz! - Wykrzyknal do Chrisa. - Nie pozwole zebys widzial mnie w takim stanie, odejdz w tej chwili!
Chlopak poslusznie odszedl kilka krokow tak aby nie widziec przyjaciela. Byl przerazony sytuacja. Znajdowali sie w wielkim lesie. Zaraz powinno robic sie ciemno. Uslyszal glosny krzyk. Rozpoznal glos Jamesa. To on krzyczal. Momentalnie stanelo mu serce. Nie wiedzial co robic. Zlapal sie bezradnie za glowe. Nie chcial podchodzic do przyjaciela, nie wiedzial co sie dzieje. Uslyszal jeszcze raz glosny krzyk. Poczul ze kreci mu sie w glowie. Zemdlal.
***
-Cholera jasna. - Uslyszal cichy glos Jamesa. Otworzyl szybko oczy spogladajac na cala zakrwawiona twarz przyjaciela.
-James...- Jeknal cicho. - Co tu sie dzieje...
-Cale szczescie. - Christian zobaczyl splywajace lzy po zakrwawionych policzkach bialo wlosego chlopaka. - Balem sie ze cie strace. Zemdlales tak nagle.
-Nie przejmuj sie mna...- Wyjeczal czujac ze dalej kreci mu sie w glowie. - Zobacz lepiej jak ty wygladasz...
-Matthew zaraz tu przyjdzie. - Usmiechnal sie ze smutkiem w oczach. - Pomoze ci. Mogles umrzec, rozumiesz?! Wiesz jakbym sie czul gdybys teraz umarl?
-Po co mi on...
-Pomoze ci. - Westchnal zmartwiony stanem Chrisa. - Zabierze cie do domu i wytlumaczy co sie stalo, dobrze? O mnie sie nie martw. Spotkamy sie wkrotce. Do zobaczenia...
Po kilku sekundach chuda sylwetka chlopaka zniknela. "Jezu, co tu sie dzieje..." - Pomyslal ledwo zywy Christian niezdajacy sobie sprawy ze swojej sytuacji. Spojrzal na swoje rece. Byly cale we krwi. On lezal w kaluzy krwi. Wszystko bylo we krwi. Chlopak od razu gdy zobaczyl co sie dzieje oprzytomnial i wstal. Zobaczyl wysokiego mezczyzne. "No tak, Matthew." Brat od razu do niego podbiegl. Mial rozwiane wlosy i umazane rece we krwi. Cale jego ubranie bylo umazane w tej samej czarnej mazi co twarz Katherine przy ich pierwszym spotkaniu. Matthew dotknal ciepla reka jego policzka ocierajac lecaca lze. Przytulil go jednoczesnie glaskajac po glowie.
-Juz dobrze, nie martw sie...- Uspokajal mlodszego brata. Ten momentalnie przestal plakac wtulajac sie w ramie mezczyzny. Zamknal oczy. Zobaczyl ze znajduja sie teraz w jego pokoju. "Teleportacja." - Pomyslal wzdychajac.
-Odpocznij. - Powiedzial zatroskanym tonem brat. - Pozniej do ciebie przyjde, wyjasnie ci wszystko.
Chlopak polozyl sie szybko do lozka i probujac zapomniec o calej sytuacji zasnal.
***
-Nie wiem co ten idiota sobie myslal...- Uslyszal zdenerwowany glos brata. Wybudzony ze snu przez glosna rozmowe usiadl na lozku po czym przetarl oczy. Ujrzal siedzacego na fotelu Matthewa oraz piekna mloda kobiete ubrana w dluga czarna suknie. Kobieta miala zrobiony mocny makijaz i spiete wlosy w koka. Byla niesamowicie piekna. Wygladala tak jak prawdziwy aniol. Widzac ze Christian juz wstal usmiechnela sie do niego cieplo. Usiadla obok niego na lozku i poglaskala go po glowie.
-Witaj. - Powiedziala lapiac go za reke. - Jestem Elizabeth. Naprawde ciesze sie ze moge cie w koncu poznac. Gdy Matthew powiedzial mi, ze juz przybyles od razu wyruszylam w podroz aby cie odwiedzic. Jestem twoja ciotka. Siostra twojego ojca.
-Dzien dobry...- Jeknal oniesmielony chlopak. - Mi rowniez milo poznac.
Spojrzal ze zdziwieniem na brata. Ten z usmiechem przygladal sie calej sytuacji jakby wszystko bylo w normie.
-Jak ci sie u nas podoba? - Spytala z ciekawoscia w glosie. - Na pewno to musial byc wielki wstrzas dla takiego czlowieka jak ty.
-Nie ukrywam ze naprawde jestem zdumiony tym wszystkim. - Odparl. - Nagle poznaje moja rodzine o ktorej nigdy nie slyszalem, do tego jestem aniolem i ta wczesniejsza sytuacja...
-Matthew, moze w koncu wyjasnisz o co chodzilo? - Burknela do mezczyzny ktory dalej bacznie im sie przygladal. Ten westchnal cicho krecac glowa.
-Nie chcialem tego robic w twojej obecnosci ale coz. - Powiedzial zawiedzionym tonem. - James, ten idiota doskonale wiedzial ze powinien cie przyprowadzic do mnie a nie latac po jakis lasach...Nie rozumiem co on sobie myslal. Niby jest dorosly ale zachowuje sie jak kompletne dziecko. Tak wiec powiedzmy...Nie wiem jak to ujac. On nie jest do konca aniolem. Jego rodzice to demony. Biedak wie ze jego zycie wkrotce dobiegnie konca. Pol demony a pol anioly nie moga zyc tak jak normalne anioly a on ciagle przeciwstawia sie moim rozkazom, moge powiedziec ze prosi sie o smierc. Jednym z tych rozkazow bylo to iz nie moze latac naturalnym sposobem bo inaczej moze sie nawet wykrwawic na smierc. I tak sie stalo. Gdy lecieliscie oslabl i nie mogl juz dalej leciec. Wtedy zaczal krwawic i pojawily sie demony...Ktore chcialy cie zaatakowac. Im naprawde na tobie zalezy, jestes ich ofiara dlatego James musi cie chronic ale watpie ze pozwole mu to dalej robic. On mimo tego ze bardzo krwawil chcial cie uratowac, ty zemdlales...On zaczal zabijac demony. Walczyl do samego konca. Stad ta krew. Musi w obecnym czasie przebywac w lozku ale ma juz calkiem polamane skrzydla, do tego jego teleportacja oslabla. Rozumiesz co to znaczy? On sie wykancza. Mysle ze jak bedzie sie tak zachowywal dalej to nie pozyje wiecej niz dwa miesiace.
-Dlaczego mowisz o tym z taka lekkoscia?! - Wykrzyknal ze lzami w oczach Chris. Naprawde polubil Jamesa. Pierwszy raz w zyciu czul ze zdobyl prawdziwego przyjaciela a teraz slyszy ze on moze umrzec. "Nie. Nie dopuszcze do tego." - Pomyslal ocierajac oczy.
-Posluchaj. - Zaczal dalej przemawiac Matthew nie zwazajac na slowa brata. - Zauwazylem ze James traktuje cie calkiem inaczej od reszty. Zawsze bywa chamski, nienawidzi wszystkich otaczajacych go ludzi. Przy tobie zachowuje sie jak calkiem inna osoba. Tylko ty mozesz go przekonac do tego aby zmienil cos w swoim postepowaniu.
"Czyli jednak bardzo sie o niego martwi ale probuje tego nie okazywac." - Chris usmiechnal sie sam do siebie slyszac slowa brata.
-Przyjde do niego dzisiaj. - Postanowil obmyslajac juz to co powie. - Tylko dlaczego on jest taki tylko do mnie?
-Nie mam kompletnego pojecia. - Westchnal Matthew. - Mysle ze po prostu naprawde cie polubil. Nawet do mnie ciagla rzuca te swoje chamskie odzywki.
-Kim ty wlasciwie jestes? - Spytal ciekawy Chris. Od wczoraj zastanawial sie nad tym kim wlasciwie jest jego brat, jaka ma range w tym calym piekle. "Wydawal sie niesamowicie odpowiedzialny i taktowny wiec pewnie jest kims waznym." - Myslal.
-Zastepuje ojca. - Usmiechnal sie lekko zaskoczony pytaniem brata. Sam czasami nad tym rozmyslal. Nie jest zadnym zastepca. Jest sluga ojca, praktycznie nikim. Ojciec tylko nim chamsko pomiata. Chcial zmienic temat bo czul ze zaraz sie rozplacze. Nie chcial pokazywac swojej wrazliwosci przy dopiero co poznanym bracie. - Co do twojej matki, jakos sie trzyma. Kiedys mozesz ja odwiedzic ale w mojej obecnosci i w nowym ciele ktore ci stworzymy. Wszystkie anioly maja dwa ciala, swoje prawdziwe cialo czyli to w ktorym poruszaja sie po piekle i to w ktorym odwiedzaja swiat czyli swoje drugie cialo. Jak widzisz anioly w piekle wygladaja...Troche dziwacznie, czerwone oczy i podobne nieludzkie rzeczy dlatego musza posiadac dwa ciala.
-A co jak ktos w ludzkim ciele wyjawi prawde o piekle czlowiekowi?
-Hm...- Pomyslal przez chwile Matthew. - Wtedy czeka go kara smierci albo czasem czlowiek ktoremu o tym powiedzial umiera i budzi sie w piekle.
-Moze w koncu skonczysz klapac jadaczka, Matt i pozwolisz mi porozmawiac troche z Chrisem? - Warknela Elizabeth patrzac wrogo na siostrzenca.
-Uspokoj sie, kobieto. - Rozesmial sie glosno Matthew. - W takim razie wychodze tylko obiecaj mi ze wstapisz do Jamesa. Zostawiam was.
Mezczyzna wstal i wyszedl pospiesznym krokiem z pokoju. Christian dopiero teraz zobaczyl ze ma zmienione ubranie i nie ma na nim zadnego sladu krwi. Usmiechnal sie do siebie. Ciocia patrzyla na niego z podziwem.
-Bardzo sie ciesze ze do nas dolaczyles. - Powiedziala. - Co u twojej matki? Nie przejmuj sie tym co twoj brat o niej mowi. Ma do niej wielka uraze. Moze postapila z tym ze go oddala i zostawila ojca bardzo nieodpowiedzialnie i glupio ale...Rozumiem ja. To musial byc dla niej wielki szok.
-Wlasciwie dlaczego on jest do niej tak wrogo nastawiony? - Spytal chlopak bawiac sie jednoczesnie poduszka. - Mam wrazenie ze nienawidzi ludzi.
-Opowiem ci cos. - Westchnela ciezko czujac sie zmuszona do opowiedzenia tej dlugiej historii. - Tylko nigdy nie mow o tym Mattowi. Obiecalam mu ze nikomu nie powiem, jest bardzo wrazliwy na punkcie tej historii. Do matki ma wielki zal, owszem ale to nie przez to tak bardzo nienawidzi ludzi. Kiedys przybyl do swiata ludzi w celu odwiedzenia matki i...W drodze do waszego domu poznal dziewczyne.Miala na imie Vanessa. Byla bardzo piekna. Mam nawet gdzies jej zdjecie, kiedys ci je pokaze. To byla milosc od pierwszego wejrzenia. Od razu sie w niej zakochal. Nie przejmowal sie tym ze byla czlowiekiem. Zaczepil ja, zaczeli rozmawiac...Pozniej co kilka dni odwiedzal ja w jej mieszkaniu. Wyjawil jej wszystkie sekrety, o tym ze jest aniolem, o piekle...Pewnego dnia nawet ja ze soba zabral mowiac wszystkim ze to rzekoma kobieta ktora jest boginia piekla. Jego ojciec jednak wyczul ze to klamstwo. Bardzo sie poklocili, ojciec strasznie go ochrzanil za to ze wyjawil zwyklej smiertelniczce wszystkie sekrety piekla. Wywalil go z domu, odebral wszystkie moce...Chlopak byl bezradny. Okazalo sie ze ta cala Vanessa byla naukowcem. Potrzebowala tych wszystkich informacji do swoich badan, tak naprawde go nie kochala i miala meza. Oczywiscie krol srogo ja ukaral torturami a pozniej kara smierci ale biedny Matt dalej nie moze sie po tym pozbierac. Najpierw matka, pozniej ta dziewczyna...Od tamtej chwili nienawidzil wszystkich ludzi. Oprocz ciebie. Ciebie zawsze kochal i obserwowal. Czesto przechodzil kolo waszego domu, jak jakies demony chcialy ci cos zrobic zawsze cie ochranial.
-Naprawde nazywala sie Vanessa? - Zapytal zdziwiony. - Mama kiedys opowiadala mi ze mielismy sasiadke o tym samym imieniu ktora nieszczesliwie zmarla na raka w bardzo mlodym wieku.
-Pewnie od razu poznala ze to nie byl zaden rak tylko to krol ja tak ukaral. - Usmiechnela sie. - Twoja mama ma bardzo dobre serce. Kocha Matta ale wstydzi sie tego.
-Wstydzic sie swojej milosci do dziecka? - Rozesmial sie chlopak. - Zalosne. Nawet nigdy mi o nim nie powiedziala, zreszta po czesci rozumiem ja.
-Nie miej do niej zalu. Poza tym twoj brat nie powiedzial ci calej prawdy o twojej mamie. Wcale nie czuje sie dobrze. Ale o tym bedziesz musial juz z nim kiedys porozmawiac.
-Juz mnie to nie interesuje. - Odparl. - Jestem teraz aniolem, nie mam juz z nia nic wspolnego. Pewnie nigdy sie nie spotkamy. Taki los.
-Naprawde stajesz sie aniolem! - Usmiechnela sie radosnie Elizabeth. - Wybacz ale musze juz uciekac. Praca wzywa. Nie zapomnij odwiedzic Jamesa. Za tydzien do ciebie wpadne i jeszcze porozmawiamy. Do zobaczenia!
Kobieta wstala podnoszac swoja suknie i wyszla z pokoju. "Cudowna rodzina mi sie trafila. Calkiem przyzwyczajam sie do tego wariactwa tylko Matt...Martwi mnie jego postawa, to ze dwoch ludzi go zranilo to nie znaczy ze wszyscy tacy sa." - Pomyslal smutno. "Musze z nim o tym porozmawiac ale najpierw James."
Szybko udal sie do lazienki. Wyciagnal koszule i uprane spodnie z szafy po czym szybko ubral sie i czeszac jednoczesnie wlosy umyl zeby. Pospiesznie wyszedl z pokoju kierujac sie do stolowki. "Zaraz sie nim zajme. Najpierw musze cos zjesc. " - Westchnal ciezko idac po schodach. Wszystko zaczelo sie ukladac. Chlopak przyzwyczajal sie do nowej rodziny i dziwnego miejsca. TO bylo jego nowe zycie. Musial po prostu zapomniec o przeszlosci i zyc dalej!
***No i drugi rozdzial! Jak obiecalam, wiecej Matthewa i troche z jego przeszlosci. Oczywiscie James tez musi byc jednak o wiele wiecej dialogow i akcji z nim bedzie w trzecim rozdziale. Teraz skupilam sie na tajemniczej cioci ktora naprawde nie jest tym za kogo sie podaje (wyjasnienie bedzie w bodajze 7 rozdziale) oraz na Matthewie. Pewnie zauwazyliscie ze czasem zdrabniam to imie na Matt aby nie powtarzac ciagle tej samej wersji. Mam nadzieje ze sie wam spodobalo! Do zobaczenia :)
TO BE CONTINUED
(Art wyzej przedstawia bohatera ktorego bedziecie mogli poznac w nastepnym rozdziale.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz