-Co tam robisz? - Spytala Kornelia patrzac mi przez ramie. Wystukiwalem smsa do matki. - Hm, czy ty musisz ja o wszystkim powiadamiac?
-W przeciwienstwie do ciebie, jestem odpowiedzialny. - Westchnalem spogladajac na nia z zadziornym usmiechem.
-Przesadzasz, zreszta znasz moja sytuacje. - Powiedziala owijac sobie czarny kosmyk wlosow wokol palca. - Czasem zastanawiam sie nad tym dlaczego jestes taki spokojny.
-A dlaczego mialbym taki nie byc? - Spytalem piszac dalej wiadomosc. - Nie mam po co sie denerwowac.
-Nie, chodzilo mi oto...- Odparla zastanawiajac sie nad tym co powinna powiedziec. - Po prostu nigdy nie widzialam cie zdenerwowanego.
-A ja cie za to czesto widze w tym stanie. - Odlozylem telefon na polke. Kornelia bywala arogancka, chamska i szczera do bolu. Mimo to lubilem ja. Rozumialem to ze przez jej sytuacje rodzinna byla lekko zagubiona. Rok temu doszlo do wypadku, stracila siostre. Popadla w depresje. Wtedy sie poznalismy. Wspieralem ja przez caly czas az z tego wyszla. Wlasciwie nie do konca. Dalej czesto sie zalamywala ale pozniej wstala na nogi i zyla dalej. Lubilem to w niej. Nie miala zbyt duzo znajomych, byla samotna. Wszyscy jej unikali, nie probowali nawet poznac tylko stwierdzali z gory ze jest brzydka wiec na pewno tez glupia. Ja nie patrzylem na nia w ten sposob. Miala dlugie czarne wlosy i duze niebieskie oczy. Podobala mi sie jej dosc nietypowa uroda i cieply usmiech. Martwila sie o innych nawet tego niepokazujac. Zawsze kiedy bywalem smutny, pocieszala mnie mimo wlasnego samopoczucia. Czulem ze bez jej przyjazni nie dalbym rady. Ostatnio bywala jednak inna, smiala sie wiecej i caly czas ze mna rozmawiala. Czulem ze cos sie dzieje. Nie moglem przypuszczac jednak co. Pewnego dnia, kiedy siedzielismy w moi pokoju nad ksiazkami wkuwajac chemie zauwazylem ze ma czerwone oczy. "Na pewno plakala." - Pomyslalem. Zlapalem ja za reke patrzac w oczy.
-Co sie stalo? - Spytalem zmartwiony. Zawsze mowila mi co sie dzieje, teraz nie chciala nic powiedziec. Pomyslalem ze na pewno to dotyczy mnie. Puscilem jej reke i westchnalem ciezko. Nie bede jej zmuszac do odpowiedzi, jesli bedzie chciala sama kiedys mi powie. Sytuacje powtarzaly sie coraz czesciej. Ona dalej nie chciala mi nic powiedziec. Dwa miesiace pozniej, kilka tygodni przed wakacjami poszedlem do jej mieszkania sprawdzic co robi. Zapukalem do drzwi. Otworzyla mi jakas staruszka.
-Slucham cie, mlodziencze? - Powiedziala z usmiechem. - Szukasz moze czegos?
-Dzien dobry...- Usmiechnalem sie lekko zdziwiony. Nigdy jej tu nie widzialem, czy to byla babcia Kornelii? Podobno cala jej rodzina umarla, miala tylko ojca i matke. - Czy jest Kornelia?
-Kornelia? - Spytala ze zdziwieniem w oczach. - Przykro mi, lecz nie znam zadnej Kornelii. Ale moze chodzi ci o ta mloda dziewczyne ktora wyprowadzila sie wraz ze swoja rodzina trzy dni temu?
-Wyprowadzila? - Otworzylem usta ze zdziwienia i nagle wszystko ulozylo sie w calosc. Byla smutna, plakala. Juz wiedzialem dlaczego. Nie chciala abym byl smutny jak ona. Po prostu wiedziala juz od dawna ze maja sie wyprowadzic. Z pewnoscia gdzies daleko stad. Juz wiedzialem dlaczego nie odpisywala od dwoch dni na moje smsy. Poczulem sie mimo tego zraniony. Mogla mi powiedziec, zrozumialbym. Dlaczego musieli sie wyprowadzic? Ta mysl caly czas krazyla mi po glowie ale z zamyslen wyrwala mnie staruszka.
-Tak, nie wiedziales o tym? - Usmiechnela sie starsza pani. - Pewnie byles jej przyjacielem, znalam jej rodzicow. Opowiadali mi, ze ich corka caly czas chodzi gdzies z jakims chlopakiem i staje sie to dla nich troche uciazliwe. Wejdziesz do srodka?
-Jezeli moge. - Powiedzialem zdenerwowany i jednoczesnie zdziwiony jej slowami. Dlaczego akurat uciazliwe? Nie robilismy nic zlego, tylko rozmawialismy. Staruszka wpuscila mnie do srodka. Zdjalem buty i wszedlem do salonu. Dobrze znalem ten dom, znalem kazde pomieszczenie bo czesto tu bywalem. Usialem na duzej czerwonej sofie. Wczesniej jej tu nie bylo. Wszystko teraz bylo w tym miejscu takie inne. Kobieta usiadla obok mnie.
-Slyszalam od nich iz byliscie bardzo bliskimi przyjaciolmi. - Westchnela ciezko. - Przez to wszystko ich corka, zdaje sie Kornelia, tak? Zaczela sie mniej uczyc, palic papierosy...Podobno miala nie zdac do nastepnej klasy. Nie powinnam ci tego mowic i cie oskarzac.
-Slucham? - Nawet nie wiedzialem o tym ze zaczela palic, najwyrazniej wiele o niej nie wiedzialem. Wiedzialem tylko ze to na pewno nie moja wina. Mowila mi ze wszystko ze szkola jest okej gdy pytalem czy potrzebuje pomocy. Zastanawilo mnie to. Czy ona po prostu nie chciala mnie martwic a tak naprawde miala duze klopoty? - Przepraszam, ja nic o tym nie wiedzialem. Zapewniala mnie ze wszystko jest w jak najlepszym porzadku. Kompletnie nie rozumiem tej sytuacji.
-Naprawde? - Zdziwila sie. - Jej rodzice mowili tez o jakis narkotykach, raz wrocila w nocy do domu z rozszerzonymi zrenicami i zachowywala sie bardzo podejrzanie. To dlatego postanowili sie wyprowadzic, aby zabrac ja jak najdalej od twojej osoby.
Poczulem ze lza splywa mi po policzku. O niczym nie wiedzialem, myslalem ze to wszystko co mowi to prawda. Oszukiwala mnie. Tak naprawde pewnie wpadla w zle towarzystwo i zaczela cpac. Dziwne ze niczego nie zauwazylem, spedzalismy przeciez tyle czasu razem...Jej rodzice na pewno sadza teraz ze to moja wina, to cale jej zachowanie. Moglem sie upewnic czy na pewno wszystko jest dobrze a nie wierzyc jej na slowo. W jednej sekundzie stracilem do niej cale zaufanie. Poczulem sie jakby ta staruszka wcale nie mowila o niej. Czy bylo naprawde tak zle?
-Nie martw sie, mlodziencze. - Probowala mnie pocieszyc kobieta. - To nie twoja wina, widze po tobie ze naprawde teraz cierpisz. Przykro mi ze tak ciebie oskarzyli. Moze i lepiej ze sie wyprowadzili, najwyrazniej nic nie wiedziales o tej dziewczynie i moglo w koncu stac sie cos gorszego.
-Moze i ma pani racje. - Westchnalem ciezko spogladajac na nia. - Bede sie juz zbieral, dziekuje za rozmowe. Czuje ze gdyby nie pani nigdy bym sie o niej niczego nie dowiedzial. Naprawde bardzo dziekuje. Do widzenia.
Wstalem z sofy i pokierowalem sie do wyjscia. Lzy automatycznie splywaly mi po policzkach. Myslalem ze tak dobrze ja znam, a jednak. Osoba ktora byla moja przyjaciolka, tak naprawde byla dla mnie calkiem obca. Wyszedlem z mieszkania trzaskajac drzwiami. Wybieglem szybko z bloku. Nie mialem teraz ochoty wracac do domu. Nie mialem na nic ochoty.
***Przepraszam za brak polskich znakow, niestety moj laptop posiada tylko niemieckie ale mam nadzieje ze da sie to przeczytac. Jest to jedynie wstep opowiadania ale mozliwe iz jutro okaze sie pierwszy rozdzial w ktorym Matthew (tak ma na imie glowny bohater) dowie sie jeszcze wiecej o swojej "przyjaciolce" ale nie bede wam "spoilerowac" wiec do pierwszego rozdzialu! :)
TO BE CONTINUED
+Przepraszam iz wstep jest taki krotki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz