-Dzien dobry! - Powiedzial ze szczerym usmiechem chlopak do kucharza sprzatajacego obecnie stol kucharza. - Nazywam sie Christian. Mieszkam tu od paru dni. Kiedy bedzie obiad?
-Jak sie ziemniaki ugotuja. - Mruknal cicho kucharz. - Zartuje. Za jakies dwie godziny. Przepraszam za to opoznienie ale po prostu przygotowywujemy specjalna kolacje dla jednego z waznych osob przebywajacych w tym pensjonacie i w obecnym czasie zajmujemy sie tylko tym.
-No dobrze... - Jeknal zawiedziony. - W takim razie wroce jak sie ugotuja ziemniaki.
Rozesmial sie wesolo. Kucharz rowniez. Wyszedl glodny ze stolowki. Poszedl do pokoju Jamesa. Po kilku minutach byl na miejscu. Zapukal dwa razy. Uslyszal ciche mrukniecie. Otworzyl drzwi. Zobaczyl lezacego na lozku Jamesa. Mial zakryta twarz. "Placze?" - Pomyslal Chris podchodzac do przyjaciela. Usiadl obok niego na drewnianym lozku. Spojrzal na niego z zamartwieniem w oczach. Nie wiedzial co powiedziec. Czul ze lamie mu sie serce gdy patrzyl na bialo wlosego. Ten odwrocil glowe. Popatrzyl w oczy Christianowi. Zlapal go za reke i ponownie ukryl twarz w rekach.
-Jestem demonem. - Krzyknal zalamanym glosem. - Jestem nikim. Nie licze sie. Jestem inny. Nie patrz na mnie.
-Uspokoj sie. - Chris pogladzil go ciepla reka po wlosach. - Nie mow takich rzeczy. Jestes najlepsza osoba ktora dotychczas poznalem. Czuje sie jakbysmy znali sie od wielu lat.
-Przepraszam...- Wyjeczal powoli. - Przepraszam jesli cie opuszcze i zostawie samego...Czuje sie tak samo. Jestes niesamowity.
-Nie zostawisz mnie idioto! - Ryknal nastolatek ze lzami w oczach. - Bede cie pilnowal, bede mial cie caly czas na oku, rozumiesz?! Masz odpoczywac, nie umrzesz.
-Umre...
-Zamknij sie. - Westchnal Chris widzac ze placz przyjaciela nagle ustal. - Posluchaj, to ze jestes demonem niezmienia faktu ze cie uwielbiam. Nie jestes nikim. Dla mnie sie liczysz. A teraz powiedz mi cala prawde o sobie, prosze cie.
-Jezeli musze...- Usmiechnal sie lekko James. - Moi prawdziwi rodzice sa demonami. Matka zdradzila ojca z aniolem...Ktorego nigdy nie poznalem. Kiedy sie urodzilem, matka porzucila mnie przed tym wlasnie domem. Zamieszkalem tutaj, zylem i sluzylem twojemu ojcu dziekujac za opieke ktora mnie obdarzyl...On mnie caly czas wykorzystuje. Moge polegac tylko na Matthewie ktory wyrecza mnie z niektorych zajec. Pol demony, pol anioly nie moga zyc tak dlugo jak zwykle anioly. Moj koniec juz sie zbliza...Przepraszam.
-Nic sie nie zbliza. - Christian odwzajemnil usmiech. - Obiecasz mi cos?
-Co?
-Wybierzemy sie kiedys razem do prawdziwego swiata? - Spytal kladac sie obok Jamesa na lozku. - Jestem strasznie zmeczony...Ale wracajac do tematu, bardzo chcialbym ci pokazac miasto z ktorego pochodze.
-Nigdy tam nie bylem. - Mruknal lekko speszony. - Jednak jesli ci tak na tym zalezy to zrobie to. Idz spac.
Chlopak okryl go koldra a sam wstal z miejsca.
-Lez tutaj, tylko mi nie uciekaj. - Rozesmial sie cieplo. - Ja ide sprawdzic czy juz ugotowali ziemniaki. Przyniose ci pozniej cos.
-Powinienes odpoczywac ale jak chcesz...- Westchnal radosnie Chris. - W takim razie do branoc.
James wyszedl z pokoju a chlopak zasnal po kilku minutach zmeczony rozmowa.
***
Obudzil sie po paru godzinach. Zobaczyl spanikowanego Jamesa ktory biegal w kolko po pokoju lapiac sie za glowe. Szybko stanal na rowne nogi ocierajac jednoczesnie oczy. "Co sie dzieje?" - Pomyslal. Bialo wlosy dopiero po kilku sekundach zobaczyl ze przyjaciel juz sie obudzil. Szybko zlapal go za reke ciagnac na korytarz.
-Demony sa w poblizu! - Wykrzyknal przerazony. - Biegnij na dol schodami, pozniej wyjdz z domu i biegnij caly czas prosto! Trafisz do lasu. Biegnij ile sil w nogach, rozumiesz? Schowaj sie gdzies. Jesli nie przezyje, przepraszam.
Christian poczul jak lzy zaczynaja kapac mu z oczu. James podszedl do niego i pogladzil go ciepla dlonia po wlosach. Usmiechnal sie serdecznie.
-Zrob to dla mnie. - Odparl i zaczal gdzies biec. "Czy on moze umrzec...?" - Pomyslal w tej chwili zaplakany Chris. Chcial i tak spelnic zyczenie przyjaciela. Zaczal biec tak jak mu kazal. Ciagle potykal sie o jakies dziwne przedmioty. Byl caly poobijany. Czul ze z nosa leci mu krew ale i tak biegl. Nie mogl zawiezc Jamesa. Po kilku sekundach zobaczyl bardzo wysokiego faceta. Byl caly ubrany na czarno. "Demon?" - Pomyslal probujac uciec. Ten jednak zatrzymal go sila.
-W koncu cie mam. - Rozesmial sie smiechem psychopaty. - Drugi syn tego psychopaty ktory probuje wymordowac nasz gatunek. Zniszcze cie, rozumiesz?!
Mezczyzna chwycil go mocno za gardlo. Czul ze sie dusi. Nie mial powietrza. Chcial krzyknac ale nie mogl. Po minucie mezczyzna rzucil nim o murek. Bylo coraz gorzej. Chris lezal caly zakrwawiony na chodniku. Nie mogl oddychac. Demon podszedl do niego blizej. Smial sie. Caly czas sie smial. Tak jakby uslyszal genialny zart. W tym momencie nastolatek uslyszal jakis glosny krzyk. Nie mogl rozpoznac glosu. Byl za slaby. Czul ze zaraz umrze.
-Z kim ja zyje...- Uslyszal zdenerwowany glos. Zobaczyl sylwetke bardzo przystojnego chlopaka, troche starszego od niego. Mial grzywke opadajaca na oko i dwa kolczyki w wardze. Wyglad idealnie. Ubrany w bordowy sweter i czarne rurki wygladem przypominal lekko Katherine w wersji czlowieka. Chwycil z calej sily demona za gardlo i rzucil nim o murek o ktory wlasnie opieral sie Chris. Bal sie. Czul niewiarygodne przerazenie. Widzial jednak ze chlopak probuje mu pomoc. Podszedl do niego i usmiechnal sie przyjaznie.
-Siema. - Powiedzial jakby nic sie nie stalo podajac nastolatkowi reke. Ten jednak nie mial nawet sily podniesc swojej dloni. Widzac to, facet wzial go na rece stekajac przy tym ciezko. - Zaniose cie do mojego mieszkania, dobra?
Chris skinal lekko glowa nie mogac wydusic z siebie slowa. Po dziesieciu minutach doszli do malego mieszkanka. Bylo bardzo zrujnowane. Wszedzie lezaly kartki. Sciany byly obdarte z czarnej tapety. Widac bylo ze dawno nikogo tam nie bylo. Tajemniczy mezczyzna polozyl go na dosc duza szara kanape i westchnal ocierajac reka czolo.
-Poczekaj, zaraz bedzie po wszystkim. - Odparl jakby nic sie nie stalo. Przylozyl reke do glowy Chrisa. Nastolatek spojrzal na swoje rece. Wszystkie rany znikaly. Nie czul juz bolu. "Kim on do cholery jest?" - Pomyslal krecac glowa ze zdziwieniem.
-Nie moge nic zrobic z twoim podbitym okiem i ranami na twarzy ale zrobilem co moglem. Juz nie bedzie cie bolec, wszystkie rany oprocz tych o ktorych przed chwila mowilem zniknely. - Usiadl na kanapie przecierajac sennie oczy.
-Kim jestes? - Spytal ciekawie Chris. Byl ciekawy kim jest ten facet. Jakis miejscowy lekarz? O co tu chodzilo? Facet wydawal sie strasznie podejrzany. Po co go ratowal?
-Jestem wampirem. - Usmiechnal sie tajemniczo jakby powiedzial cos normalnego. "Czyli sa demony, anioly i jeszcze wampiry." - Pomyslal Christian spogladajac ciekawie na faceta.
-Chodzilo mi o jakiejs dokladniejsze informacje...- Westchnal odwzajemniajac usmiech. - Na przyklad o twoje imie.
-Rozumiem. - Powiedzial powaznym tonem. - Mam na imie Max*. Waze jakies szescdziesiat kilogramow i mam metr 76.
-Ale jestes szczegolowy. - Rozesmial sie. - Jestem Chris. Bardzo ci dziekuje za to ze mnie wtedy uratowales...Wampiry potrafia kogos tak szybko uzdrawiac?
-Powiedzmy. - Westchnal jakby nastolatek powiedzial cos niewlasciwego. - Nie lubie demonow. Znecaja sie nad slabszymi. Musialem ci pomoc. Zostaniesz dluzej?
-Moge? - Odparl z podziwem dla Maxa. Jego tok myslenia naprawde mu odpowiadal. On chociaz go nie pobije. Calkowicie zapomnial o Jamesie ktory wlasnie w tym momencie walczyl z demonami chroniac domu. - Dzieki.
-Nie ma za co. - Pogladzil sie po glowie. - Mozesz spac na kanapie. Ja bede spal na podlodze bo niedawno sie wprowadzilem i jeszcze nic nie zdazylem zrobic, zreszta to widac.
Chris ponownie sie zasmial. Zauwazyl ze maja wrecz identyczne poczucie humoru wiec na pewno sie dogadaja.
-Opowiesz mi cos wiecej o wampirach?
-No dobrze. - Westchnal. - Ale najpierw ty opowiedz mi cos o sobie. Nie wygladasz na aniola ktory zyje tu od lat. Wygladales na strasznie przerazonego przy tym demonie.
-Jeszcze kilka dni temu bylem czlowiekiem. - Odparl cicho. - Nagle Katherine, aniol w ludzkiej osobie zaczepila mnie na ulicy. Wracalem akurat z parku, bylem tam spotkac sie z przyjacielem i zapomnialem telefonu. Oddala mi moj telefon i zaprosila do siebie. Pomyslalem ze jest bardzo mila...Dotarlismy do starej kamienicy. Nie bylem zbytnio zdziwiony bo wygladala dosc dziwnie wiec to miejsce do niej pasowalo. A tam zaczelismy gadac, ona zaczela mi opowiadac o tym ze jest inna...Przytulilem ja, pocieszylem a ona pokazala mi swoje skrzydla. Pozniej wszedl James. Pol demon pol aniol. Zaczelismy rozmawiac...A pozniej przeszedlem jakas przemiane i wygladam teraz jak wygladam. Poznalem tutaj swojego brata i ciocie oraz dowiedzialem sie ze mam ojca ktory jest krolem piekla. Myslalem ze znajduje sie w jakims psychiatryku. Teraz juz sie troche do tego przyzwyczailem.
-Mialem podobnie. - Mruknal wampir patrzac w podloge. - Tylko mnie porwaly demony. Pobily mnie. Bylem na skraju wyczerpania. Kiedy juz prawie umarlem moja siostra mnie uratowala. To znaczy ta siostra z piekla. I zaczelo sie...Zmiana wygladu, wyrosly mi zeby, musialem zywic sie krwia. To bylo obrzydliwe. Teraz sie przyzwyczailem ale i tak czuje do siebie okropna odraze. Czasami zaluje ze wtedy mnie nie zabili. Chociaz nie musialbym pic krwi.
Zamilkli. Cisza byla straszna. Mieli podobne przezycia. Wampir, byly czlowiek oraz aniol, rowniez byly czlowiek siedzieli teraz w jednym pokoju rozmyslajac nad swoimi zyciorysami. "Coby sie stalo gdybym umarl?" Mysleli o tym samym. "Poszedlbym do piekla czy do nieba?" Ich myslenie przerwalo pukanie do drzwi.
-Otwarte! - Krzyknal donosnym glosem Max. Do pokoju weszla wysoka blondynka. Miala krotkie blond wlosy spiete w kucyka. Na ustach dziewczyny Chris spostrzegl krew. Miala cale usta we krwi. "Wampiry." - Pomyslal. Nie zdziwil go ten widok. Nie poczul zadnej odrazy. Ludzie musza jesc, wampiry pic ludzka krew. To bylo dla niego normalne. W koncu byl w piekle - W miejscu w ktorym wszystko o czym nigdy nawet nie snil w prawdziwym swiecie bylo mozliwe.
-Siema! - Usmiechnela sie wesolo. Miala wampirze zeby. Byla ubrana w czerwono-krwista sukienke i biale sandaly. Usiadla z calym impetem na sofie obok chlopakow. - Widze ze masz nowego kolege, co Max? Jestem Miranda.
-To wlasnie moja siostra...- Jeknal patrzac na nia Max. - To wlasnie o niej ci opowiadalem. Tez jej nie znalem w prawdziwym swiecie.
-Ty czasem nie jestes tym drugim synem krola? - Spytala zdziwiona ale z jej twarzy nie znikal radosny usmiech. - Wiesz, znam dobrze twojego brata.
-Naprawde? - Odparl zdziwiony. - Jestem Christian. Opowiesz mi cos o nim? Niby to moj brat ale caly czas malo o nim wiem. Slyszalem troche jednak chce dowiedziec sie czegos konkretnego.
-Konkretnego? - Popatrzyla w sufit jakby sie nad czyms zastanawiala. - Strasznie martwi sie o innych. Nie ma zbyt duzo znajomych bo jest zawzietym pracoholikiem. Obiecal sobie ze nigdy nie bedzie mial dziewczyny. Nienawidzi ludzi. Ma wielki zal do swojej matki. Mysli ze jest idealem, troche zadufany w sobie ale jak mowilam martwi sie o innych...Nie wiem co jeszcze moge ci powiedziec.
-Ile sie znacie?
-Juz chyba jakies trzy lata...- Odpowiedziala kladac nogi na stole. - Brat, tez to czujesz?
Nagle zmienila temat a Chris kompletnie nie wiedzial o czym mowi.
-Demon. - Powiedzial powaznym tonem. Po jego oczach bylo widac ze jest maksymalnie przerazony i nie wie co robic. Wstal z sofy i zaczal sie rozgladac.
-Miranda, zostan tutaj i sprobuj cos zrobic. - Odparl szybko. - Ja musze stad isc i chronic Christiana. One przyszly tu po niego.
-Znowu zostane pobity...?- Spytal z przerazeniem w glosie.
-Sprobuje cie obronic. - Westchnal zmeczony ciaglym walczeniem z demonami. - Chodz za mna. Przed domem stoi moj motor. Musisz jechac bez kasku ale bede ostrozny wiec raczej nic sie nie stanie chociaz...Nie mam prawa jazdy ale trudno. Nie ma tutaj zbyt duzo psow.
Miranda poslusznie zaczela wykonywac rozkaz zaczynajac sie rozgladac po pokoju. Wyciagnela jakas dziwna rzecz przypominajaca pistolet z kieszeni. Chris szybko wybiegl razem z Maxem z mieszkania. Przed domem, tak jak powiedzial wampir stal duzy motor. Szybko wsiedli na scigacza. Nie przejmowali sie brakiem prawo jazdy. Teraz zycie bylo wazniejsze. Jechali naprawde szybko. Christian czul ze zaraz uderza w drzewo. Kurczowo trzymal sie Maxa jednak czul przy nowym przyjacielu ze jest bezpieczny. Po chwili z piskiem opon zatrzymali sie na srodku ulicy.
-Cholera! - Wykrzyknal Max glosno. - Nie mam wiecej paliwa. Czuje ze tutaj roi sie od demonow. Przykro mi ale nie bede mogl cie obronic. Musisz sobie radzic sam bo inaczej zabija nas obu. Uciekaj w lewo, jak najszybciej potrafisz, rozumiesz?!
Chris skinal glowa. Zaczal uciekac. Nic nie widzial. Byl srodek nocy. Znow ledwo oddychal. Byl zmeczony. Nie mial juz wiecej sily na uciekanie. Upadl na ziemie. Nie mial sily sie ruszyc. Po paru sekundach uslyszal czyjs smiech za swoimi plecami.
-Tym razem mnie tak nie zalatwicie! - Usmiechnal sie tajemniczo. Podniosl rece i zaczal nimi machac. Skrzydla nie chcialy wylonic. "Co sie z nimi dzieje?!" - Pomyslal. "Dlaczego nie dzialaja?" Nie myslac co robi szybko wstal na nogi i zaczal ponownie biec. Uslyszal ze smiech jest coraz blizej. Przerazil sie. Naprawde nie mogl sie juz ruszyc. Upadl na twarz. Poczul ze zaczyna leciec mu krew z nosa. Nie mogl jednak nic zrobic. Probowal ruszyc reka. NIC. Po prostu nie mogl. Byl na skraju swoich sil. Smiech byl juz naprawde blisko. Ktos zlapal go za reke. Myslal ze to reka Maxa a jednak...To byla reka demona. Scisnal ja tak mocno ze Chris poczul iz zaraz jego reka rozpadnie sie na najdrobniejsze kawaleczki. Demon podniosl go za reke do gory. Pozniej zlapal go za szyje...Znow zaczal dusic. Powtorka z rozrywki. Znowu to samo.
-Udus mnie! - Wykrzyknal nieswiadomy tego co mowi. - Mam to wszystko gdzies. Nie chce tu zyc! Jezeli ktos ma mnie dusic dwa razy dziennie dziekuje.
Wyjeczal cicho. Chcial dodac cos jeszcze ale nie mogl mowic. Demon nagle go puscil. "Co sie dzieje?" - Pomyslal. Zobaczyl zblizajaca sie sylwetke Maxa. Ten podbiegl do niego i wzial na rece jakby byl panna mloda. Zaczal biec. Ruszal sie niezmiernie szybko. Po pieciu minutach biegu puscil Chrisa. Mozna powiedziec ze wrecz rzucil nim o ziemie a sam ukleknal dyszac ciezko.
-Krwi...*- Szepnal bardzo cicho. - Potrzebuje krwi...
Christian poslusznie zdjal koszule i podszedl do przyjaciela. Znowu nie czul bolu. Pewnie Max zdazyl go juz uleczyc. Musial mu sie jakos odwdzieczyc. Chociaz we krwi. Tylko tyle mogl dla niego zrobic. Ukleknal. Max wbil swoje zeby w jego szyje. Pil krew przez minute a pozniej otarl usta rekawem i spojrzal na przyjaciela.
-Nie jestes juz zmeczony? - Spytal martwiac sie o niego. - Uleczylem przed chwila twoje rany. Dziekuje za to ze dales mi sie napic. Nie moge biec dalej bez krwi.
-Jestem gotowy. - Usmiechnal sie po czym zemdlal. "Wlasnie widze jaki jest gotowy. Pewnie to dlatego ze w ciagu doby nie powinienem go tyle razy uzdrawiac. Jezu." - Pomyslal Max. Wzial go ponownie na rece i znowu zaczal biec.
-Gra wkrotce sie zacznie*. - Westchnal mowiac do siebie.
to be continued
*Wzorowalam postac Maxa na tym arcie: KLIK
*Wampiry w piekle aby miec sile musza pic krew co trzy dni. Jezeli tego nie zrobia moga umrzec w ciagu dwoch dni.
*W kolejnym rozdziale zostana wyjasnione przerazliwe slowa Maxa, mowiac gra mial na mysli cos w rodzaju wojny.
***Doszlismy juz do trzeciego rozdzialu! Jak widzicie dzieje sie, najpierw James, pozniej Matthew, teraz nasz kochany Max... Cos duzo tu przedstawicielow plci meskiej. Musze w koncu pomyslec nad jakas dziewczyna. No tak, Miranda...Ale ona bedzie pojawiac sie tylko raz na jakis czas. Co sadzicie o tym aby zrobic jakas dziewczyne ktora zakocha sie w Chrisie? (oczywiscie on nie odwzajemni tej milosci)
DO ZOBACZENIA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz