1
-Skad mialas pewnosc ze to on? - Christian uslyszal sciszony, cienki glos bialo wlosego chlopaka. - Wyglada zwyczajnie, a raczej wygladal.
-Wiesz, mam te wyczucie. - Rozesmiala sie glosno Kath*. - Poza tym byl bardzo blady i mial podobne oczy do krola, to musial byc on.
-Jestes z ciebie dumny, w koncu zrobilas cos pozytecznego. - Westchnal James z usmiechem na ustach. - Popatrz, budzi sie.
Chris spojrzal na nich ze zdziwieniem w oczach. Myslal ze to wszystko to byl jeden wielki sen. A jednak. Przetarl oczy i usiadl powoli. Rozejrzal sie w okol siebie. Siedzial na malym, drewnianym lozku w pokoju podobnym do tego od Katherine. Obok niego siedzial James a na fotelu przed nim lezala Kath. "Czyli to nie byl sen, to rzeczywistosc." - Pomyslal przerazony patrzac przestraszony na bialo wlosego chlopaka. Ten rzucil mu ostre spojrzenie.
-Tak wiec oczekujesz wyjasnien? - Spytal wrednie. - Coz. Kath, podaj mi lustro. Niech biedny chlopak zobaczy jak teraz wyglada.
Dziewczyna poslusznie podala Chrisowi swoj telefon z wlaczonym aparatem aby chlopak mogl sie przejrzec. Spojrzal. Przestraszyl sie samej swojej osoby. Byl bardzo blady, mial czarne wlosy i dziwne znaki na rekach. Jego oczy byly biale jak snieg. Upuscil telefon. Poczul ze dretwieje mu cialo. "To nie moze dziac sie naprawde." - Pomyslal rozgladajac sie zdesperowanie po pokoju. Wszystko bylo prawdziwe. Uszczypnal sie mocno. Poczul bol. To rzeczywistosc. To nie jest sen. Zostal wplatany w jakas chora gre i nie moze uciec. To koszmar. Koszmar o ktorym jeszcze nawet nigdy nie snil. Zaczal dotykac sie po twarzy aby upewnic sie na sto procent ze to nie jest sen. Dotknal swoich wlosow. Prawdziwe.
-Zdziwiony? - Rozesmial sie smiechem psychopaty James patrzac na Chrisa rozbawionym wzrokiem. - Wygladasz calkiem niezle, spojrz lepiej na mnie.
-Gdzie ja do cholery jestem? - Zapytal patrzac na bialo wlosego. - O co tu chodzi? Kim wy jestescie? Dlaczego nic nie rozumiem?!
-Mysle ze lepiej bedzie jak zaprowadzimy cie do twojego brata. - Westchnal ciezko biorac chlopaka za reke. Pociagnal go w strone drzwi. Po chwili James stanal za Chrisem i zakryl chlopakowi oczy reka. Po kilku sekundach zdjal reke z jego oczu. Oczom nastolatka ukazaly sie wielkie czerwone drzwi.
-Co to za miejsce? - Spytal Christian wpatrujac sie w drzwi. - Czuje sie jakbym juz kiedys tu byl ale nie kojarze tego miejsca.
-Otworz. Jezeli chcesz poznac prawde o sobie to otworz te drzwi i idz caly czas korytarzem prosto. Jesli bedziesz mnie szukac to powinienem gdzies sie krecic.
Bialo wlosy chlopak zniknal w mgnieniu oka, jakby go tu wcale nie bylo. Chris posluchal polecenia i otworzyl tajemnicze drzwi. Zobaczyl ciemnosc. Wszedl do srodka i szedl caly czas przed siebie. Zobaczyl swiatlo w tunelu. Szedl w jego kierunku. Po chwili ujrzal sylwetke wysokiego mlodego mezczyzny ubranego w czarny garnitur*. Mial idealnie ulozone brazowe wlosy i przepieke brazowe oczy. Podszedl do Christiana. Przytulil go. Chlopak poczul niewiarygodne cieplo od mezczyzny. Nigdy go nie widzial ale czul jakby znali sie od wielu lat. Odwzajemnil uscisk.
-Tak bardzo tesknilem...- Mezczyzna dalej usmiechal sie cieplo. Odsunal sie od Chrisa spogladajac na niego tajemniczo. - Bardzo wyrosles. Nie poznaje cie.
-Przepraszam ale kim wlasciwie jestes? - Zapytal grzecznie nastolatek.
-Wiedzialem ze nie bedziesz mnie pamietac. - Westchnal. - Jestem Matthew. Nie wiem czy moge ci powiedziec to tak nagle ale czuje ze sytuacja tego wymaga. Jestem twoim bratem.
-Co prosze? Nie mam brata, jestem jedynakiem. Zreszta nic mnie juz nie zdziwi, jestem niewiadomo gdzie, poznaje dziwnych ludzi, do tego dowiaduje sie ze mam brata i ojca. Super.
-W takim razie powiem ci cala prawde. - Powiedzial Matthew patrzac na mlodszego brata. - Twoja matka zaszla w ciaze w wieku szesnastu lat z twoim, jak rowniez moim ojcem. Urodzila mnie rok pozniej i porzucila. Wychowalem sie wlasnie tu. Znajdujemy sie w piekle. Wszyscy maja tu skrzydla co moze zdazyles zauwazyc. Kiedy mialem piec lat urodziles sie ty. Ciebie matka nie porzucila i wychowala wmawiajac ze nasz ojciec uciekl. Tak naprawde nasz ojciec jest krolem tego miejsca. Bardzo rzadko go widuje, mozliwe ze ty go nigdy nie spotkasz. Ale on nigdzie nie uciekl, nasza matka go po prostu nie chciala. Czesto w ludzkiej postaci wloczylem sie po prawdziwym swiecie. Obserwowalem cie przez te wszystkie lata. Ciesze sie ze w koncu mozemy sie spotkac.
-Moj ojciec jest krolem piekla. - Rozesmial sie Chris z niedowierzeniem. - A moj brat...Zreszta niewazne. W takim razie dlaczego nie moge dalej mieszkac na ziemi? Matka z pewnoscia sie o mnie martwi.
-Przykro mi mlody...- Usmiechnal sie ze smutkiem w oczach Matthew. - Ona nigdy sie o ciebie nie martwila. Siedziala ciagle w pracy, miala cie po prostu gdzies. Ja interesuje tylko czubek wlasnego nosa. Zabralismy cie stamtad dla twojego dobra. Bylbys w klopotach gdybys zostal tam chociaz kilka miesiecy dluzej.
-Matka musiala nas jakos utrzymac, nie mialem jej za zle tego ze...- Nastolatek poczul lze splywajaca z jego policzka. - Co mogloby mi sie niby stac i co ja mam tu robic?
-Twojemu zyciu zagrazalo niebezpieczenstwo. - Odparl brat patrzac ze wspolczuciem na mlodego. - Moglbys umrzec. Teraz twoja matka i twoi przyjaciele mysla...Ze popelniles samobojstwo. Wszyscy ludzie mysla ze umarles. Zabiles sie. Nie ma juz cie. Jestes tylko tu. Tu jest twoje zycie, rozumiesz?
-Zwariowaliscie? - Rozesmial sie ponownie przerazony sytuacja Chris. - Ja i samobojstwo? Ludzie nie zabijaja sie bez powodu a ja takiego powodu nie mialem. I odpowiedz mi w koncu na pytanie co ja mam tu wlasciwie robic.
-A kto bedzie nad tym rozmyslal? - Wzruszyl ramionami. - Zabiles sie i tyle. To tylko ludzie, i tak wkrotce o tym zapomna. Katherine ci pomoze. Od teraz potrafisz latac. Rozchyl swoje rece i zacznij nimi machac a wtedy zobaczysz swoje skrzydla i uniesiesz sie w powietrze. Mozesz zwiedzic to miejsce z wysokosci.
Chlopak sprobowal. Mial wielkie, czarne skrzydla. Byly piekne. Zawsze myslal ze anioly powinny miec biale skrzydla i zyc w niebie. Coz, tutaj to sie roznilo. Uniosl sie w powietrze i zaczal latac.
-W takim razie ide...A raczej lece. Do zobaczenia. - Usmiechnal sie do nowego brata. Jeszcze nie oswoil sie z sytuacja i ze swoim rzekomym samobojstwem. Nie zdazyl nawet sie z nikim pozegnac. Do tego ten tok myslenia Matthewa...To co mowil o tym ze ludzie o nim zapomna. Chyba nigdy nie mial stycznosci z prawdziwymi ludzmi, nie wiedzial co mowi. Zobaczyl jak brat mu macha. Uniosl sie jeszcze wyzej i przechylil. Lecial podziwiajac przepiekne chmury i widok na dole. Zobaczyl inne latajace anioly. Po chwili wyladowal w jakims budynku. Zaczal sie rozgladac. Ujrzal starsza kobiete ubrana w fartuch sprzataczki. Kobieta rowniez na niego podejrzliwie spojrzala ale po chwili usmiechnela sie radosnie.
-Czyzby mlody Devide? - Spytala nie odrywajac spojrzenia od chlopaka. Ten zdziwil sie lekko. "Jaki do cholery jasnej Devide?" - Pomyslal nie kojarzac nawet tego nazwiska.
-Nie, jestem Chris...- Zaczal ale kobieta szybko mu przerwala.
-No tak, powinnam sie spodziewac ze Matthew nawet nie zdazyl ci wspomniec ze wasze prawdziwe nazwisko to Devide. Witaj, Christian. Jestem tutaj sluzaca. Nazywam sie Maria VanDroger. Dostalam zadanie aby oprowadzic cie po tym oto domu i zaprowadzic do pokoju.
-Rozumiem...- Powiedzial z usmiechem chlopak. Nowe zycie, w calkiem innym miejscu. Wszystko bylo tu dosc znajome ale przerazajace. Bal sie jednak jednoczesnie chcial zobaczyc wiecej, zostac tu na zawsze i poznac swoja prawdziwa rodzine. Sluzaca Maria wskazala reka na duzy korytarz.
-To jest glowny korytarz. - Odparla wesolo. - Tam dalej jest stolowka. Jezeli bedziesz glodny to smialo przyjdz a kucharze zrobia ci obiad.
Po kilku minutach doszli naprawde dlugimi schodami na sama gore. Sluzaca wskazala mu pokoj numer 224 i podala klucz do reki.
-To twoj pokoj, tu bedziesz mieszkal. - Wskazala drzwi. - Jezeli bedziesz mial jakis problem to mieszkam w pokoju numer 230. To blisko od twojego. James mieszka w pokoju 200 a Katherine w 150.
-Wlasciwie to co sie stalo z Jamesem? - Spytal z ciekawoscia w oczach. - Jak tu wyladowal? Wydaje mi sie bardzo zagubiony w sobie.
-Wrecz przeciwnie. - Westchnela ciezko Maria. - Jest bardzo inteligentny, uwielbia poezje ale mozna powiedziec ze czasem bywa chamski i zamkniety w sobie. Tak naprawde bardzo martwi sie o wszystkich ludzi ktorzy go otaczaja. Matka porzucila go w wieku dziesieciu lat, twoj ojciec z wielka checia przyjal go do tego domu i wychowal jak wlasnego syna.
-Aha...- Jeknal Christian zaskoczony lekko odpowiedzia. - W takim razie ja juz pojde do pokoju, jestem bardzo zmeczony. Milego popoludnia.
Chlopak grzecznie pozegnal sie ze sluzaca i otworzyl drzwi pokoju. Zobaczyl dosc duzy pokoj z wlasna lazienka. Sciany byly pomalowane na bialo. Na srodku pokoju stalo duze czarne lozko. Obok staly dwa fotele i stol. Na scianie wisial pokazny obraz na ktorym widnial upadly aniol. Nic wiecej sie tu nie znajdowalo. Pokoj wygladal jednak fantastycznie, byl skromny ale przepiekny. Chris szybko polozyl sie na lozku i w kilka sekund zasnal.
*Kiedy Christian sie budzi, Katherine nie jest juz w ludzkiej osobie tylko w swojej naturze. Wyglada mniej wiecej tak: KLIK James juz w tamtym czasie byl w swoim anielim ciele.
*Matthew, starszy brat Chrisa jest wzorowany z wygladu na postaci anime "VAMPIRE KNIGHT" Kuranie Kaname. Art z kuranem: KLIK Jesli ktos jest ciekawy czy w opowiadaniu wystapia wampiry to z gory moge wam powiedziec ze odpowiedz brzmi TAK, ale Matthew niestety nim nie bedzie.
***I znowu pare slow ode mnie! Bardzo krotki rozdzial. Nie bylo jednak sensu ciagnac go dalej bo wszystko zostalo idealnie wyjasnione. Mam nadzieje ze wam sie podobalo i bedziecie czekac na kolejny rozdzial ktory nadejdzie juz niebawem! :) (Dla fanek Matthewa: W drugim rozdziale bedzie go wiecej :D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz