ROZDZIAL PIERWSZY
Wakacje powoli sie zblizaly. Jeszcze tylko trzy miesiace i w koncu troche wolnego. Teraz i tak musialem ciagle zakuwac aby zdac ostatnie egzaminy wiec nie mialem zbyt duzo czasu wolnego. Sobota. Wstalem o dziesiatej rano i wzialem telefon do reki. Trzy nowe wiadomosci. Pozniej je odczytam. Odlozylem urzadzenie i wstalem z lozka. Poszedlem sie przebrac a pozniej zszedlem na sniadanie. Zobaczylem mame i babcie, rozmawialy o Vanessie. Czyli teraz ona bedzie tematem numer jeden w naszym domu. Uslyszalem tylko skrawek rozmowy bo po chwili zauwazyly ze wchodze do kuchni.
-Czesc wnusiu! - Przywitala sie babcia spogladajac na mnie z cieplym usmiechu. - Zrobic ci cos na sniadanie?
-Czesc kochanie. - Odparla matka opierajac sie reka o stol.
-Czesc, zrobisz mi kanapki z dzemem babciu? - Spytalem patrzac na nia. Kobieta pokiwala glowa i zaczela robic moje sniadanie. Usiadlem obok mojej rodzicielki wzdychajac. Kolejny dzien nauki. Zreszta wczoraj umowilem sie ze przyjde do Olivera aby pomoc mu w matmie.
-Nie mialbys nic przeciwko gdyby Vanessa* dzisiaj do nas przyszla wraz ze swoja babcia, Matt? - Spytala mama. Czyli teraz ma do mnie caly czas przychodzic i stac sie czescia mojego zycia bez mojej zgody? Mialem przeciez inne plany.
-Przepraszam, ide sie pouczyc do Olivera. - Powiedzialem a babcia podala mi kanapki. Jedzac je zauwazylem jak babcia i matka wymieniaja porozumiewawcze spojrzenia. Wiedzialem ze zaraz pewnie wymysla jakis rownie rewelacyjny pomysl na ktory w zadnym stopniu sie nie zgadzam.
-W takim razie moze zabierzesz ja ze soba? - Mialem racje, czyli wszystkie plany na dzis popsute. Zakladam ze Oliver sie na mnie wkurzy gdy wezme ja ze soba, eh.
-Ale my bedziemy sie uczyc. - Probowalem cos zrobic. - Zreszta co ona ma tam robic? Bedzie sie nudzic.
-To przy okazji mozecie pouczyc ja, ma duze zaleglosci wiec przyda sie to jej. Moglbys sprobowac ja troche zrozumiec, wiesz?
Jeknalem ciezko. Czyli po prostu musze ja zabrac i nie mam wyjscia. Kiedy ona sobie cos wymysli to po prostu musze to zrobic.
-W takim razie Vanessa przyjdzie dzisiaj za godzine i pojdziecie, dobrze? - Powiedziala zadowolona matka. Pokiwalem glowa i skonczylem jesc kanapki. Wyszedlem do pokoju. Wzialem komorke do reki i zaczalem wystukiwac smsa do przyjaciela. "Musze przyjsc z Vanessa, matka mnie zmusila. Nie zlosc sie." Odetchnalem i polozylem sie na lozku chwytajac ksiazke do biologii. Przeczytalem kilka zdan i znudzony westchnalem odkladajac ja na miejsce. Wstalem z lozka i spakowalem do plecaka pare ksiazek i zeszytow. Dostalem po dwudziestu minutach odpowiedz od Olivera. "Jezeli musi to nic nie poradzimy." Nie wkurzyl sie. Wlasciwie chyba nigdy nie widzialem go zdenerwowanego, zawsze mial usmiech na twarzy i idealnie ulozona grzywke. Z wygladu byl idealem, z charakteru rowniez. Wiele dziewczyn za nim chodzilo ale on nigdy nie zamierzal sie z zadna z nich wiazac mowiac iz nie interesuja go idiotki ktore zakochuja sie w nim patrzac tylko na wyglad. Podziwialem go. Z wygladu bylem dosc podobny chociaz on byl blondynem a ja mialem czarne jak wegiel wlosy i troche wieksze niebieskie oczy. Z charakteru bylismy o wiele inni. Ludzie czesto dziwili sie ze takie przeciwienstwa jak my sie przyjaznia. Hm. Z tych zamyslen wyrwal mnie dzwonek do drzwi. Uslyszalem iz matka otwiera je i zaprasza do srodka ta cala Vanesse. Westchnalem. Dziewczyna po kilku sekundach pojawila sie w moim pokoju. Tym razem miala rozpuszczone wlosy i krotka biala sukienke. Popatrzylem na nia obojetnie.
-Chyba nie cieszysz sie ze przyszlam. - Steknela siadajac na fotelu. - Jezeli ci przeszkadzam to moge isc...
Szczerze? Chetnie bym ja teraz wyprosil ale wolalem nie ryzykowac klotnia z matka o to ze nie powinienem tak traktowac gosci i biednej dziewczyny. Biednej? Nie wyglada na biedna, wrecz tryskala optymizmem. Usmiechnalem sie nic nie mowiac. Zerknalem na zegarek. Zostalo jeszcze dwadziescia minut do wyjscia wiec musialem zaczac jakas rozmowe.
-Nie, po prostu troche sie zdenerwowalem. - Sklamalem wzdychajac. - Zostalo jeszcze troche czasu do wyjscia, bedziesz sie uczyc z nami?
-Nie, nie przepadam za nauka. - Westchnela bawiac sie fredzlami sukienki. - Siedzialam dlugo w szpitalu, mam bardzo duze zaleglosci i nie chce mi sie ich nadrabiac.
-Rozumiem. - Westchnalem spogladajac na nia. Ciekawe na co chorowala. Wlasciwie wcale jej nie rozumialem. Mogla sie uczyc w szpitalu, poza tym przeciez musi zaczac nadrabiac material bo inaczej nie zda do drugiej klasy liceum. - Jezeli bedziesz chciala moge ci pomoc.
-Od kiedy zrobiles sie taki mily? - Rozesmiala sie. Po prostu taki mam charakter a po drugie ja jej tu nie zapraszalem. Nie lubie byc mily na pokaz tak jak Oliver. - Wydajesz sie zamkniety w sobie, wiesz?
-Mozliwe, co z tego? - Burknalem podenerwowany. Moze kiedys bylem zamkniety w sobie, dawno juz taki nie jestem. Po prostu bywam czasami szczery a wiele ludzi myli to slowo z "chamski". Nie lubie sie tez odzywac kiedy nie ma takiej potrzeby ale to nie znaczy ze jestem zamkniety. Nienawidze osob ktore oceniaja mnie ledwo mnie znajac, to takie zenujace i puste. Wyrwany z zamylen popatrzylem na zegarek. Powinnismy juz isc. Zarzucilem plecak na ramie i wyszedlem z pokoju bez slowa. Vanessa pobiegla za mna kryczac cos. Wyszedlem z domu kierujac sie w strone osiedla przyjaciela. Dziewczyna szla za mna obrazona. Za co sie obrazila? Nic nie zrobilem. Po dziesieciu minutach bylismy na miejscu. Weszlismy na klatke schodowa kierujac sie schodami na piate pietro. Zawsze zastanawialem sie dlaczego on musi mieszkac tak wysoko. Jeknalem zdyszany kiedy w koncu dotarlismy na miejsce. Zapukalem dwa razy do drzwi. Kiedy nikt nie otworzyl zrobilem to jeszcze raz, bylem przyzwyczajony ze nigdy nie slyszal pukania. Mieszkal z ojcem, matki nigdy nie poznal. Kiedys bardzo to przezywal, prawie wpadl w depresje ale pomoglem mu i wydostal sie z tego. Po chwili otworzyl blady jak sciana. Wygladal inaczej niz zawsze. Byl ubrany w niewyprasowana koszule i stare spodnie, nawet jego wlosy byly w nieladzie. Nigdy jeszcze nie widzialem przyjaciela w takim stanie, nawet kiedy mial dola.
-Jezus swiety, co ci sie stalo?! - Spytalem zmartwiony wpychajac sie do mieszkania. Vanessa podazyla za mna. Wszedlem z nia do jego pokoju i usiadlem na lozku. Oliver usiadl obok mnie. Zauwazylem wszedzie porozrzucane ksiazki z roznych przedmiotow. Jego pokoj wygladal jakby przed chwila byla tu droga wojna swiatowa, tylko zamiast nabojami strzelali ksiazkami. Co on tu do cholery w nocy robil?
-Wybaczcie mi ten nieporzadek...-Jeknal przecierajac oczy. - Nie martw sie, uczylem sie cala noc i to wszystko. Chyba mam goraczke.
Przylozylem reke do jego czola. Faktycznie byl bardzo rozpalony. Westchnalem spogladajac na niego ze wspolczuciem.
-Gdzie masz termometr? - Spytalem ze zdenerwowaniem. Jak on mogl byc tak nieodpowiedzialny i uczyc sie przez cala noc? Do tego pewnie mial otwarte okno dlatego sie przeziebil. Mialem wrazenie ze czasami zachowuje sie jak kompletne dziecko.
-Zdaje sie ze jest w lazience, na tej szafce obok umywalki...- Powiedzial ze zmeczeniem w oczach. Pokrecilem glowa smiejac sie. Wyglada na to ze zamiast sie uczyc bede musial sie nim teraz zajmowac, coz.
-Kladz sie, w tej chwili i odpoczywaj mi tu a ja przyniose ci jakies leki i zrobie herbate, dobrze? Tylko nie ruszaj sie.
Oliver poslusznie polozyl sie a ja nakrylem go kocem i poszedlem do lazienki szukac termometru oraz lekow. Po chwili znalazlem to czego szukalem. Wzialem rzeczy do reki i zanioslem do pokoju przyjaciela. Polozylem obok niego termometr i tabletki.
-Zmierz sobie temperature. - Usmiechnalem sie aby go troche pocieszyc. - Zaraz przyniose herbate bo zdaje sie ze te tabletki trzeba rozpuscic...
-Dziekuje ze mi pomagasz. - Odwzajemnil usmiech. - W ogole dziekuje ze przyszedles.
-Przestan, idioto. - Rozesmialem sie cieplo. - Mialem cie tu w takim stanie zostawic? Jestes tak nieodpowiedzialny ze az zal mi na ciebie patrzec.
-Bez idiotow mi tu. - Rowniez sie rozesmial. - Wcale nie jestem nieodpowiedzialny tylko chcialem troche poprawic oceny, wiesz ze jeszcze troche i nie zdam.
-Nie przesadzaj, nie jest az tak zle. - Powiedzialem. - Od czego masz mnie? Wiesz ze zawsze ci pomoge.
-Musze sie w koncu usamodzielnic i zrobic cos samemu a nie ciagle polegac tylko na tobie...
-Zwariowales? Jeszcze raz bedziesz sie uczyc po nocach to pozalujesz, albo masz sie uczyc ze mna albo za dnia, rozumiesz? Nie chce zebys mi tu ciagle chorowal przed wakacjami.
-No dobrze, prosze pana. A teraz idz w koncu robic ta herbate, wiesz gdzie sa szklanki nie?
-Wiem, wiem. Juz ide a ty mi sie nigdzie nie ruszaj i zmierz temperature, mam nadzieje ze nie bedzie wysoka.
***
Polozylem herbate na polce patrzac jednoczesnie na termometr. 37 °C. Nie jest az tak zle, powinien wyzdrowiec za gora dwa dni ale w tym czasie bron boze nie powinien wychodzic z domu. Westchnalem. Przypomnialem sobie nagle o Vanessie ktora jakby nigdy nic siedziala w dalszym ciagu na fotelu piszac cos na telefonie. I dobrze, niech sie zajmie soba a ja moze chociaz zdaze podac mu leki. Dziwna dziewczyna, widac ze ma lekkie podejscie do swiata i wszystko olewa. Nienawidze takich osob. Najpierw olewaja nauke, pozniej prace...A pozniej laduja na ulicy. Z nia na pewno bedzie tak samo ale coz, niech robi co chce. Nie bede jej pomagac i sie nad nia uzalac jaka to ona biedna, niech sobie radzi sama. Usiadlem na lozku obok przyjaciela.
-Mozesz juz isc, poradze sobie...- Powiedzial proszaco. Ja i tak nie mialem zamiaru nigdzie sie ruszac, jeszcze znowu zacznie sie uczyc i bedzie jeszcze bardziej chory. Nie moglem go tak teraz zostawic. Mialem wrazenie ze w ten sposob w jakims sensie odwdziecze mu sie za kiedys.
-Lez i sie nie odzywaj. - Warknalem gniewnie czujac ze on wcale nie widzi iz potrzebuje mojej pomocy. - Musisz wyzdrowiec.
-Wiem ze musze ale nie jestem juz prawie dorosly...- Jeknal poprawiajac sobie poduszke. - Mozesz isc, chce mi sie spac a nie chce zostawic gosci a samemu sobie smacznie drzemac. Sluchaj, naprawde nie chce zebys sie ode mnie zarazil.
-Na pewno? - Nienawidzilem jak mnie blagal bo zawsze ulegalem. Po prostu balem sie ze go strace i na wszystko mu pozwalalem, czulem ze kiedys sie to zle skonczy ale KIEDYS nie znaczy teraz. "To ostatni raz" powtarzalem sobie w duchu.
-Na pewno, nie martw sie. - Usmiechnal sie. - Przyjdz jutro. Obiecuje ze wezme leki i bede bacznie meldowal ci przez telefon jak sie czuje. Lec juz, wiem ze nie chce ci sie juz tu siedziec.
-No dobrze, jak wolisz. - Westchnalem troche obrazony i spojrzalem na Vanesse wstajac z lozka. Pokiwalem mu reka i wyszedlem wraz z dziewczyna z mieszkania. Mialem wielka nadzieje ze w koncu sie odczepi bo byla dla mnie naprawde uciazliwa, nie potrafilem kogos ignorowac. Po kilku minutach zeszlismy na dol po schodach i wyszlismy z bloku. Caly czas ja obserwowalem. Machala wdziecznie wlosami patrzac sie przed siebie.
-Nie zgubisz sie tu? - Spytalem. Musialem w koncu cos zrobic aby sobie poszla. - Wracaj do domu, jak nie trafisz pieszo to masz gdzies przystanek autobusowy. Ja ide jeszcze cos zrobic.
-Nie umiesz po prostu powiedziec zebym sie odwalila? - Odpowiedziala pytaniem na pytanie chamsko. Widac ze byla szczera. Zrobilem sie czerwony czujac sie zdemaskowany.
-Przepraszam, nie mam czasu. - Westchnalem naprawde myslac o tym ze gdybym tak zrobil ryzykowalbym wielka klotnia od matki na temat tego jak traktuje biedna dziewczyne ktora przezyla tragedie.
-Dobra, rob co chcesz. - Burknela i przewracajac wlosami poszla w calkiem inna strone niz powinna. Czy ona naprawde jest tak tepa? Zaczalem za nia krzyczec ale mnie ignorowala. No tak, obrazila sie. Gdyby nie rozkaz matki nic bym nie zrobil i poszedl dalej ale coz, musialem wskazac jej droge bo inaczej moglaby sie zgubic a wtedy bylaby jeszcze gorsza klotnia.
-Idz w lewo. - Krzyknalem, Vanessa posluchala mnie w koncu i pokierowala sie w strone parku. Odetchnalem z ulga. Chcialem wstapic jeszcze na chwile do sklepu kupic cos do picia. Ten dzien byl strasznie upalny jak to zreszta bywa przed wakacjami. Maly warzywniak znajdowal sie wlasciwie niedaleko, kilka minut drogi wiec nie musialem jechac autobusem. Poszedlem przed siebie nucac rytmiczna piosenke ktora ostatnio uslyszalem w radiu. Mhm, ciekawe jak sie czuje Oliver...
***
Doszedlem juz do sklepu. Zauwazylem zgrabna dziewczyne stojaca zaraz przede mna. Skojarzylem ja skads. Wydawalo mi sie ze chodzimy razem do szkoly. Faktycznie, kiedys jechalem z nia nawet autobusem ale nigdy nie zamienilismy slowa. Byla bardzo ladna. Miala dlugie czarne wlosy i mocny makijaz. Slyszalem plotki ze miala bardzo duze kompleksy i chciala ukryc swoja urode pod tapeta. Usmiechnela sie do mnie cieplo.
-Hm, spotykamy sie w takim miejscu? - Powiedziala spogladajac na mnie. - Ty jestes David? Slyszalam o tobie bardzo duzo. Podobno jestes wybitnie inteligentny. Jessica, milo mi.
-Czesc, tak to ja. - Jeknalem. Wybitnie inteligentny? Watpie, po prostu dobrze sie ucze i wygrywam wiele konkursow. Tak naprawde jestem jedynie normalnym nastolatkiem ktory ma wiele wad i tylko jednego przyjaciela. Czyzbym dalej byl samotnikiem?
-Nie zgadzasz sie z ta opinia, co? - Czulem sie jakby czytala mi w myslach. - Jesli zmierzasz do sklepu, jest juz zamkniete. Mieszkam niedaleko, moze przyjdziesz na herbate?
-Nie wiem czy moge, dopiero sie poznalismy...- Probowalem byc uprzejmy i usmiechnalem sie krzywo.
-Jak nie chcesz, to nie. - Westchnela rozpaczonym glosem.
-Cos sie stalo? - Spytalem zdziwiony ze tak nagle calkowicie sie zmienila. Z wesolej dziewczyny zobaczylem smutna zgarbiona nastolatke.
-Przyzwyczailam sie ze nikt nie chce ze mna rozmawiac, to dla mnie normalne. Nie przejmuj sie. Ja juz uciekam, pa...
Zlapalem ja za reke kiedy chciala juz odejsc. Skad znalem to uczucie...Tak. Znalem je bardzo dobrze. Przed poznaniem Olivera mialem tak samo. Tylko ja nie probowalem nikogo poznac a Jessica faktycznie sie starala. Nie moglem jej tak zostawic, musialem jej pomoc. Nie moglem patrzec na to jak stoi skulona na srodku drogi.
-Chodzmy do parku. - Powiedzialem probujac sie jej zrewanzowac. Nie mialem ochoty wloczyc sie po cudzych domach, wolalem jakas otwarta przestrzen.
-Nie musisz sie nade mna uzalac. - Znowu mialem to samo uczucie, jakby czytala mi w myslach. Wyrwala swoja reke. No tak, spodziewalem sie takiej reakcji. Dziewczyna byla widocznie zagubiona, nie wiedziala co robi nie tak iz nie moze sobie znalezc przyjaciol.
-Nie uzalam sie nad toba. - Odparlem patrzac w jej oczy. - Bylem w podobnej sytuacji, wiesz? Mozemy porozmawiac tutaj jesli ci to odpowiada.
Skinela glowa. Usiedlismy na schodach. Czulem sie lekko dyskomfortowo gdy co chwile przed nami przejezdzaly jakies auta a ludzie ciagle patrzyli na nas jak na wariatow przysluchujac sie rozmowie. Probowalem jednak tego nie pokazywac, zalezalo mi na tej rozmowie.
-No wiec...- Zaczela rozmowe. - Nie uwazasz ze nasze zycie jest bez sensu? No tak, ty masz tego calego przyjaciela ktory wyglada jak zywa lalka.
Czy ona czasem nie mowila o Vanessie? Na pewno mowa byla o Oliverze? Moze byl naprawde przystojny ale w zadnym razie nie wygladal jak lalka. Poczulem zazdrosc z jej strony. Czego tu zazdroscic? Tez nie byla brzydka. Nie zrozumialem tego co mowi ale wiedzialem ze nie dam jej obrazac swoich przyjaciol, nie zniose zadnych slow obrazajacych kogos kto uratowal mnie z takiej sytuacji.
-Przestan go oskarzac, zrobil ci cos? - Warknalem gniewnie. - Nie wyzywaj sie na nim, prosze cie.
-A zebys wiedzial ze zrobil. - Westchnela patrzac w niebo. - Ma mase przyjaciol, laski ganiaja za nim stadami...Bo jest przystojny i to wszystko. Tak naprawde jest pewnie wredny i nieczuly tylko zgrywa ideala. Nienawidze takich ludzi.
-Czy ty siebie slyszysz? - Wstalem ze schodow. Owszem, Oliver nie byl idealny ale nie byl tez ani wredny ani nieczuly. Nie pokazujac tego bardzo martwil sie o wszystkich i probowal im pomagac. Byl najbardziej zyczliwym czlowiekiem jakiego znalem. Zawsze chcial aby wszyscy byli dla siebie mili. Nie tolerowal klotni. Za to go lubilem. - Wyrazasz sie o kims kogo nawet nie znasz. Nigdy z nim nie rozmawialas ale go oceniasz. To nie od niego zalezy ze te wszystkie dziewczyny sie za nim uganiaja czy ze ma przyjaciol. Myslisz ze jak ktos jest przystojny a wredny to ma mase przyjaciol? Mylisz sie.
-To idiota. - Powiedziala dumnie. Mialem ochote ja uderzyc w twarz ale nie umialem uderzyc dziewczyny nawet kiedy obrazala kogos kogo bardzo szanuje. Postanowilem sie nie odzywac i czekaj na jej dalsze "inteligentne" wypowiedzi. - Czy ty nie widzisz ze on traktuje te wszystkie dziewczyny jak zabawki?
-A co ty, obronczyni ucisnionych jestes? - Rozesmialem sie jak z zartu roku. - Tak sie sklada ze mial tylko jedna dziewczyne w calym swoim zyciu. Wyprowadzila sie za granice po dwoch latach zwiazku. Wiesz jak sie czul?
-Dobra, przestane owijac w bawelne. Ja chyba sie w nim zakochalam, chcialam uslyszec od ciebie czegos o nim dlatego musialam cie sprowokowac.
-Idiotka...- Warknalem. Nie lubilem obrazac plci przeciwnej ale teraz po prostu nie moglem sie powstrzymac. - Pokochalas kogos za wyglad a nawet go nie znasz. Nie mozna sie zakochac w kims przez patrzenie na niego. To puste.
-Sam jestes pusty.
-Nie pograzaj sie. Kiedy naprawde sie w kims zakochasz, chcesz spedzac z nim kazda chwile. Probujesz go jeszcze bardziej poznac. Martwisz sie o niego a nie zaczepiasz jego przyjaciol gadajac jaki jest wredny. Nie rozumiem cie.
-Przestan.
-Co mam przestac?! Probuje ci uswiadomic co to milosc bo najwyrazniej nie masz o tym zadnego pojecia, nie chce abys zranila Olivera bo gdy on sie w tobie naprawde zakocha a ty go zostawisz po kilku tygodniach bo nagle ci sie znudzi i zrozumiesz ze nigdy nie bylas w nim zakochana on zostanie calkiem sam, ze zranionym sercem.
-Dobra, spadaj. Nie nawijaj tyle, zrozumialam o czym mowisz. Sorry ze w ogole cie zaczepialam. Mam tylko jedna prosbe, nie mow mu o niczym.
"Po moim trupie" - Pomyslalem i usmiechnalem sie tajemniczo widzac mine przyjaciela kiedy mu o tym jutro opowiem. Odwrocilem sie napiecie i poszedlem do domu. Dziwna sytuacja.
*Vanessa - Postac ktora pierwszy raz pojawila sie we wstepie. Jest lekko arogancka i wredna. Mysli ze caly swiat skupia sie na niej. W nastepnych rozdzialach dowiecie sie czegos o prawdziwych przyczynach wypadku jej rodzicow. Polecam przeczytac wstep aby dowiedziec sie czegos wiecej.
***Mam nadzieje ze pierwszy rozdzial "Story of my life" przypadl wam do gustu. Wiem, praktycznie nic sie nie dzieje ale nie martwcie sie, planuje zrobic cos w drugim rozdziale wiec mam nadzieje ze poczekacie do soboty! A za chwile na blogu 1 rozdzial NO NAME. Do zobaczenia! :)
TO BE CONTINUED
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz