WSTEP
-Jess, poczekaj chwile! - Krzyczala glosem rozpaczy zdyszana Emily biegnac za przyjaciolka. - Czy my nie mozemy normalnie porozmawiac?
-Najwyrazniej po tym co zrobilas nie. - Westchnela spogladajac na nia przewodniczaca klasy. - Jezeli to wszystko to pozwol iz wroce do swojego pokoju.
Dziewczyna odwrocila sie na piecie wchodzac na trzecie pietro po schodach. Lekko zmeczona siegnela po klucz do kieszeni. Nie bylo go.
"Gdzie on do cholery moze byc?" - Pomyslala krecac glowa. Walnela noga w drzwi wiedzac ze i tak one nie ustopia. Ktos zlapal ja za ramiona. Odwrocila sie patrzac zdziwiona.
-Czyzbys znowu zgubila klucz? - Usmiechnal sie Brandon wreczajac jej przed chwila szukany klucz do reki. - Gdzie ty masz glowe.
-Nie twoja sprawa. - Warknela szybko otwierajac drzwi. - A teraz jesli pozwolisz to moglbys sobie stad laskawie pojsc?
-O co ci chodzi? - Spytal wchodzac do malutkiego pokoju. Dziewczyna podazyla za nim siadajac wygodnie na lozku. Chlopak oparl sie o sciane krzyzujac rece na piersi. - Nigdy nie bylas dla mnie taka niemila.
-Przepraszam. - Westchnela spogladajac na niego przepraszajaco. - Po prostu Emily mnie wkurzyla, znow sie za mna ugania i to troche uciazliwe.
-Czy ona nie potrafi zrozumiec ze to w jaki sposob z toba postapila bylo karygodne? - Syknal z nienawiscia w glosie. - Jak ona mogla cie wydac? Przez to prawie wydalili cie ze szkoly.
-Stalo sie. - Powiedziala bawiac sie jednoczesnie poduszka. - Nie cofniemy czasu ale ona musi zrozumiec swoje bledy. Mogla nie gadac dyrektorce o tym ze to ja to wszystko wymyslilam.
-Ona zawsze musi wiedziec wszystko najlepiej. - Odrzekl odgarniajac z twarzy kosmyk wlosow. - Ale nie przejmuj sie nia, pomyslmy lepiej o tej nowej. Jestes w koncu wiceprzewodniczaca szkoly. Podobno siedziala w poprawczaku, nie? Jak to mozliwe ze przeniesli ja do takiej elitarnej szkoly jak nasza?
Mowiac "elitarnej" Jessica uslyszala kpine w jego glosie. Zasmiala sie glosno jakby uslyszala dobry zart.
-Jej rodzice sa bardzo bogaci. - Stwierdzila opanowywujac smiech. - Dobrze wiesz, ze dla takich dzieciakow nawet jesli popelnia najgorsza zbrodnie znajdzie sie miejsce w naszej szkole.
-Ciekawe za co siedziala...- Rozmyslal ignorujac slowa przyjaciolki. - Narkotyki, zabojstwo albo cos innego?
-Podobno kogos pobila. - Westchnela ciezko przypominajac sobie wydarzenia sprzed kilku lat kiedy to najpopularniejsze dziewczyny z klasy znecaly sie nad nia okladajac piesciami. - Kolezanke czy cos takiego. Nie wiem dokladnie, dlaczego ci na tym tak zalezy?
-Tak po prostu pytam. - Usmiechnal sie idac w strone drzwi. - Zazdrosna jestes czy co? Musze juz isc. Moze jutro wpadne.
Brandon pokiwal reka i wyszedl. To on zawsze bronil Jess przed wszystkimi rywalkami ktore zazdroscily jej dobrych ocen i powodzenia wsrod chlopakow. On byl jej jedynym przyjacielem, zawsze mogla na niego liczyc. A ona i tak czesto traktowala go z pogarda i chamstwem. On jednak nie reagowal na to tylko dalej sie o nia troszczyl. Traktowal ja jak dziecko.
-Musze pokazac mu ze nie musi sie mna opiekowac. - Jeknela cicho do siebie biorac do reki podrecznik z fizyki. Przekartkowala strony ziewajac glosno. Odlozyla go wyraznie znudzona lektura. Podeszla do okna. Zauwazyla jakiegos ucznia przechadzajacego sie po dziedzincu szkolnym. Michael. Dosc popularny chlopak, czesto miala z nim lekcje angielskiego. Byl znanym podrywaczem ktory zawsze musial wtracic sie do rozmowy. Nigdy nie rozmawiali. Nie zwracala na niego specjalnej uwagi ale teraz wydal jej sie samotny i zagubiony. Zauwazyla ze jest smutny. "Ciekawe co moglo sie stac takiemu popularnenu i beztroskiemu kolesiowi." - Pomyslala z usmiechem odchodzac od okna. Popatrzyla na zegarek. Dopiero szesnasta. Za chwile powinien byc podawany obiad w stolowce. Jeknela ciezko i podazyla do stolowki. Przed drzwiami staly juz jakies dziewczyny z innych klas. Przypatrzyla im sie uwaznie. Jedna, zdaje sie Rachel to farbowana blondynka. Jej rodzice to bankierzy, ma duzo kasy i duzo podobnych do niej przyjaciolek. Druga trzymala sie na uboczu ale przysluchiwala sie rozmowie, Jess nie znala jej. Reszty tez nie. To byly jakies nowe osoby z najmlodszych klas. Westchnela. Po chwili drzwi od stolowki otworzyly sie a uczniowie radosnie wbiegli do srodka. Dziewczyna zrobila to samo. Usiadla samotnie na koncu stolu czekajac az kucharze wniosa dania. Oparla sie reka o stol myslac o jutrzejszym dniu. Po chwili jakis nowy kucharz, zniewalajaco przystojny wloch podstawil jej talerz z kotletem i surowka pod nos. Podziekowala grzecznie i zaczela jesc. Zauwazyla ze do sali wszedl Michael, ten ktorego przed chwila widziala na dworze. Usiadl rowniez samotnie kilka miejsc od niej. Spojrzala na niego. "Dziwne, zawsze siedzial otoczony dziewczynami." - Pomyslala. Po kilku minutach skonczyla jesc obiad. Wyszla z sali kierujac sie do pokoju. Natknela sie na korytarzu na dyrektorke, jej ciotke Marize.
-Dobrze ze cie spotykam dziecko! - Usciskala ja serdecznie Mariza. - Mam sprawe, pozwol ze zajme ci troche czasu...
-Cos sie stalo, ciociu? - Spytala spogladajac na kobiete Jessica.
-Nie, po prostu ta nowa uczennica o ktorej ci opowiadalam...- Zaczela Markiza. - Jutro rano bedzie na miejscu, jako wideprzewodniczaca naszej szkoly mam nadzieje ze powitasz ja i pokazesz co powinna zrobic. Bedzie w pokoju 56 na pierwszym pietrze. Pomozesz sie jej rozpakowywac? Jest troche hm... Problematyczna i niemila ale mysle ze sie dogadacie. Przyjdz do niej o dwunastej.
-Dobrze, a gdzie wlasciwie podziewa sie Christian? - Spytala dziewczyna patrzac na ciotke. Christian jest przewodniczacym szkoly, osoba prawie tak wazna jak dyrektorka. Jest wysoki, zawsze ma idealnie ulozone wlosy i przepiekne oczy. Zachowuje sie bardzo powaznie, jakby mial niemal trzydziesci lat. Wiele dziewczyn zakochuje sie w nim, on jednak nic sobie z tego nie robi. Czasem bywa wredny ale Jess lubila go chociaz rzadko rozmawiali. - Ostatnio go nie widuje.
-Zdaje sie ze pracuje nad jakims projektem i moze nie bedziesz go jeszcze widywac przez kilka dni, siedzi ciagle w bibliotece. Jesli bedziesz chciala go spotkac to smialo idz tam.
-Dobrze, dziekuje. - Usmiechnela sie grzecznie kierujac sie do swojego pokoju. Znow jakis projekt, eh. Ten czlowiek byl wrecz pracoholikiem. Ciagle musial sie czyms zajmowac. Po chwili doszla do swojego pokoju. Spojrzala na zegarek. Osiemnasta. "Jak ten czas szybko leci..." - Westchnela kladac sie na lozku. Nawet nie zauwazyla gdy zasnela.
ROZDZIAL PIERWSZY
Obudzila sie punktualnie o dziewiatej. Jessica byla taka zmeczona ze ledwo potrafila naciskajac na przycisk wylaczajacy budzik. Wstala przeciagajac sie sennie i poczula sie jakby zaraz miala zemdlec. Polozyla sie na lozku przykladajac reke do czola. "Super, chyba goraczka" - Westchnela w myslach. Wstala szybko z lozka wyciagajac z szafy mundurek. Wlozyla go szybko i przeczesala kilkoma ruchami szczotki wlosy. Umyla w lazience zeby i zrobila delikatny makijaz. Czula sie jakby zaraz miala umrzec ale nie mogla dzisiaj sobie odpuscic, w koncu byla wiceprzewodniczaca i musiala dbac o uczniow a ta cala nowa dziewczyna widocznie potrzebowala pomocy. Zeszla szybko na sniadanie wiedzac ze juz ma spoznienie. W stolowce nikogo nie bylo. Wziela do reki kanapke i butelke wody lezaca na stole nakrytym bialym obrusem i pospiesznie pobiegla z powrotem do pokoju jedzac jednoczesnie sniadanie. Zauwazyla stojacego na korytarzu Brandona.
-Jak ty wygladasz...- Jeknal na powitanie. Przylozyl jej swoja ciepla duza reke do goracego czola. - Wracaj mi w tej chwili do pokoju, jestes calkowicie rozpalona!
-Co z tego. - Burknela czujac sie jak male dziecko potrzebujace ciaglej pomocy. - Nie musisz mi mowic co mam robic.
-Nie badz taka opryskliwa. - Usmiechnal sie delikatnie. - Masz isc do pokoju i odpoczywac, nie moge ci teraz pomoc bo spiesze sie do dyrekcji...
-Poradze sobe bez ciebie. - Westchnela patrzac na niego z lekkim zdziwieniem w oczach. Co mu sie nagle stalo? Zawsze jej pomagal, niezaleznie od tego co mial w planach a teraz? Moze wyczul o co chodzi przyjaciolce. Dziewczyna przeszla obok niego i pobiegla szybko do pokoju, nie miala ochoty kontynuowac tej bezsensownej rozmowy. Otworzyla powoli drzwi cieszac sie ze ma przy sobie klucz. Wchodzac do pokoju zauwazyla kompletny balagan. "Posprzatam to pozniej" - Pomyslala. Odkladanie wszystkiego na pozniej, to zdecydowanie byla jej najgorsza cecha. Weszla pospiesznym krokiem do lazienki biorac recznik do reki. Namoczyla go zimna woda i przylozyla sobie go do glowy myslac ze to co kolwiek pomoze. Po chwili odlozyla go i usiadla zrezygnowana na fotelu. Spojrzala na zegarek. Dziesiata, jeszcze dwie godziny do przyjazdu tej nowej dziewczyny. Wziela szczotke do reki i przeczesala jeszcze raz wlosy. Wygladala teraz jak upior, cala czerwona z goraczki z rozchochranymi wlosami stala nie wiedzac co moze zrobic aby wygladac chociaz troche lepiej. Spojrzala na szczotke przypominajac sobie skad ja ma. Ciotka podarowala jej ja kiedy proponowala aby przeniosla sie do jej szkoly, "Akademii Norgerii". Szkola miescila sie obok duzego miasta. Byla bardzo obszerna, urzadzona w nowoczesnym stylu. Wszystko wygladalo tu zjawiskowo i jednoczesnie inaczej niz w normalnym swiecie. Wszyscy uczniowie mieli pozwolenie na odwiedzanie swojego domu raz w roku i wychodzenie ze szkoly raz na trzy miesiace. Panowaly tutaj srogie zasady, za zlamanie pieciu zasad w pieciu miesiecy grozilo wydalenie ze szkoly. Jessica lubila to miejsce. Zaraz po przyjezdzie przydzielili jej duzy pokoj z balkonem i wlasna lazienka. Pokoj byl urzadzony dosc dziwnie. Na scianie wisial duzy obraz przedstawiajacy ksiezyc i morze. Na srodku pokoju bylo wielkie lozko a na nim dziesiec niebieskich poduszek. Na rogu pokoju stalo biale lozko na ktorym postawiony byl laptop zafundowany przez szkole. Nad biurkiem znajdowal sie regal a na nim wiele przeroznych ksiazek, glownie o psychologii. W pokoju znajdowal sie jeszcze duzy granatowy fotel na ktorym lezala rowniez niebieska poduszka. Sciany byly pokryte biala farba. Pokoj byl skromny ale naprawde bajeczny. Jess czula sie tu jak w jakiejs innej rzeczywistosci. Uczniowie od poniedzialku do czwartku musieli przychodzic rano do stolowki na sniadanie i odbywac lekcje od 9:00 do 15:00 za to w zamian za krotkie lekcje mieli duzo zadan domowych i wiele lektur do przeczytania. Po lekcjach odbywal sie obiad a od 16:00 do 22:00 uczniowie przychodzili na obiad, pozniej moza bylo przyjsc w nocy po kolacje. W piatek byl czas wolny, wszyscy mogli robic co chca oprocz przewodniczacych ktorzy mieli wiele zajec do zrobienia, naprzyklad oprowadzanie nowych uczniow po szkole lub uporanie sie z papierkowa robota. W sobote odbywaly sie zajecia sportowe od 7:00 do 10:00 aczkolwiek nie byly one obowiazkowe. A niedziela to dzien w ktorym dyrektorka Markiza gromadzila wszystkich uczniow szkoly w Auli i rozmawiala o zasadach szkolnych, karach oraz wycieczkach. Szkola byla niesamowita, niezwykle dziwny tok nauczania byl bardzo pochlaniajacy. Uczniowie mieli do dyspozycji biblioteke w ktorej znajdowalo sie wiele dziwnych ksiazek i podrecznikow do nauki oraz swietlice w ktorej stal wielki kominek, wiele krzesel, stol do bilardu, sciana do grafitti na ktorej ludzie uczeszczajacy do tej akademii mogli pisac co zywnie chcieli i pokazywac swoja osobowosc. Poza tym byl tam kat do nauki i jeszcze kilka rzeczy do zabawy. Na polowie pierwszego pietra, drugim pietrze i trzecim znajdowaly sie pokoje. Na pierwszym te nalezace do najmlodszych uczniow, na drugim te nalezace do troche starszych i tych najstarszych a trzecie pietro nalezalo wylacznie do dyspozycji dyrkekcji, nauczycieli oraz samorzadu szkolnego w ktory sklad wchodzila rowniez Jessica. W tym miejscu panowal niezwykly klimat. Wszystko bylo magiczne. Oderwane od rzeczywistosci, uczniowie czuli sie jak w bajce. Niestety przewodniczacy nie mieli juz takiego kolorowego zycia i musieli ciagle zyc jednoczesnie uczac sie i zastanawiac sie co zrobic w danej sytuacji jakiegos ucznia. Eh. Jess swietnie sobie z tym radzila bedac wrecz geniuszem nauki. Z kazdego przedmiotu miala szostki lub piatki. Byla niesamowita. Wszystkie inne uczennice niesamowicie zazdroscily jej tego talentu i posady wiceprzewodniczacej wyzywajac ja i wysmiechujac, czasami niektore chcialy na nia napasc ale Markiza, ciotka dziewczyny lub Brandon zawsze tego pilnowali wiec rzadko dochodzilo do takich sytuacji. Jess skonczyla rozczesywac wlosy i nalozyla na usta jeszcze jedna warstwe blyszczyku. Posmarowala rzesy podwojna warstwa tuszu do rzes. Dalej byla cala czerwona. Zakrecilo jej sie w glowie. Polozyla sie szybko na lozku probujac nie stracic rownowagi. Uslyszala ze ktos wchodzi do pokoju. Zobaczyla jak zawsze nieziemsko wygladajacego Christiana. Chlopak wszedl bezszelestnie do pokoju i spojrzal na Jessice lezaca niewinnie na lozku.
-Matko boska, co ci jest? - Spytal z troska w glosie podchodzac do dziewczyny. Polozyl jej reke na czole. Jess poczula jak sie jeszcze bardziej rumieni. - Zdaje sie ze mialas zajac sie ta nowa uczennica, prawda? W takim stanie definitywnie nie mozesz. Zostajesz tu, przespij sie a ja wroce jak sie z nia uporam.
-Naprawde dziekuje. - Usmiechnela sie patrzac na Chrisa. Chlopak odwzajemnil usmiech i wyszedl pospiesznie z pokoju. Mimo tego, ze rzadko rozmawiali zawsze sie o nia troszczyl jak straszy brat mimo wlasnych klopotow. Byl naprawde niesamowity. Martwil sie o wszystkich a sam musial ciezko pracowac jako przewodniczacy akademii. Dziewczyna przykryla sie koldra i szybko zasnela dalej czujac reke chlopaka na swoim czole. Usmiechnela sie do siebie we snie.
***
Jessica obudzila sie kilka godzin pozniej widzac siedzacego na fotelu Christiana czytajacego jakas ksiazke na temat sztuki. Widzac ze juz sie obudzila spojrzal na nia zatroskany.
-Witaj. - Powiedzial siadajac obok niej na lozku. - Spalas tylko cztery godziny, zastapilem cie u tej dziewczyny a pozniej czuwalem przy tobie.
Dziewczyna znowu poczula ze sie rumieni.
-Dziekuje ale nie powinienes robic sobie klopotu...- Usmiechnela sie wiedzac ze chlopak ma wiele innych problemow niz zajmowanie sie nia w chorobie.
-Naprawde nie ma za co. - Usmiechnal sie podajac jej ciepla herbate. Jess usiadla na lozku biorac kubek do rak. Upila lyk spogladajac na niego. "Ciekawe czy nie martwi sie ze moglby sie ode mnie zarazic." - Pomyslala odkladajac po chwili kubek na biurko. Spojrzala na ksiazke ktora przed chwila czytal. "Samotnosc i smutek." Kiedys ja czytala. Calkiem ciekawa ksiazka, dotyczyla tego jak ukazac na obrazku emocje osoby ktora malujemy. Dziewczyna niezbyt interesowala sie sztuka ale musiala przyznac ze ksiazka calkowicie ja pochlonela. Chris przylozyl jej ponownie reke do czola usmiechajac sie.
-Temperatura oslabla, do niedzieli powinnas wyzdrowiec. - Westchnal ciezko. - Tylko obiecaj mi, ze do tego czasu w zadnym razie nie bedziesz wychodzic z pokoju.
-Dobrze, prosze pana. - Usmiechnela sie zartujac. Christian odwzajemnil usmiech i wstal z miejsca. W tej chwili zobaczyla jak Brandon z impetem wchodzi do pokoju.
-Ups, przepraszam. - Syknal. Jessica wiedziala ze chlopak nienawidzi Christiana. Nie wiedziala jednak do konca dlaczego. - Przykro mi ze wam przeszkodzilem.
-Spokojnie, juz wychodzilem. - Powiedzial lagodnie przewodniczacy kierujac sie do drzwi. - Czesc Jessi, przyjde do ciebie w niedziele.
Kiedy chlopak wyszedl, Brandon dalej wydawal sie strasznie wkurzony. Popatrzyl na dziewczyne a ona unikajac jego spojrzenia popatrzyla na niebieska sciane. O co mu chodzilo? Teraz to on zachowywal sie jak dziecko, byl zazdrosny czy jak? Nie bylo nawet o co.
-Czego chcesz? - Warknela Jess spogladajac w koncu na niego. - Jezeli chciales upewnic sie czy dobrze sie czuje to nie potrzebuje twojej troski.
-Dlaczego jestes taka wredna? - Spytal siadajac na tym samym fotelu na ktorym siedzial wczesniej Chris. - Zapomnialas ze jestem twoim przyjacielem?
-Przyjacielem? - Westchnela krzyzujac rece na piersi. - Nie jestes moim przyjacielem, czuje sie bardziej jak bym byla twoim dzieckiem.
Chlopaka wyraznie ukuly te slowa. Bladzil przez chwile po pokoju nie wiedzac co ma powiedziec. Po chwili wstal i podszedl do dziewczyny patrzac jej w oczy.
-Czyli zapomnialas kto ratowal cie tyle razy przed tymi idiotkami? - Spytal najwyrazniej zdenerwowany dalej patrzac w jej oczy. - Zapomnialas o tym jak mi przyrzekalas ze na pewno bedziemy zawsze przyjaciolmi?
Dziewczyna umilkla odpychajac go od siebie. Nie wiedziala co w tej chwili powiedziec. Zrobilo jej sie zal brandona i wstyd swojego zachowania. Co ona robi? Po co prowokuje swojego przyjaciela ktory zawsze stal po jej stronie? Po co to cale przedstawienie? Jess wstala i zaczela rozgladac sie po pokoju. Nie wiedziala co zrobic.
-Przepraszam. - Jeknela cicho.
-Nie masz za co. - Stwierdzil usmiechajac sie do niej. Zawsze przebaczal klamiac ze nie ma za co. A bylo. - Jak tam Emily?
-Nie wiem, na razie z nia nie rozmawialam. - Westchnela myslac o bylej przyjaciolce z ktora spedzila prawie caly pobyt w akademii. Dlaczego ona musiala to wszystko zepsuc? Teraz po tej przyjazni zostaly tylko puste wspomnienia.
-Kiedys musisz z nia pogadac i wyjasnic cala sytuacje. - Uznal chlopak spogladajac na Jessice. - Ale rob co chcesz, zawsze ci pomoge.
-Dobrze, ale spac mi sie chce...- Ziewnela kladac sie na lozku. Przykryla sie koldra przecierajac oczy.
-W takim razie do branoc, pamietaj ze zawsze bede twoim przyjacielem i nigdy nie mow ponownie takich klamstw. - Usmiechnal sie wychodzac z pokoju.
Zasnela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz