środa, 22 października 2014

"Story of my life" Wstep.

                                                    Wstęp.
-Widziales ta nowa dziewczyne ktora doszla do nas do klasy? - Spytal Oliver czytajac ksiazke z biologii. Skinalem glowa przegladajac jednoczesnie zeszyt do matematyki. - Nie uwazasz ze ona wyglada jak lalka?
-Przeciez slyszales ze nauczycielka mowila iz ma jakies problemy ze zdrowiem. - Jeknalem nie odrywajac sie od lektury. - Pewnie to dlatego jest taka blada.
-Do tego taka niska i slodka...- Rozmarzyl sie. Poslalem mu tajemniczy usmiech. Dziewczyna nie byla jakas nadzwyczajna. Owszem, byla ladna. Miala dlugie brazowe wlosy i porcelanowa cele. Ubierala sie w dlugie sukienki w kwiatki przez co nie wygladala jak reszta uczennic. Z nikim nie rozmawiala, byla bardzo niesmiala. Wychowawczyni wspominala iz przeprowadzila sie do swojej babci z powodu klopotow rodzinnych. Oliver wyciagnal telefon z kieszeni odrywajac sie od lektury. Zaczal cos wystukiwac na ekranie Iphona.
-Popatrz, znalazlem ja na facebooku. - Powiedzial zadowolony a ja wpatrzylem sie w ekran telefonu. Nie miala zadnych zdjec. - Zaprosze ja i moze jutro z nia porozmawiam, jestem ciekawy jaka jest.
-Rob co chcesz. - Westchnalem obojetnie zmeczony jego codziennymi podrywami. Wrocilem do nauki ale po chwili z czytania wyrwalo mnie pukanie do drzwi. Poszedlem otworzyc. Zobaczylem babcie i jakas stara kobiete w jej wieku.
-Dzien dobry. - Przywitalem sie kulturalnie zapraszajac je do srodka. Zobaczylem ze za starszymi paniami do mojego domu wchodzi ta sama dziewczyna ktora dzis przedstawila nam nasza wychowawczyni. Spojrzalem na nia zdziwiony.
-Czesc wnuczku! - Usmiechnela sie babcia calujac mnie w policzki. - Postanowilam zlozyc ci wizyte bo twojej matki pewnie nie ma. To jest moja sasiadka a to jej wnuczka ktora kilka dni temu sie do nas wprowadzila, Vanessa.
-Zdaje sie ze my juz sie znamy. - Powiedzialem spogladajac na nia porozumiewawczo. - Chodzimy razem do klasy. A co do mamy to jest, siedzi w salonie i oglada telewizje. Idzcie do niej bo pewnie nie uslyszy jak ja zawolam. W takim razie chodz.
Wskazalem gestem moj pokoj. Wspominana przed chwila Vanessa wygladala dosc inaczej niz w szkole. Byla bledsza i miala rozpuszczone wlosy. Byla ubrana w bordowa krotka sukienke. Usmiechajac sie lekko weszla do mojego pokoju. Oliver gdy ja zobaczyl zrobil mine jakby zobaczyl ducha.
-Co ty tu robisz? - Spytal troche niegrzecznie a ja westchnalem i zaczalem opowiadac jak sie tu znalazla. Dziewczyna usiadla na krzesle.
-Chcesz cos do picia? - Spytalem kulturalnie. - Mam herbate, jakis sok...
-Nie, nie rob sobie problemu. - Powiedziala rozgladajac sie po moim pokoju. Usiadlem obok Oliego na lozku czekajac na rozwoj sytuacji.
-Wlasciwie dlaczego sie tu przeprowadzilas? - Spytal moj przyjaciel natarczywie. Vanessa zrobila sie czerwona. Zapadla cisza. Pewnie jest to jakis wrazliwy temat lub jej czuly punkt. - Przepraszam, jesli nie chcesz mowic...
-Nie, to nie twoja wina...- Westchnela wpatrujac sie w podloge. - Moi rodzice zmarli w wypadku miesiac temu wiec musialam wyprowadzic sie do babci. Mam jeszcze brata ale on jest juz pelnoletni.
-Rozumiem. - Jeknal zawstydzony ze poruszyl taki temat. - W kazdym razie jesli bedziesz miala jakis problem mozesz przyjsc do nas.
-Dziekuje, na razie nawet nie mam z kim rozmawiac. - Jeknela bawiac sie poduszka. - Pierwszy raz zmieniam szkole, troche dziwnie sie czuje.
Przypomnialem sobie jak ja zmienialem szkole z powodu przeprowadzki. Rowniez nie mialem na poczatku zadnych znajomych tylko ciagle siedzialem w ksiazkach i uczylem sie na sprawdziany. Po czasie zaprzyjaznilem sie z Oliverem, wtedy byl jeszcze buntowniczy i sprawial wiele problemow, czesto palil i opuszczal lekcje ale kiedy zaprzyjaznilismy sie bardziej przestal ze wzgledu na mnie. To bylo wtedy kiedy moj ojciec rozwodzil sie z matka. Przezywalem to bardzo, mozna powiedziec ze prawie wpadlem w depresje gdyby nie moj przyjaciel. On byl moim jedynym wsparciem, tylko z nim moglem porozmawiac. Usmiechnalem sie do siebie wspominajac dawne czasy.
-To normalne, nie martw sie. - Westchnal Oliver. Pewnie rowniez przypomnial sobie dawnego mnie, samotnego i zagubionego nastolatka. - Wczesniej czy pozniej i tak sobie kogos znajdziesz. Tak jak on mnie.
Wskazal na mnie palcem usmiechajac sie lekko. Odwzajemnilem usmiech spogladajac na Vanesse. Patrzyla na zdjecia postawione na moim biurku. Jedno przedstawialo mnie i matke kiedy bylem jeszcze maly. Drugie mnie i ojca, to bylo rowniez bardzo stare zdjecie bo od rozwodu rodzicow nigdy go ponownie nie widzialem. A trzecie mnie i Olivera, to zdjecie zrobilismy niedawno kiedy siedzielismy w Mcdonaldzie.
-Dlugo sie znacie? - Spytala ciekawie. - Wygladacie na naprawde dobrych przyjaciol, tez bym chciala kogos takiego miec, eh...
-Juz trzy lata. - Odpowiedzialem powoli przypominajac sobie znowu nasze pierwsze spotkanie kiedy to Oliver podszedl do mnie i spytal kim jestem. Tak, bardzo oryginalne przywitanie, wiem. - Dopiero sie tu przeprowadzilas i juz chcesz miec mase przyjaciol, nie jestes czasem zbyt wymagajaca? Nie szukaj ich na sile.
-Nie uwazasz ze troche beznadziejnie jest ciagle byc samemu? - Burknela zdenerwowana moimi slowami. Przeciez nic zlego nie powiedzialem, sama prawda.
-A wolisz stac sama czy miec falszywych przyjaciol? - Odpowiedzialem pytaniem na pytanie tym samym tonem patrzac jej w oczy. Zarumienila sie lekko. Pewnie myslala nad tym co odpowiedziec. Westchnalem wiedzac ze mam racje i spojrzalem na przyjaciela. Czytal cos na telefonie.
-Przepraszam, miales racje. - Powiedziala usmiechajac sie. - Nie chcialam cie prowokowac do klotni...Chyba powinnam juz isc.
-Nie jestem zly. - Oznajmilem spogladajac na nia jednoczesnie krecac glowa. Biedna dziewczyna, jeszcze tyle musi sie o zyciu nauczyc. Moze jednak troche za ostro ja potraktowalem, dopiero stracila rodzicow i moze jest w jakims szoku dlatego mowila takie rzeczy. - W kazdym razie poczekaj troche a na pewno ktos sie znajdzie.
-Dziekuje, jestes naprawde madry. - Stwierdzila a ja usmiechnalem sie dziekujac za komplement. W glowie mialem jednak calkiem cos innego. Nie jestem wcale madry, po prostu wiem troche wiecej od niej. - Czesc.
Vanessa wyszla z pokoju i poszla do babci. Westchnalem biorac do reki ponownie zeszyt z matematyki. Czekalem az Oliver cos powie na jej temat ale on dalej byl zajety telefonem. "Co on tam tak zaciekle czyta?" - Pomyslalem podchodzac do niego. Zerknalem na ekran iphona. Pisal z kims na facebooku. "Uzalezniony" - Westchnalem smiejac sie glosno.
-Z czego tak rzysz? - Usmiechnal sie spogladajac na mnie. - Juz nie mozna sobie nawet na telefonie poczytac?
-Po prostu ciagle wpatrujesz sie w ten pusty ekran. - Pokrecilem glowa. - Moze w koncu bys cos powiedzial?
-O czym? - Spytal jakby dopiero wstal z lozka. Jeknalem ciezko patrzac na niego. On chyba naprawde nieogarnial sytuacji. Spojrzalem na drzwi. - No tak, o tej dziewczynie?
-Byles taki nia zainteresowany a teraz co? - Zdziwilem sie. - Nagle przestales sie odzywac i uczestniczyc w rozmowie, do tego teraz nic nie mowisz. Cos sie stalo?
-Nie, po prostu tak sie zastanawialem nad tym jaki kiedys bylem i ze wlasciwie to ty wyciagnales mnie z tej calej sytuacji. Przepraszam jesli cie zmartwilem.
-To nie byla moja zasluga, to ty mi pomogles i nie masz za co przepraszac, idioto. Poza tym nigdy cie nie pytalem ale skad sie to wszystko wzielo? Twoja matka kiedys opowiadala mi ze cos sie wydarzylo dlatego zaczales pic i palic ale nie chciales o niczym powiedziec. Mi tez nie powiesz?
-To dluga historia, moze kiedy indziej. A ta cala dziewczyna jest dziwna. Ma dziwny charakter. Ten jej tekst o szukaniu przyjaciol...Miales calkowita racje, wiesz? Jest tu dopiero jeden dzien i juz chce miec mase przyjaciol. Wydaje sie byc strasznie zagubiona. Do tego nie wyglada jakby rozpaczala po smierci rodzicow.
-Moze dlatego mowila te bezsensowne pierdoly. Zaloze sie ze jeszcze nie doszla do siebie i nie wie co mowi. W kazdym razie nie jest az taka zla, mozemy od czasu do czasu sie z nia spotkac i jej troche pomoc.
-Jezeli nalegasz to dobrze. Ale nie mam ochoty na znajdowanie dla niej przyjaciol, przeciez umie gadac. To ze jest niesmiala jej nie usprawiedliwia.
-Tez taki bylem, dobrze wiesz.
-No dobra, dobra. Skonczmy ta bezsensowna rozmowe i zacznijmy sie w koncu uczyc bo musze byc o dwudziestej w domu.

            (Wstep opowiadania "Story of my life")
                                                                                                To be continued...



                                                
                                              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz